Płomień znicza

Polecamy15 listopada, 2017

 

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Znajdujemy się w okresie najsmutniejszych i najbardziej refleksyjnych świąt w roku. Ich symbolem jest płomień znicza na grobie tych, którzy odeszli. Dla wierzących – do lepszego świata, dla niedowiarków – w otchłań Nieznanego. Płomień jest symbolem, a zarazem dowodem pamięci o nich, ale jest zarazem symbolem życia. Początkowo jarzy się jasnym światłem, potem często miota nim wiatr, a na koniec przygasa i znika…

Nie znam kogokolwiek, komu nie zależałoby na tym, by pamięć o nim zachowała się w gronie bliskich i dalszych towarzyszy ziemskiej egzystencji na dłużej i nie skończyła się, dajmy na to, na prawnukach. Zapewne też każdy życzyłby sobie do końca swoich dni przebywać w rzeczywistości przyjaznej, ułatwiającej odchodzenie, a nie w świecie ponurym i nienawistnym, co nieuchronnie wiąże się z obawą o tych, których pozostawiamy.

Dręczy mnie myśl, że – nie tylko ja – mam teraz do czynienia z drugą ewentualnością. Co pozostawię po sobie? Może właśnie tylko obawy o kształt świata, który przestaję rozumieć i który zaczyna mnie przerażać, bo chwile dobre, chwile radosne, chwile pełne uniesień, dawno już przeniosły się do niepamięci i stały się wręcz czymś nierzeczywistym. Czy jest taka kolej rzeczy, że musimy być coraz gorsi, coraz bardziej nieprzyjaźni? Ku czemu to wszystko zmierza?

Długo na tych łamach zajmowałem się tym, co po wyborach przed dwoma laty zgotowało nam PiS. Z pełnym przekonaniem i pełną świadomością używam terminu „zgotowało”, bo nie mam najmniejszych wątpliwości, że stopniowo zanurzamy się w bagiennych odmętach, które wsysają nas coraz głębiej, skąd trudno się będzie wydobyć. Piszę „my” i „nas”, adresując swoje przeczucia do myślących i odczuwających jak ja. Ale są też inni…

Wiele, może nazbyt dużo, felietonów poświęciłem na uświadamianie Czytelnikom dziejącego się na naszych oczach zła i przestrogi przed tym, co może Polaków czekać w niedalekiej i odleglejszej przyszłości. Niektórzy zarzucali mi monotematyczność. Odpierałem te zarzuty argumentem, że wielokrotnie Czytelnicy moich przemyśleń, których spotykałem na ulicy, wyrażali pełne poparcie dla moich stwierdzeń i przekonań. Mówili, że jestem rzecznikiem i wyrazicielem ich poglądów, że czują się lepiej wiedząc, że mają we mnie reprezentanta swoich obaw i lęków. Były to dla mnie satysfakcjonujące i zobowiązujące opinie. Swoje obserwacje i wnioski kierowałem także do tych, którzy nie mieli jeszcze ukształtowanych poglądów na to, czego są świadkami, z nadzieją, iż przekonam ich do zajęcia podobnego do prezentowanego przeze mnie stanowiska.

Ale do redakcji napływały też krańcowo inne opinie, z wyrazami niezrozumienia, oburzenia, a nawet potępienia dla autora felietonów o zagrożeniach związanych z PiS. Tych ludzi nigdy nie przekonam, jakich bym nie używał argumentów i dowodów. Po prostu zderzam się ze ścianą. Taki elektorat jest wprost wymarzony dla populistów, którzy sięgają do najniższych ludzkich instynktów, do zapiekłych pokładów wrogości, zawiści, zazdrości i pielęgnowanego przez lata pragnienia zemsty. Za co? Zawsze za coś się znajdzie. Mamy to nieszczęście, że w Polsce tacy ludzie szczególnie się wyroili. Może to efekt zaborów, czy innych zdarzeń, które wywarły trwałe piętno na części społeczeństwa? Jak długo będą pogrążać Polskę? Tego nie wie nikt.

Wielu z nas śmieje się z reguł demokracji, kpi z uczestników demonstracji przeciwko łamaniu prawa i godzi się na ich prześladowanie, gardzi konstytucją i opinią zagranicznych instytucji oraz organizacji na temat stanu praworządności w Polsce, ma gdzieś niezawisłość sądów, samorządność, godzi się na ordynarne kłamstwa publicznych mediów, nieznane w takiej skali kolesiostwo i nepotyzm, rasizm i ocierający się o faszyzm nacjonalizm oraz pogróżki kierowane do ludzi przeciwstawiających się ekscesom władzy. Za dary socjalne wielu zgodziło się na zamordyzm i taka jest smutna prawda o dzisiejszej Polsce. Nie jestem w stanie tego pojąć i pogodzić się z mentalnością części rodaków. Z jakim bagażem przejdą do historii?

Święto tych, którzy odeszli, skłania do zastanowienia się nad przyszłością żyjących. Pomyślmy o tym patrząc na jasny i wysoki jeszcze płomień cmentarnego znicza.

Na tym miałem zakończyć. Ale dotarła do mnie wiadomość o śmierci Piotra, który dokonał w Warszawie samospalenia na znak protestu przeciwko ekscesom władzy. Zmarł człowiek godny najwyższego szacunku, który w imieniu wielu z nas zdobył się na największą ofiarę. Nie może ona pójść na marne. Każdemu, kto z niej zakpi, odmawiam człowieczeństwa.

Andrzej Basiński

Tagi: ,