https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Gdy rozum śpi budzą się upiory

Czuję się jak Don Kichot z La Manchy walczący z wiatrakami. Z wiatrakami cynicznej i wszech ogarniającej propagandy. Propagandy o nasileniu, jakiego nigdy w życiu nie widziałem, a żyję już ponad 70 lat. Propagandy o sile tajfunu wiejącego nieustannie z jednego kierunku. Najgorsze jest jednak to, że najmniejsza próba przeciwstawienia się takiemu stanowi rzeczy, wywołuje prawie powszechne oburzenie i silny przekaz: wyłącz myślenie, wierz tylko w to, co do ciebie mówią, a nie w to co sam widzisz. A gdy rozum śpi, budzą się potwory i nasz kraj (ba, Unia Europejska cała) znalazł się nagle w stanie jakiegoś zbiorowego wzmożenia emocjonalnego, które powoduje, że ci, którzy zachowali jeszcze zdolności do odmiennej oceny istniejącego stanu rzeczy, tracą do tego chęci. Czują się już znużeni tym wszechobecnym patriotycznym uniesieniem. Powodem takich ich zachowań jest też obawa przed reakcją tych, którzy z różnych powodów (na przykład politycznych) uważają, że licencję na prawdę posiadają tylko oni, a wszystko co może tę prawdę chociażby troszeczkę podważyć, należy z życia społecznego i publicznego rugować jak się da i gdzie się da. Na szczęście jeszcze bez stosów i pali, tak jak drzewiej w naszej ukochanej ojczyźnie bywało…

Ta smutna w sumie refleksja bierze się stąd, że nawet najbardziej racjonalne uwagi dotyczące tematu dotyczącego Rosji i Ukrainy, wywołują nieprzychylne, ba, nieprzyjazne komentarze kończące się za każdym razem obelgą w rodzaju „jesteś zdrajcą” lub „pieskiem Putina”. To te takie łagodniejsze. W ostatnich dniach mam z tym „problem” na jedynym medium społecznościowym, z jakiego korzystam i którym często swoje różne uwagi i przemyślenia publikuję. W reakcji na nie nie spotykam się z jakąś rzeczową polemiką, z jakimiś racjonalnymi argumentami, ponieważ dominującą frazą są bardziej lub mniej prymitywne komentarze ad personam. I to często ze strony ludzi, z którymi jeszcze nie tak dawno mogłem polemizować na najróżniejsze tematy. Jedynym argumentem ich jest stwierdzenie, że jestem właśnie owym „pieskiem Putina”, (ktoś mnie nawet nazwał „Janusz Putin w twoim domu Bartkiewicz”), który tylko Polsce szkodzi. Nikt jakoś nie jest w stanie wytłumaczyć mi dlaczego? W czym Polsce szkodzę pisząc, że niekiedy mam wrażenie, że ktoś mnie chce oszukać i że czyni to nader prymitywnie. Na przykład wtedy, kiedy informuje mnie o ciężkim ostrzale artyleryjskim lub rakietowym najważniejszych ukraińskich miast (Kijów, Charków), a czyni to na tle dobrze widocznej miejskiej panoramy, przez co dostrzegam co najwyżej jeden czy dwa budynki trafione jakąś pojedynczą rakietą. Reszta w tym mieście stoi cała i nietknięta, a co najwyżej pozbawiona szyb w oknach. W czym szkodzę polskim interesom, kiedy komentuję fotografie totalnie zrujnowanych, w wyniku amerykańskich nalotów bombowych lub ostrzału rakietowego, irackich lub syryjskich miast i porównuję je do widoku Kijowa lub Charkowa, w których praktycznie żadnych zniszczeń po pięciu dniach wojny nie widać. No i wreszcie w czym szkodzę komukolwiek, wyrażając wątpliwość co do prawdziwości oglądanego w Internecie filmiku z komentarzem, że widać na nim rosyjski samochód opancerzony, który celowo taranuje jadący z przeciwka samochód osobowy. Zaręczam, że Putin nawet kopiejki mi nie zapłacił, kiedy postawiłem pytanie, czy aby to na pewno pancerny pojazd armii rosyjskiej, kiedy dopiero po kilkunastu godzinach od pojawienia się tego nagrania, ukraińskie ministerstwo obrony podało, że około 2-giej nocy do Kijowa wkroczyły niewielkie grupy komandosów, którzy bez użycia sprzętu zmechanizowanego, próbowały bezskutecznie zająć kilka newralgicznych punktów w mieście, a walki trwały do godziny piątej nad ranem. No i że agresorzy zostali odparci. O piątej rano w lutym jest jeszcze ciemno, a na rzeczonym filmiku „akcja” rozgrywa się w biały dzień. I co mógł robić tam samotny rosyjski pojazd bez wsparcia piechoty? Rosjanie – mimo wszystko – aż takimi głupcami nie są. Również nie otrzymałem (i zapewniam, że nie otrzymam) złamanej kopiejki, kiedy wyraziłem wątpliwość, co do prawdziwości informacji o bohaterskiej śmierci kilkunastu ukraińskich pograniczników z Wyspy Żmij na Morzu Czarnym, którzy zginęli tragicznie, po tym kiedy ich placówka została ostrzelana przez rosyjski okręt wojenny, ponieważ nie chcieli się poddać. Ta bohaterska postawa tychże żołnierzy od razu wywołała dumną reakcję  prezydenta Zełenskiego, który oświadczył, że nada im tytuły Bohaterów Narodowych, a Wyspa Żmij z miejsca została okrzyknięta „ukraińskim Termopilami”. A we mnie zrodziło się podejrzenie, że to zwykły fake news, ponieważ nie pokazano żadnej fotografii świadczącej, że ta placówka graniczna została trafiona chociażby jednym pociskiem. Już następnego dnia widziałem na oficjalnym kanale rosyjskiej telewizji (w rosyjskim Internecie) reportaż z udziałem tychże żołnierzy, którzy cali i zdrowi pobierali od Rosjan (obok stojącego na redzie okrętu) butelki z wodą mineralną i porcje żywności, a następnie eleganckimi autokarami odjechali do Sewastopola. Kiedy o tym wspomniałem znajomemu, zarzucił mi, że oglądam spreparowane przez Rosjan „propagandowe g…” i daję się owej g…nej propagandzie mamić. Nie zapytałem drugiego dnia, jak się czuje, kiedy ukraińskie ministerstwo obrony oficjalnie te informacje potwierdziło. I mógłbym takimi przykładami sypać jak z rękawa (np. o przelocie nad Kijowem rosyjskich bombowców, co okazało się nagraniem z defilady wojskowej, lub inne pochodzące z jakiejś gry komputerowej), ale zabraknie mi tu miejsca, a chciałbym się pochylić jeszcze nad inną, bardziej bulwersującej mnie sprawą.

Otóż twierdzę, że Władymir Władymirowicz Putin zrobił Jarosławowi Kaczyńskiemu niesamowity przedwyborczy prezent. Bo oto z dniem rosyjskiej agresji, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, zniknęły wszystkie polskie problemy, którymi demokratyczna opozycja żyła od 2019 roku. Powtórzę: wszystkie, co do joty, bo nikt się już nimi nie zajmuje. A Donald Tusk (i reszta opozycyjnych przywódców) wzywa do narodowego pojednania w obliczy zagrożenia naszej wolności i bytu w ogóle. Nie ma już też żadnych problemów z „hordami” uchodźców z Iraku, Syrii czy Afganistanu, nie ma problemu z małymi dzieciaczkami, które chore, głodne i zmarznięte wyrzucane były do lasu na białoruską stronę granicy. Nie ma problemu z pedofilami i zoofilami, pokazywanymi publicznie na pornograficznych nagraniach z „telefonów tychże uchodźców”, prezentowanych przez ministra Kamińskiego, co okazało się taką samą prawdą, jak te rosyjskie bombowce na Kijowem. No i nagle objawił się minister Dworczyk, którego jakby przez kilka miesięcy nie było (chociaż pandemia zbierała śmiertelne żniwo), a teraz koordynuje organizacją ogólnopolskiej pomocy dla ukraińskich uchodźców. Widać, że już po pandemii. Trzęsę się z oburzenia, kiedy słyszę głosy współczucia dla głodnych ukraińskich dzieci z ust tych, którzy naprawdę głodne, spragnione i chore dzieci, w czasie srogiej w tamtych rejonach zimny, wyrzucali (lub dawali takie rozkazy) do wspomnianych lasów. A przecież wszystkie dzieci są ponoć takie same. Ponoć, bo Polskie władze pokazały, że te o śniadej cerze, to jednak dzieci innego Boga i to on się powinien o nie martwić, a nie ten nasz.

I na koniec. Putin przegra, bo wygrać nie może. Ale przegra też Unia Europejska, będąca solą w oku zarówno Putina, jaki i Bidena. Przegra, ponieważ nadmiernie wzmożona emocjonalnie, przyjmie wreszcie do siebie bez warunków wstępnych Ukrainę, którą następnie przez lata będzie utrzymywać. I jestem przekonany, że to nie w Moskwie taki plan w cichości gabinetów się zrodził, bo według mnie skonstruowany został nad Potomakiem i to wiele czasu przed tym, jak Putin dał się w tę przegraną wojnę wmanewrować. Czas pokaże, czy miałem rację.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA