https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Człowiek to brzmi dumnie?

Człowiek to brzmi dumnie?

Po powrocie (na początku lipca) z pocovidowej rehabilitacji, przeczytałem gdzieś wypowiedź prezydenta Wałbrzycha Romana Szełemeja o przyjętym przez władze miasta kursie proekologicznym, który między innymi wyraża się w tym, że na terenach miejskich zaprzestano bezmyślnego (to moja opinia) ciągłego koszenia trawy rosnącej na terenach znajdujących się pod zarządem władz miasta. I faktycznie efekty tej „nowej polityki” dostrzegam m. in. na pasach zieleni rozdzielających dwupasmowe jezdnie, gdzie wykoszono tylko te odcinki, które utrudniały widoczność kierującym pojazdami, a więc tylko tam, gdzie wysoka trawa przeszkadza przy skrzyżowaniach i przy wyjazdach na główne drogi. Zauważyłem też, że w koszach znajdujących się przy chodnikach na al. Podwale i ul. Wieniawskiego, zamieniono plastikowe worki metalowymi pojemnikami, które można wyjąć i po opróżnieniu ponownie umieścić w koszu na śmiecie. Ucieszyłem się bardzo, ponieważ właśnie o tym pisałem na łamach Tygodnika DB 2010 w ubiegłym roku (i – o ile dobrze pamiętam – również w 2019 r.) i apelowałem, aby zaprzestać bezmyślnego koszenia wszelkich miejskich trawników i skwerów, a walcząc z zalewem plastikowego badziewia, nie powiększać go o te czarne plastikowe worki umieszczane w metalowych koszach. Obecnie czekam jeszcze, aby Urząd Miejski w Wałbrzychu zarządził zakaz koszenia trawników i zielonych placów na terenie osiedla Podzamcze, co znów uczyniono na początku lata, przy okazji kosząc na „moim kawałku podłogi”, czyli trawnikach znajdujących się na kawałkach gruntu należących do mojej wspólnoty mieszkaniowej mimo, że czyniąca to firma akurat koszenia „naszych” trawników w zawartej z nią umowie nie ma. Kiedy rozmawiałem z kosiarzami, którzy już od godziny siódmej rano hałasowali swymi spalinowymi (chyba) kosiarkami, dowiedziałem się od nich, że takie dostali zlecenie od swoich przełożonych. Otóż sprawdziłem treść umowy, zawartej z tą firmą przez moją wspólnotę mieszkaniową i stwierdziłem, że usługi polegającej na koszeniu trawy tam nie ma. A więc pracownicy tejże firmy wykosili nam trawę za tzw. friko, kosząc tereny zielone należące do Gminy Wałbrzych. Apeluję więc do prezydenta miasta, aby dopilnował też, by nie niszczyć tych miejsc miejskiej „małej retencji”, bo one nie tylko zatrzymują w gruncie wodę, ale stanowią również tereny bujnego życia owadów i innych niezwykle pożytecznych stworzeń, dla których bezmyślne koszenie jest po prostu ich eksterminacją. Zabijanie tych żyjątek jest – chociaż wielu nie zdaje sobie z tego sprawy – stopniowym zabijaniem życia na Ziemi. A Ziemia się broni przed tą niesamowitą głupotą ludzi ją zamieszkujących, co coraz częściej może każdy zobaczyć. Ulewne deszcze zalewające ulice i podwórka, piwnice, domy, garaże i zabudowania gospodarcze, a także zabierające ludzkie życie, stają się już straszliwą normą, co odczuwamy już na własnej skórze, albowiem susze, potopy i gradobicia, huragany i coraz groźniejsze pożary, atakują nas z coraz bardziej zajadle i regularnie. Każdy chyba widział w telewizji lub internecie co działo się kilka tygodni temu w Niemczech, Belgii, Holandii, gdzie nawet niewielkie cieki wodne zamieniały się nagle w rozszalały żywioł, niszczący wszystko, co na swej drodze napotkał, zabijając też wielu ludzi, a więc przedstawicieli gatunku, który – jako jedyny – do tego się przyczynił. A Ziemia się broni jak potrafi, a co potrafi, możemy się już sami przekonać. Myślę, że jeszcze jakoś to przetrwamy, ale nie mam już tej pewności, że przetrwają to dzisiejsi najmłodsi mieszkańcy Ziemi, a już na pewno nasze wnuki i prawnuki, którym obecnie fundujemy ten okropny Armagedon. Lecz mimo wszystko jest jeszcze czas, aby nieuchronne już zniszczenia jakoś ograniczyć i życie na Ziemi ratować. Czas już ku temu najwyższy.

Dlatego też apeluję do miejskich włodarzy, aby podjęli „heroiczną”, ale konieczną decyzję o demontażu wszystkich zabetonowanych lub wyłożonych kostką brukową miejsc, wszędzie tam, gdzie ten przysłowiowy „beton” absolutnie nie jest potrzebny. Przecież w coraz bardziej upalne dni (efekt cieplarniany) beton ten mocno się nagrzewa, co powoduje znaczny wzrost temperatury powietrza, naruszając w ten sposób odwieczne cykle przyrody, czego efektem są powstające coraz częściej trąby powietrzne i huragany, jak również lejące się z nieba potoki wody. A jeżeli chodzi o wodę, ten niezbędny dla życia element przyrody, to ta nieszczęsna „betonoza” powoduje, iż woda nie wsiąka w grunt, tylko spływa do miejskiej kanalizacji, a to czego nie jest w stanie ta kanalizacja przyjąć, zalewa nasze ulice, domy itp., itd. Czy naprawdę ten nieszczęsny beton jest ładniejszy i zdrowszy niż zielona trawa, krzewy i drzewa? Czy wałbrzyski Rynek, plac Magistracki i inne podobne miejsca nie mogą być oazą zieleni, a więc trawników, kwietnych rabat, drzew i krzewów rozdzielonych alejkami, przy których stoją liczne ławeczki, służące do odpoczynku, chwili wytchnienia? Czy naprawdę w rządzących miastem taka wizja wywołuje dreszcze obrzydzenia? Wiem, że taka zmiana oblicza miasta dużo kosztuje, ale musimy mieć na uwadze przyszłość i w to w nią inwestować teraz, kiedy jeszcze nie jest za późno. Pieniądze na tego rodzaju działania ratunkowe w unijnym budżecie są zagwarantowane, a Polska to przecież Unia Europejska i to, że rządzący myślą inaczej, faktu tego nie zmienia. Dlatego apeluję do prezydenta Wałbrzycha, aby w programie rewitalizacji miasta przewidział też rewitalizację miejskiej przyrody. I to jak najszybciej i jak najskuteczniej.

Niszczymy Ziemię po kawałku, jakby nie zdając sobie z tego sprawy. Ekscytujemy się prywatnymi lotami w kosmos i nieodległą już „kosmiczną turystyką”, nie zdając sobie sprawy, jaką to niesamowitą groźbę na nas samych sprowadza. Przecież latając na granicy stratosfery niszczymy chroniącą Ziemię warstwę ozonu, którego brak zabije wszelkie życie na Ziemi. Nieliczni, ci najbogatsi, schowają się w wielopoziomowych podziemnych schronach, gwarantujących im doczekanie lepszych czasów. Ale niebogata reszta zostanie pozostawiona na łaskę losu i niechybnie pożegna się z życiem, tak jak wszystko to, co na powierzchni Ziemi pozostanie. I nie jest to jakieś katastroficzne science fiction, tylko realna groźba, która się spełni, jeżeli już teraz nie zaczniemy o tym bardzo poważnie myśleć i jej przeciwdziałać. A zacznijmy od zaprzestania niszczenia zieleni. Pamiętajmy, że życie na Ziemi istnieje od kilku miliardów lat, a tak zwana rozumna istota (Homo Sapiens) pojawiła się na niej dwa i pół miliona lat temu i tylko przez kilka ostatnich dziesięcioleci swego bezmyślnego działania, doprowadziła do tego, co obecnie się dzieje. I jak tak dalej pójdzie, to jedynym śladem naszej obecności pozostaną betonowo-ołowiowe podziemne bunkry, przechowujące atomowe pręty, będące wytworem funkcjonowania coraz liczniejszych atomowych elektrowni. Śmieci, których czas rozpadu obliczony jest na 100 tysięcy lat, a więc okres, w którym zniknie nawet Wielka Pacyficzna Plama Śmieci, czyli gigantyczne skupisko śmieci i plastikowych odpadów dryfujących po wodach Oceanu Spokojnego. Naukowcy szacują, że „śmieciowa wyspa” może ważyć nawet 120 tys. ton i mieć powierzchnię pięciokrotnie większą od Polski, a każdego roku powiększa się o kolejne 6 mln ton plastikowego świństwa. I za to wszystko odpowiadamy MY, istoty, które kiedyś zeszły z drzewa, rozpaliły samodzielnie ogień i wynalazły maczugę, rozpoczynając swą niszczycielską działalność, aby następnie, w swym bezgranicznym zadufaniu oznajmić, że „Człowiek, to brzmi dumnie”. Czyżby?

PS. W środę rano, gdy wyjrzałem przez okno, znów zobaczyłem pięciu wspaniałych mężczyzn uzbrojonych w spalinowe kosy…

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

Click Here

REKLAMA