https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Okiem psychologa: czy warto zaufać inteligencji?

Większość (choć nie wszystkie) cech psychicznych przybiera w populacji rozkład normalny. Rozkład normalny w wielkim skrócie opisuje sytuacje w świecie, gdzie większość przypadków jest bliska średniemu wynikowi, a im dany wynik bardziej odchyla się od średniej, tym jest mniej reprezentowany. Najwięcej jest przypadków blisko przeciętnej. Im bardziej oddalamy się od średniego wyniku, tym przypadków jest mniej. Kiedy weźmiemy pod uwagę dowolną cechę np. neurotyczność, ugodowość, ekstrawersję to zdecydowana większość z nas mieści się w średniej, tj. przeciętnej danej cechy. Podobnie jest z inteligencją. Tylko nieliczni z nas (ok 2,5% całej populacji) są albo mocno poniżej średniej (upośledzenie umysłowe – wyniki poniżej 70 punktów w skali IQ), bądź posiadają bardzo wysoką inteligencję (ponad 130 punktów). Ale, o ile w przypadku wielu cech, skrajnie wysoki wynik (powyżej średniej) uznawany jest często jako wyraz jakiegoś deficytu (np. skłonność do agresji, wielkość popędu seksualnego, introwersja, ugodowość) to w przypadku inteligencji jest on bardzo pożądany. Każdy człowiek chciałby być bardzo inteligentny. Wysoki iloraz inteligencji jest cechą budzącą nasz podziw i zazdrość, a ludzi wybitnie inteligentnych obdarzamy wielką charyzmą. Międzykulturowe badania ujawniają atrakcyjność inteligencji jako osobistego zasobu w relacjach międzyludzkich. Psycholog ewolucyjny David Buss dowodzi np., że inteligentni mężczyźni są wyżej cenieni na rynku matrymonialnym niż mniej inteligentni. Pojawiło się nawet nowe pojęcie- sapioseksualizm (należy je traktować z dystansem – nie ma bowiem poważnych badań naukowych na ten temat), które charakteryzuje osoby, dla których najważniejszym afrodyzjakiem seksualnym jest intelekt partnera. Wydaje się, że inteligencja zawsze była pociągającą cechą potencjalnego partnera, wskazywała bowiem na jego zaradność życiową i umiejętności radzenia sobie z problemami. Chociaż zapewne wielu bez wahania zgodzi się z twierdzeniem, że trudno dziś przecenić wartość inteligencji w naszym życiu, to pojawia się pewien zasadniczy kłopot, który wiąże się z faktem, że nie istnieje zgoda co do znaczenia tego pojęcia, zarówno wśród zwyczajnych ludzi, jak i naukowców zajmujących się na co dzień inteligencją. Słowem wszyscy używany tego słowa, ale w istocie co innego mamy na myśli.

Historia

Trzeba zacząć od tego, że pojęcie inteligencji, jak zresztą każde istniejące w naszych języku, nie spadło z nieba, lecz ma swoją historię i jest związane z konkretnym kontekstem społeczno -historycznym. J. Kagan zwraca naszą uwagę na fakt, że każde społeczeństwo tworzy pewne pojęcia dla opisania własnych stanów psychicznych, cech i talentów, które w danym czasie są z jakiegoś powodu ważne i cenione. W kulturach pierwotnych, a także w społeczeństwach rolniczych i wiejskich, ludzie radzili sobie z wyzwaniami dnia codziennego bez większych przeszkód, opierając swoje działania na prostych, powtarzalnych i niezbędnych do przetrwania czynnościach (sadzenie, zbieranie plonów, opieka nad inwentarzem zwierzęcym), które nie wymagały jakichś złożonych kompetencji i umiejętności. Nie istotne zatem było, czy ktoś wykonywał je bardziej lub mniej starannie, szybciej lub wolniej. Owe drobne różnice nie miały wpływu na ostateczny rezultat tych działań. Rutynowa praca miała być po prostu wykonana i nikt nie zawracał sobie głowy rywalizacją i prześciganiem się np. w kreatywnym pieleniu pola. Sytuacja zasadniczo zmieniła się wraz z rozwojem przemysłu w XIX wieku. Pojawienie się wielu nowych zadań, związanych z np. obsługą maszyn, czytaniem instrukcji obsługi, rozumieniem znaków itd., postawiło przed ludźmi zupełnie inne wymagania, które wiązały się z koniecznością nabycia nieznanych do tej pory umiejętności. Niezbędne stało się stworzenie formalnych systemów obsługujących te potrzeby. Powszechna edukacja zapewniła wszystkim możliwość opanowania nowych umiejętności, dzięki którym możliwe stało się przetrwanie (a także nowa jakość – rozwój) w innych realiach społecznych, ekonomicznych i kulturowych. Szybko jednak okazało się, że nowe, złożone kompetencje – takie jak pisanie, czytanie, liczenie – nie są przyswajane przez wszystkie dzieci z taką samą sprawnością i skutecznością. Odsłonięcie niezwykłego zróżnicowania w zakresie różnorodnych zdolności dzieci wymagało jakiegoś wyjaśnienia i znalezienia odpowiedniego pojęcia, które by owe różnice uwzględniło.

Nie wiadomo dokładnie kiedy po raz pierwszy użyto słowa inteligencja dla określenia indywidualnych różnic w zakresie sprawności w nabywaniu kompetencji, znana jest natomiast pierwsza praca Francisca Galtona (kuzyna Darwina) z roku 1869, w której pojawia się pojęcie „ogólnej zdolności” (jeszcze nie inteligencji), ujawniające się w dobrym wzroku i słuchu, zdolności do szybkiego reagowania na bodźce. Galton opracował zestaw testów do badania zdolności ogólnej, jednak już wkrótce okazało się, że na ich podstawie nie można było przewidzieć sukcesów w życiu osobistym i zawodowym. Badaczem, który przyczynił się do upowszechnienia pojęcia inteligencji jest francuski psycholog Alfred Binet, który odkrył, że testy pamięci, uczenia się i rozumowania, a wiec tych kompetencji i zdolności, które wymagane były w szkole, są zdecydowanie lepszym predykatorem późniejszych osiągnięć edukacyjnych dzieci i młodzieży. Binet, wraz z innym badaczem Simonem, stworzył na początku XX wieku teoretyczne podstawy znaczenia i dziedziczenia inteligencji. Dalsza historia rozwoju naukowych badań nad inteligencją wiązała się przede wszystkim z działalnością Charlesa Spearmana, który dowodził, że istnieje pewna ogólna zdolność (ogólna inteligencja, albo czynnik g), odpowiedzialna za zróżnicowanie osiągnięć edukacyjnych w danej populacji. Choć jego dociekania spotkały się ze stanowczą ripostą innego wybitnego psychologa amerykańskiego – Luisa Thurstona, uznającego, że ludzie różnią między sobą pod względem siedmiu rożnych zdolności poznawczych, to znacznie prostsze i łatwe do operacjonalizacji pojęcie „czynnika g” Spearmana zdominowało na całe lata myślenie o inteligencji.

Nie oznacza to, że dyskusje i polemiki nad istotą i strukturą inteligencji ustały. Wydaje się nawet, że obecnie pojawia się coraz więcej wątpliwości, co do użyteczności pojęcia inteligencji ogólnej (akademickiej). W roku 1986 wybitny badacz inteligencji Robert Sternberg zorganizował sympozjum naukowe, którego celem miało być wypracowanie przez specjalistów z tej dziedziny jakiegoś konsensusu, co do istoty inteligencji. Ustalono wprawdzie kilka roboczych definicji tego pojęcia, jednak ich pogodzenie okazało się niemożliwe. Obecnie sytuacja w tej dziedzinie nie wyglądanie lepiej. Wystarczy wpisać słowo inteligencja w przeglądarkę Google, by wyświetliło się wiele rozmaitych konotacji tego pojęcia. Mamy więc inteligencję akademicką, praktyczną, społeczną, emocjonalną, motywacyjną, osobowościową, a nawet erotyczną. Odrobina choćby refleksji wystarcza do tego, by przyznać, że to zupełnie różne (co do struktury i funkcji) kompetencje, nie dające się sprowadzić do jakiegoś wspólnego mianownika. Czym zatem jest inteligencja, jak mamy ją rozumieć i – co najważniejsze – czy to pojęcie w ogóle mówi nam coś sensownego o nas samych i warte jest aż tak dużej uwagi, jaką je obdarzamy?

Różne inteligencje – problemy teoretyczne

Najszerszą i najbardziej ogólną definicję inteligencji zaproponował niedawno znany neurobiolog Antonio Damasio. W swojej najnowszej, wydanej w tym roku książce „Odczuwanie i poznawanie, jak powstają świadome umysły?” Damasio identyfikuje inteligentne zachowania w całej naturze uznając, że mają one bezpośredni i ścisły związek z radzeniem sobie różnych organizmów ze złożonymi wymaganiami środowiska w jakim żyją i są wyrazem zdolności do skutecznego rozwiązywania problemów związanych z walką o przetrwanie. – Inteligentne reagowanie – pisze autor – oznacza, że dana reakcja pomaga w przetrwaniu”. W tym znaczeniu inteligencją wykazują się wszystkie organizmy żywe – od bakterii po człowieka. W przypadku tych pierwszych Damasio używa pojęcia inteligencji niejawnej, niedostępnej, z uwagi na brak świadomych umysłów u prostych organizmów, odpowiadającej za przebieg procesów życiowych oraz zarządzanie nimi zgodnie z zasadami homeostazy. Pojawienie się układów nerwowych oraz ostatecznie świadomych umysłów, umożliwiło znacznie bardziej elastyczne reagowanie na różnorodne sytuacje życiowe, a przede wszystkim, dzięki nowym kompetencjom jak wyobraźnia, namysł, rozumowanie i kreatywność, oderwanie się od otaczającego środowiska i kształtowane go wedle własnych praw i reguł. Ten rodzaj jawnej inteligencji wiązał się z możliwością konstruowania, przechowywania i manipulowania wewnętrznymi obrazami. Według Damasio ludzie korzystają na co dzień z obu rodzajów inteligencji, zarówno tej jawnej, jak i niejawnej, w zależności od danego problemu. Niemniej jednak, pomimo odmienności, oba rodzaje inteligencji powstały po to, by wykonywać to samo zadanie – tj. rozwiązywać konkretne problemy związane z walką o przetrwanie.

Tak szerokie ujęcie pojęcia inteligencji ma niewiele wspólnego z tzw. inteligencją akademicką (psychometryczną), mierzoną za pomocą odpowiednich testów, które szacują wyłącznie te kompetencje, które wiążą się z umiejętnościami niezbędnymi w nauce szkolnej (rozumowanie, zasób słownictwa, rozumowanie arytmetyczne). Można zastanowić się, czy człowiek osiągający wyniki ponadprzeciętne we wszystkich tego typu testach jest równocześnie człowiekiem najlepiej i najskuteczniej radzącym sobie z problemami i wyzwaniami środowiska społecznego, psychologicznego, ekonomicznego?

Ciąg dalszy za tydzień.

Marek Gawroń

Od redakcji: autor jest psychologiem – terapeutą, coachem, ekspertem w wielu krajowych i międzynarodowych projektach badawczych oraz rozwojowych. Publikował w czasopismach naukowych z zakresu psychologii emocji, empatii i relacji terapeutycznych. Prowadzi prywatny gabinet. Kontakt: margaw@op.pl.

REKLAMA

REKLAMA