https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Sądowa gra słów

Sądowa gra słów

Obiecałem, zanim mnie dopadł koronawirus, że powrócę raz jeszcze do sprawy Wojciecha Pyłki, aby odnieść się do postanowienia Sądu Najwyższego w sprawie złożonego wniosku o wznowienie prawomocnie zakończonego postępowania. CVID-da mam już za sobą, a więc spełniam obietnicę.

17 marca 2021 roku, Sąd Najwyższy oddalił wniosek pełnomocnika procesowego Wojciecha Pyłki w sprawie wznowienia postępowania karnego, które zakończyło się prawomocnym wyrokiem Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z 31 sierpnia 2010 roku. Tak więc jedna z ostatnich szans na to, aby móc sprawiedliwie ocenić materiał dowodowy zebrany w sprawie zabójstwa Janusza Laskowskiego (nazwisko ofiary zmienione) padła niczym barykada broniona resztami sił jej załogi. Stało się tak ponieważ przez małe niedopatrzenie w treści wniosku został użyty zwrot, że „ujawniły się nowe środki dowodowe, które nie były znane w postępowaniu przygotowawczym oraz na rozprawach przed sądami I i II instancji”. Tymczasem – na podstawie nowelizacji kodeksu postępowania karnego – 1 lipca 2015 roku art. 540 § 1 pkt 2 lit. a k.p.k. uległ zmianie przez usuniecie z niego zwrotu „nie znane wcześniej sądowi”, co zostało zastąpione warunkiem, że aby wznowienie było możliwe, to po wydaniu orzeczenia muszą ujawnić się nowe fakty lub dowody, wskazujące na to, że skazany nie popełnił zarzucanego mu czynu. I tę w sumie mało istotną różnicę w brzmieniu przepisu, Sąd Najwyższy skwapliwie wykorzystał, aby wniosek o wznowienie postępowania oddalić.

Uważam, że różnica w brzmieniu przepisu jest mało istotna z tego powodu, że opiera się tylko i wyłącznie na dosyć pokrętnej grze słów, użytych do opisu sytuacji mogącej stanowić podstawę do wznowienia. Wszak ujawnienie (wg starego brzmienia przepisu) nowych faktów lub dowodów nie znanych przedtem sądowi, a wskazujących na to, że skazany nie popełnił czynu, jest przecież tym samym (według nowego przepisu) ujawnieniem się po wydaniu orzeczenia nowych faktów i dowodów na to, że skazany czynu nie popełnił. Jednakże jest pewna różnica, polegająca na tym, że nowe brzmienie pozwoliło uczonym w prawie mędrcom wywieść, że o tych nowych faktach lub dowodach musiał także nie mieć wiedzy skazany i jego obrońca. W literalnym brzmieniu nowego przepisu ten wymóg nie występuje, ale gdyby autorzy poprawki chcieli, aby taki warunek obowiązywał, to by go w treści przepisu umieścili. Czyli Sąd Najwyższy argumentując odrzucenie wniosku o wznowienie, nie oparł się na przepisie prawa, tylko na jego interpretacji, a te mogą być różne. I te interpretacje są zmorą prawa, które winno być proste i czytelne dla każdego, nawet zwykłego zjadacza chleba. Niestety, z formalnego punktu widzenia wszystko niby gra i sędziowie – na pewno bardzo zadowoleni z trafności swego rozstrzygnięcia – udali się do domu, a być może wcześniej gdzieś na kawkę, aby raz jeszcze napawać się swą sądową mądrością. A mnie to postanowienie po prostu zmroziło i zaraz powiem dlaczego.

Z góry jednak uprzedzam, że jest to tylko felieton, w treści którego zamieszczam swoje przemyślenia w formie niezmiernie skrótowej. Po tej krótkiej ale niezbędnej uwadze wracam do ad rem, stawiając pytanie, którego widocznie nie postawili sobie sędziowie: w jaki sposób Wojciech Pyłka mógł dopuścić się zabójstwa Janusza Laskowskiego, kiedy wszystko wskazuje na to (a we wniosku zostało do dokładnie wykazane), że 24, 25 i 30 stycznia (a więc jeszcze 6 dni po dacie ustalonej w śledztwie i procesie zabójstwa) Janusz Laskowski korzystał ze swojego telefonu, prowadząc z dwiema nie ustalonymi osobami korespondencję w formie wiadomości tekstowych (SMS)? Przecież wszyscy interpretatorzy prawa zgodnie podnoszą, że wznowienie na podstawie art. 540 § 1 pkt 2 lit. a, jest możliwe tylko wtedy, gdy nowe fakty lub dowody wiarygodnie podważają prawdziwość ustaleń faktycznych, dokonanych w prawomocnie zakończonym postępowaniu, jeżeli zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że po wznowieniu postępowania zapadnie orzeczenie odmienne od orzeczenia poprzedniego. Przy tym te nowe fakty lub dowody nie muszą mieć takiej wartości, aby jednoznacznie wykazywały bezpodstawność dotychczasowego rozstrzygnięcia sprawy, natomiast powinny taki stan rzeczy uprawdopodobnić. A przywołanych we wniosku o wznowienie faktów nie podważyła nawet Prokuratura Krajowa, która wniosła o przeprowadzenie czynności sprawdzających, mających na celu doprowadzenie do ustalenia i przesłuchania osób na okoliczność połączeń SMS (w tym zapewne i ich treści) w czasie, „w którym Janusz L. już nie żył”. Dla mnie – jako dla kryminalnego praktyka – jest oczywistym, że takiego sprawdzenia można dokonać tylko w warunkach wznowionego postępowania przed sądem I (albo II) instancji. W końcowej części stanowiska Prokuratury Krajowej podkreślono, że „konieczność dokonania tych ustaleń jawi się w szczególności w związku z tym, że czas zgonu Janusza L. ustalono z powołaniem się na ostatnie połączenie telefoniczne z jego telefonu, z kolei czas jego zgonu ma istotne znaczenie dla oceny wyjaśnień i zeznań złożonych w tej sprawie”. Jednakże w uzasadnieniu swego postanowienia Sąd Najwyższy (obłudnie) stwierdza, że „w ramach postępowania o wznowienie nie jest dopuszczalna kontrola poprawności ustaleń faktycznych dokonanych przez sądy orzekające oraz ponowne badanie wiarygodności dowodów, które przyjęto za ich podstawę”.

Przysłowiowy nóż mi się w kieszeni otwiera za każdym razem, kiedy słowa te czytam, bo przecież podstawą wniosku jest fakt, że wskazane w nim dowody (środki dowodowe) w ogóle przez żaden sąd nie były badane, czego niepodważalnym dowodem jest np. notatka policjanta, w której informuje, że analizę dowodowych billingów zakończył na godzinie 02:02 w nocy 24 stycznia. A ponadto w treści złożonego wniosku o wznowienie jak byk stoi stwierdzenie, że „niniejszy wniosek (…) w żadnym zakresie nie kwestionuje przyjętych przez sądy I i II instancji ustaleń faktycznych, dokonanych w wyniku swobodnej oceny dowodów, zgodnie z art. 7 kodeksu postępowania karnego”. Powtórzę, że chodzi o te ustalenia, które były przez sąd dokonane. I teraz pytanie retoryczne jak najbardziej: czy w nocy z 23 na 24 stycznia Wojciech Pyłka mógł powiesić Janusza Laskowskiego, jeżeli okazuje się, że po czasie domniemanego zabójstwa ofiara korzystała z telefonu? Denat korzystał z telefonu… No cóż, nie od dziś wiadomo, że istnieje coś takiego jak prawda sądowa, która z prawdą obiektywną ma tyle wspólnego, co pies z kotem. Ale dzięki tej „sądowej prawdzie” w więzieniach gniją setki osób skazanych prawomocnie za coś, czego absolutnie nie popełniły. I to postanowienie Sądu Najwyższego (razem z wyrokami sądu I i II instancji), oparte na „prawdzie sądowej” rażąco narusza – moim zdaniem – podstawowe uregulowania prawne zawarte w kodeksie postępowania karnego. Stanowią one, że organy wymiaru sprawiedliwości muszą gwarantować, iż to sprawca, a nie osoba niewinna zostanie ukarany (art.2 § 1 pkt 2 k.p.k), a podstawą wszelkich rozstrzygnięć powinny stanowić prawdziwe ustalenia faktyczne (art.2 § 2 k.p.k) oraz, że w postępowaniu należy brać pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy (art.4 k.p.k.). Myślę, że płodząc to postanowienie mędrcy w togach zdawali sobie sprawę z tego, że w zasadzie krzywdzą człowieka, którego wymiar sprawiedliwości posadził na 25 lat za kratami i dlatego udzielili mu w łaskawości swej porady prawniczej, aby „z powodów wskazanych we wniosku o wznowienie”, rozważył wniesienie w tej sprawie kasacji nadzwyczajnej. A więc informują tym samym, że istnieją ważne powody, aby wystąpić o uchylenie tego kuriozalnego wyroku sądów i i II instancji. Gdzie mam takich sędziów i sądy nie napiszę…

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

Click Here