Bolek

Polecamy2 marca, 2016

bohun bartkiewiczNigdy mi się Lech Wałęsa nie podobał i od zawsze byłem w stosunku do niego nastawiony krytycznie. Momentami bardzo krytycznie. Wielokrotnie dawałem temu wyraz publicznie, a jeszcze częściej w rozmowach prywatnych prowadzonych czy to w rodzinie, czy wśród bliższych lub dalszych znajomych. Nigdy też nie przypuszczałem, że będę musiał stanąć w jego obronie, a czas ten przyszedł właśnie teraz.

Niezależnie od tego jakim darzyłem go uczuciem, zawsze wiedziałem, że wyrokiem Losu stał się on częścią Historii, zresztą nie tylko Polski. Jestem Polakiem i jeżeli mam wybierać pomiędzy jankeskim szpiegiem Kuklińskim, pomiędzy „Ogniem”, „Burym”, czy innym jakimś „Żelaznym”, to zawsze wybiorę „Bolka”, bo na jego rękach nie ma krwi pomordowanych niewinnych ludzi, których jedyną winą było to, że po zakończeniu krwawej wojny chcieli żyć normalnie. Bez strachu przed śmiercią czyhającą na każdym kroku. Chcieli pracować, uczyć się i cieszyć się życiem. Wałęsa, słusznie czy nie, uosabiał sobą wiarę w to, że Polska może być domem naprawdę wszystkich, a że wiara ta okazała się złudna, to już zupełnie inna historia. Generałowa Kiszczakowa, być może z faktycznej biedy (wszak rządy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego odebrały mężowi znaczną część jego emerytury, a ona na dodatek otrzymuje rentę rodzinną w wysokości 75% tego, co gen. Kiszczakowi zostało po deubekizacji), a może z naiwności swojej (stawiam na to drugie), chciała sprzedać IPN „pamiątki” po mężu, przez co przyczyniła się do totalnego pogrążenia L.Wałęsy ku niewyobrażalnej radości tych wszystkich, którzy w czasach, kiedy L.Wałęsa „walczył” z tzw. komuną, znajdowali się w bardzo dalekich szeregach, bądź zgoła po przeciwnej stronie barykady, przez co na tzw. represje rządzących mniej lub wcale byli narażeni. Niektórzy nawet nie byli internowali, ani nawet nie zatrzymywano ich „na czterdzieści osiem godzin”. Zadra ta tkwi w nich do dziś, albowiem kiedy było już bezpiecznie, to im się jakaś – chociażby troszeczkę krwawa – rewolucja zamarzyła. I marzy się im do dziś i dlatego wciąż walczą uporczywie z „komuną”, chociaż od lat nikt już nawet śladu po nie dostrzec nie jest w stanie. Ale oni widzą i dlatego potrzebny im jest Wałęsa z całą bandą sprzedawczyków, którzy w uzgodnieniu z Gorbaczowem (prawdopodobnie nowym, ale supertajnym, wcieleniem Stalina) i szefostwem KGB, ustalili tajny plan działania, który na wieki miał spowodować polityczną i gospodarczą podległość ZSRR. Wiadomo, że obecna Rosja i prezydent Putin, to tylko nowe wcielenie Związku Radzieckiego, Stalina, Chruszczowa, Breżniewa, Andropowa, Czernienki i Gorbaczowa do kupy, a Lech Wałęsa oraz Donald Tusk, to wierne służki tychże, do czego generalnie przyczynił się Lech Wałęsa, jako tajny współpracownik (TW) Służby Bezpieczeństwa pseudonim „Bolek”. Wygląda więc na to, że cała ta „Solidarność” to nic innego, jak tylko stworzona i sterowana z Moskwy (z Moskwy, bo jak wiadomo Polska Rzeczpospolita Ludowa od 1944 do 1990 roku znajdowała się pod radziecką okupacją) organizacja mająca służyć tak naprawdę wielkim i wiecznym interesom ZSRR. Wychodzi więc na to, że według dzisiejszych rewolucjonistów, Związek Radziecki, tak jak i jego twórca, jest wiecznie żywy. Przynajmniej w umysłach tychże rewolucjonistów z „bożej łaski”.

Jedna rzecz zastanawia mnie bardzo: idiotyczna niekonsekwencja tych wszystkich dzisiejszych „rewolucjonistów”, doskonale oddająca stan ich umysłów. Otóż, jeżeli Lech Wałęsa, jako TW „Bolek” pozostawał na usługach „komunistycznej jaczejki” do końca trwania radzieckiej okupacji, to dlaczego „jaczejka” ta, tak bardzo starała się Wałęsę skompromitować w oczach świata, kiedy okazało się, że został laureatem nagrody Nobla? Dlaczego wytwarzano rożnego rodzaju fałszywki o współpracy „Bolka” w czasach tzw. „zrywu sierpniowego 1980” i w czasach stanu wojennego, oraz okrągłego stołu? Przecież nie potrzeba byłoby żadnych fałszywek, jeżeli w osobistym władaniu szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, generała Czesława Kiszczaka, znajdowały się najważniejsze oryginalne dokumenty świadczące o sprzedajności Wałęsy. Zdaję sobie doskonale sprawę, że odpowiedź na takie pytania mogą znaleźć jedynie ci, którzy potrafią nie tylko samodzielnie myśleć, ale i wyciągać samodzielne wnioski. Zastanawiam się: dlaczego ci wszyscy opluwacze Wałęsy tak bardzo wierzą w esbeckie kwity, a jednocześnie bez przerwy opowiadają, jaka wredna była to organizacja, jak niszczyła ludzi i jak łamała im kręgosłupy, a nawet odbierała życie? Czy te „kwity” w domu gen. Kiszczaka, to nie esbecki chichot zza grobu? Bo przecież archiwista z IPN stwierdził, że „kwity” te są oryginalne ponieważ pochodzą z „epoki”, ale to nie znaczy, że są prawdziwe, albowiem mogą to być zwykłe fałszywki wytworzone przez SB w czasach trwania PRL.

Swoją drogą raz jeszcze potwierdził L.Wałęsa swoje nieszczególne przymioty intelektualne, prowadząc od lat idiotyczną obronę, poprzez wygłaszanie dziesiątek sprzecznych ze sobą tłumaczeń własnych zachowań z tamtego czasu. A powinien, jak prawdziwy bojowiec, wziąć sprawę na klatę i powiedzieć: tak, jako młody chłopak, zastrachany wypadkami z grudnia 1970 dałem się zmanipulować i odpowiedziałem na apel Edwarda Gierka, że jako stoczniowcy „pomożemy”. Później jednak (1974) narzucone mi chomąto zrzuciłem i nie dałem się ponownie wykorzystać, czego dowodem jest cała późniejsza historia mojego życia. Nie potrafi tego uczynić i dalej brnie w ten swój nieprzetłumaczalny słowotok. Mówiąc szczerze, wcale nie jest mi go żal, tak jak nie jest mi żal tych milionów członków „Solidarności”, których zwycięstwo okazało się zwykłym oszustwem. Przekonali się sami, kiedy zlikwidowano im zakłady pracy, a oni wylądowali na ulicy, gdzie do dziś pozostaje ich bardzo duża grupa, a bieda stała się dziedziczna. Dzisiaj część z nich daje się znów manipulować i swego dawnego idola, za którym gotowi byli pójść do piekła, zrzuca z piedestału i smaruje błotem. Tak jak w czasach jego wielkości smarowali błotem takich jak generałowie Jaruzelski i Kiszczak. Dzisiaj stawiają ich w jednym szeregu z L. Wałęsą, na co ja – z zupełnie innych powodów – się nie godzę. Mogę tylko powiedzieć, że sami tego chcieliście Grzegorzowie Dyndałowie. Sam tego chciałeś Lechu Wałęso, niegdysiejszy „Bolku”.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,