https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Na tropach nowej Srebrenicy, czyli polemika bez hamulców

Na tropach nowej Srebrenicy, czyli polemika bez hamulców

Pochodzący z Wałbrzycha profesor Maksymilian Stanulewicz w polemice z moim niedawnym artykułem w Tygodniku DB 2010, dotyczącym podpisania w dniu 11 października przez Prezydenta Wałbrzycha Romana Szełemeja Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym, rozprawia się z moim stanowiskiem, ale jednocześnie atakuje z pasją jakiegoś bezosobowego polskiego konserwatystę – fundamentalistę, któremu bliżej do „anglosaskich ekstremistów głoszących teorie z pogranicza aberracji umysłowych”. Tym samym wpisuje się w chór „obozu demokratycznego” drżącego przed zagrożeniem wolności w Polsce. Co ciekawe, atakując standardy demokracji w naszym kraju, szukając analogii z praktykami Erdogana, Orbana czy Putina nie zauważył, że w moim tekście ubolewałem właśnie nad brakiem dyskusji w sprawie karty, zanikiem komunikacji władzy z mieszkańcami i faktem zaskoczenia opinii publicznej oraz wałbrzyskich radnych. Nie dostrzega, że krytykowany tekst to wołanie o lokalną demokrację a nie o protekcjonalne i przedmiotowe traktowanie mieszkańców Wałbrzycha.

Karta w walce ze stereotypami opartymi na płci

Adwersarz wskazuje, że „każda forma wzmacniania, konstytucyjnie gwarantowanych praw i wolności obywatelskich, jest wskazana i konieczna”, co może jednak budzić ogromne wątpliwości, bo konstytucję stosuje się bezpośrednio i nie trzeba w innych aktach prawnych powtarzać jej zapisów. Chyba że chodzi tu jednak o nowe prawa i wolności, ich twórcze rozwinięcie i definiowanie, co jest już jednak groźne. Przecież tego typu dokumenty zawsze są wypadkową poglądów ich twórców, nie są światopoglądowo neutralne. Przykładowo, autorów karty nie zadowala już równe traktowanie kobiet i mężczyzn, gdyż chcą promować „prawdziwą” równość i „prawdziwie” egalitarne społeczeństwo. Jako podstawę osiągnięcia równości karta traktuje „eliminację stereotypów opartych na płci”. A w kategoriach stereotypu rozpatruje właściwie wszystkie różnice między kobietami a mężczyznami, tak jakby nie wynikały one np. z zasad biologii. A to już pachnie siarką rewolucji postępu.

Zwykła deklaracja czy źródło zobowiązań?

Autor odczytuje moje stanowisko na dwóch płaszczyznach: prawnej i ideologicznej, rozprawiając się z obiema. Na obszarze prawa, według profesora Stanulewicza, karta to jedynie akt deklaratywny, a przystąpienie władz Wałbrzycha do karty jest dobrowolne i uprawnione i nie rodzi jakiś szczególnych niebezpieczeństw. Hmmm, skoro postanowienia karty nie wiążą jej sygnatariusza, to dlaczego jednak zawierają zobowiązanie do podejmowania działań związanych z ingerencją w prawa i obowiązki jednostek np. związane z kwestiami pracowniczymi, prawem do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, dostępem do sprawowania funkcji publicznych? Przykładowo, art. 13 ust. 3 karty zobowiązuje sygnatariusza do „sprawdzania materiałów edukacyjnych szkół i innych programów edukacyjnych oraz metod nauczania, w celu zapewnienia, że zwalczają one stereotypowe postawy i praktyki”. Czy Prezydent Wałbrzycha będzie teraz weryfikował szkolne podręczniki?

Nadużyciem polemisty jest krytyka mojego stanowiska jakoby „WSA oddalając skargę, podzielił w pełni argumentację wojewody”, bo najzwyczajniej w świecie, tak nie napisałem. Wspomniałem jedynie, że sąd podtrzymał argumentację wojewody, co jest przecież prawdą skoro oddalił skargę Poznania na wydane przez wojewodę rozstrzygnięcie nadzorcze.

Neomarksizm  – fakt czy mit?

Polemizując z moimi prawnymi rozważaniami, Autor trzymał jeszcze fason i stosował jedynie drobne manipulacje, jednak poszedł już na ostro w polemice dotyczącej spraw światopoglądowych. Wskazał, że moje dywagacje „na temat neomarksizmu i kolejnego etapu lewackiej rewolucji można byłoby pominąć i wzruszyć tylko ramionami nad ignorancją Autora”. Czy na pewno? Czy neomarksizm nie istnieje? Wspomnę, że wedle najprostszej definicji z encyklopedii PWN neomarksizm to tzw. marksizm zachodni, potoczna nazwa zróżnicowanego zespołu doktryn polityczno-filozoficznych, powstałych w drugiej połowie XX w. w krajach zachodnich, które charakteryzowała z jednej strony akceptacja zasad marksizmu, z drugiej odrzucenie ich dogmatycznej interpretacji. Można przytoczyć chociażby daleką od prawicowego mainstreamu Agnieszkę Kołakowską, autorkę „Plagi słowików” i „Wojny kultur”, córkę prof. Leszka Kołakowskiego, tropiącą absurdy myśli po wielu stronach ideologicznych frontów. Wskazała ona, że współcześni marksiści w walce z kulturą Zachodu zamienili prześladowane klasy społeczne (klasę robotniczą i chłopską) na rzekomo prześladowane mniejszości wszelkiej maści. Raz są to mniejszości LGBT, innym razem mniejszości islamskie na Zachodzie w myśl hasła: „Prześladowani wszystkich mniejszości, łączcie się!”. Wszystko jedno o jakiego rodzaju prześladowanie chodzi: obowiązkiem prześladowanych, czyli mniejszości, jest solidarność wobec wszelkich innych mniejszości, czyli prześladowanych – pisała Kołakowska w tekście „Brygady politycznej poprawności” w „Rzeczpospolitej” już w 2000 roku.

Nieuczciwe stygmatyzowanie przeciwnika

Autor nazywa mnie reprezentantem „partii, która z Konstytucji RP uczyniła sobie wydmuszkę prawną, która na granicy szykuje nam drugą Srebrenicę i pałuje kobiety, ustępując nazistom, poucza innych o prawach w niej zawartych”, co jest po prostu absolutnym nadużyciem. Zamiast rzeczowej polemiki dowiaduję się, że jestem ignorantem, typowym polskim konserwatystą – fundamentalistą, a do tego reprezentuję partię ustępującą nazistom. Nie ukrywam od początku mojej aktywności publicznej prawicowych poglądów idąc, jakby nazwał to Wojciech Wasiutyński, „prawą stroną labiryntu”, ale też od kilku lat nie pełnię żadnych partyjnych czy politycznych funkcji. Pisząc do Tygodnika DB 2010 reprezentuję wyłącznie siebie.

Kompletnie już jednak nie rozumiem aluzji o Srebrenicy czy nazistach, bo to jakaś słowna histeria. Jeśli Autor przeczytał podręcznik do historii doktryn politycznych i prawnych pióra kolegów z tego samego – poznańskiego wydziału prawa, to powinien wiedzieć, że naziści to niemieccy narodowi socjaliści i raczej żadna opcja polityczna w Polsce takowych nie wspierała i nie wspiera, ani tym bardziej im ustępuje. Skandaliczne jest sugerowanie, że ktokolwiek w Polsce szykuje drugą Srebrenicę, bo trzeba wyjątkowej złośliwości, aby szukać analogii między masakrą ok. ośmiu tysięcy rozbrojonych bośniackich muzułmanów – mężczyzn i chłopców – popełnioną przez Siły Zbrojne Republiki Serbskiej w lipcu 1995 r., a kryzysem migracyjnym na granicy polsko – białoruskiej. Srebrenica bowiem uznawana jest za największe ludobójstwo w Europie od czasu II wojny światowej i takie uwagi to niepokojące minimalizowanie skali tej zbrodni.

Mam smutne wrażenie, że profesor Maksymilian Stanulewicz decydując się na taką formę polemicznego zwarcia w lokalnej gazecie swojego rodzinnego miasta  kierował się zasadą, że „na prowincji można więcej”, bo w jego tekstach w prasie ogólnopolskiej aż takiej zaciekłości i manipulacji już doszukać się nie mogłem.

Dr Piotr Sosiński

REKLAMA