https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

O kulturę słowa w lokalnej debacie

O kulturę słowa w lokalnej debacie

Uważa się, że wulgaryzmy są wyrazem złego wychowania, braku kultury i ogłady. Ale brzydkich słów nie da się całkiem wyeliminować z naszego życia, bo czasami są formą ekspresji wzburzenia i złości, nad którymi trudno zapanować. Jednak jeśli wchodzą w przestrzeń publiczną to są już oznaką załamania obyczajów. Niestety, to akurat Internet stał się bramą dla zalewu wulgarności i uodpornił nas na plugastwo i połajanki.

Jeden z wałbrzyskich radnych, kilka miesięcy temu, nazwał w medium społecznościowym kobietę kradnącą kwiatki obok lodziarni na Podzamczu „złodziejskim śmieciem”. Może i mógł być wzburzony, widząc zdjęcie osoby zrywającej cudze pelargonie, ale – mimo wszystko – zabrakło mu refleksji czy ta kobieta nie jest np. chora psychicznie itd. O incydencie pewnie bym zapomniał gdy nie to, że ów radny oficjalnie otwierał kilka dni temu siedzibę filii biblioteki miejskiej. Ot, taki dysonans między czystością półek z książkami, a obelżywym komentarzem, na który pewnie sam zainteresowany nie zwrócił uwagi.

Wulgaryzmy społecznie (nie) szkodliwe

Kilka dni sąd uniewinnił szefową jednej z wałbrzyskich placówek oświatowych, która brała udział w Strajku Kobiet w Świdnicy. Kobieta słyszała dwa zarzuty: przewodniczenia nielegalnemu zgromadzeniu oraz użycia słów „w…ć” i „j…ć PiS”. Ciekawe sformułowania pojawiły się w uzasadnieniu wyroku przy okazji drugiego zarzutu – o wypowiadanie słów powszechnie uznanych za obelżywe. Tu sędzia wyjaśniała, że nie wystarczy swoim zachowaniem spełnić znamiona wykroczenia, konieczna jest jeszcze społeczna szkodliwość tego czynu… a w tym przypadku nie można uznać, by czyn obwinionej był społecznie szkodliwy.

Być może ta sprawa nie powinna toczyć się w sądzie, bo ekspresja manifestacji ulicznych ma swoją bynajmniej niesalonową stylistykę, ale twierdzenie, że wulgaryzmy w przestrzeni publicznej nie są społecznie szkodliwe (czym innym jest tzw. znikoma szkodliwość) jest bardzo dyskusyjne. Przez analogię, mam nadzieję, że odtąd w przedszkolu prowadzonym przez uniewinnioną aktywistkę Strajku Kobiet dzieci będą mogły też swobodnie wymieniać uprzejmości bluzgami i nie będą za to strofowane albo np. karnie sadzane przy stoliku.

Adwersarz nieukiem

Kolejny przypadek to historia samorządowców w Kłodzku. „Pisowski nieuk” – tak burmistrz Kłodzka nazwał radnego PiS, a ten złożył prywatny akt oskarżenia do lokalnego sądu. Burmistrz podczas posiedzenia komisji, odnosząc się do złożonej interpelacji, używał jeszcze słów: „kuriozalne, kompletne nieuctwo”, „pisowskie nieuctwo” a w prasie tłumaczył potem, że „słowo nieuk nie jest obraźliwe, bo jest… pogardliwe” tak jakby to cokolwiek zmieniało.

Coś się popsuło w przestrzeni publicznej. I nie ubolewam tu tylko nad zjawiskiem internetowego hejtu i chamstwa, zamienianiem forów pod artykułami w ścieki złych słów. Boleję nad tym, że uczestnicy debaty, którzy pełnią funkcje publiczne i powinni być „najlepszymi z najlepszych” tak lekko, bez stylu i smaku, wyrzucają z siebie wulgaryzmy myśląc, że to polemika lub ocena.

Piotr Sosiński

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

Click Here