https://db2010.pl GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Najgorsze jeszcze przed nami

Kiedy 26 marca 2020 r. oglądałem transmisję obrad Sejmu, który został zwołany dla podjęcia niesamowicie ważnych dla posła Jarosława Kaczyńskiego aktów prawnych, zdawałem sobie sprawę, że oto dzięki okrutnemu zrządzeniu opozycja ma wreszcie okazję, aby nikłą przewagę parlamentarną PiS wreszcie przełamać. Oto bowiem, z uwagi na szalejącą zarazę, w poselskich ławach zasiadło tylko 197 żołnierzy (z 235) posła Kaczyńskiego, ponieważ pozostali nie stawili się z uwagi na epidemię. Dawało to posłom opozycji niepowtarzalną już możliwość przegłosowania w Sejmie wszystkiego, co mogła w tym dniu przegłosować, a zwłaszcza odrzucić pisowski projekt regulaminu Sejmu, pozwalający uruchomić tryb głosowania na odległość. Jarosław Kaczyński zdawał sobie doskonale sprawę, że bez takiej możliwości nie będzie w stanie swej siedmiomandatowej przewagi utrzymać, a tym samym przegłosować stworzonej na kolanie dziurawej jak durszlak tzw. tarczy antykryzysowej. W takim samym stopniu zdawał sobie z tego sprawę Borys Budka, który wygłosił z sejmowej mównicy płomienne przemówienie, w którym żądał od Marszałek Sejmu, aby zamiast zajmować się projektem regulaminu, zacząć procedować nad projektem wspomnianej ustawy antykryzysowej. Myślałem, ba, byłem przekonany, że pozostałe kluby opozycyjne bez wahania poprą stanowisko Platformy Obywatelskiej i nie dopuszczą do uchwalenia poprawek do sejmowego regulaminu, a tym samym uniemożliwią zamysł Kaczyńskiego, aby poprzez głosowanie na odległość tę nikłą przewagę PiS (a konkretnie Zjednoczonej Prawicy) w Sejmie utrzymać. Nie doceniłem jednak niesamowitej politycznej głupoty części opozycji, a konkretnie posłów z Klubu Lewicy i PSL+Kukiz, którzy za chytrym planem Kaczyńskiego zagłosowali jak za panią matką. Szybko policzyłem i wyszło mi, że główną winę za to ponosi tylko Lewica, bo nawet połączone siły PSL i Konfederacji nie były w stanie uzupełnić braku 38 posłów PiS. Patrzyłem, słuchałem i nie wierzyłem własnym oczom oraz uszom.

Na efekty długo nie trzeba było czekać. Zaraz po tym haniebnym dla Lewicy i PSL głosowaniu, poselskie towarzystwo rozjechało się do domów, aby w dniu następnym, leżąc sobie pod pierzyną, przegłosowywać wszystko to, co Jarosławowi Kaczyńskiemu dla przeprowadzenia wyborów na Andrzeja Dudę, potrzebne było. Stawiam dolary przeciw orzechom, że dla niego nie jakaś tam tarcza antykryzysowa była najważniejsza, bo najważniejszym było zapewnienie uzyskania większości głosów na jego nominata do stołka prezydenta, co mógł sobie zagwarantować wyłącznie w drodze przegłosowania poprawki do Kodeksu Wyborczego. Tak więc mając zapewnioną 100% frekwencję posłów swego klubu, bez problemu do projektu ustawy antykryzysowej, podczas nocnych „obrad” Sejmu, o trzeciej nad ranem, wrzucił kilka dodatkowych punktów nie mających nic wspólnego z treścią uchwalanej ustawy, co mógł uczynić dzięki niesamowitemu zmysłowi politycznemu Lewicy i PSL. I na nic już później nie zdała się „heroiczna postawa” tych klubów, które za uchwaleniem tej „tarczy” nie zagłosowały, bo Jarosław Kaczyński ma cały czas o te siedem szabel więc, gdyż jego posłowie nawet obłożnie chorzy, mogą poprosić członków swych rodzin, aby za nich w odpowiednim momencie coś tam kliknęli. Kto to sprawdzi, kto faktycznie klikał? Po głosowaniu posłowie Lewicy i PSL krokodyle łzy zaczęli wylewać nad tym, że Platforma za ta ustawą zagłosowała, zapominając całkowicie, że i tak to nie maiło żadnego znaczenia, bo Jarosławowi Kaczyńskiemu wystarczało to co ma, czyli 235 posłów mogących głosować nawet wtedy, kiedy w WC sobie siedzą i partyjne przekazy dnia czytają. A wszystko dzięki Lewicy i PSL.

Kiedyś były szef SLD i premier, a obecnie europarlamentarzysta Leszek Miller, naśmiewał się z europosłów PiS, którzy chwalili się, że uwalili kandydaturę Timmermansa, głosując na Ursulę von der Leyen. Śmiał się wówczas, że ta ich radość jest jak radość karpi, które chcą przyspieszenia świąt Bożego Narodzenia. I się nie pomylił, ponieważ po tym wyborze na jej widok Jarosław Kaczyński zębami aż do bólu zgrzyta. I takimi właśnie karpiami okazali się – niestety – posłowie z Lewicy i PSL. Teraz posła Kaczyńskiego nie powstrzyma już nic i nawet zaraza nie stanowi dla niego problemu, bo spokojnie uchwalił sobie, że obywatele po sześćdziesiątym roku życia będą mogli głosować korespondencyjnie, chociaż w 2017 roku był temu przeciwny jak najbardziej, słusznie wówczas argumentując, że takie głosowanie ułatwi rządzącym oszustwa wyborcze. Prorocze słowa, szkoda, że tak szybko i łatwo zapomniane. Nie będę już wspominał, że te poprawki o trybie głosowanie są niezgodne z Konstytucją RP, wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie, jak i regulaminem Sejmu, ponieważ poseł Kaczyński na prawo powołuje się tylko wówczas, kiedy jest to tylko jemu potrzebne. Po za tymi przypadkami prawem jest jeno jego wola, zgodna jedynie z prawem naturalnym, które jest ponad wszelkim prawem stanowionym przez państwo, o czym nawet biskupi głośno i ochoczo zaświadczają. A słowo biskupów w Polsce jest już prawem. Wszystko to staje się powoli jakimś ponurym kabaretem, nieustająco trwającą tragifarsą, która w połączeniu ze światową pandemią koronawirusa (COVID-19) odbiera człowiekowi nadzieję, że przyjdą jeszcze normalne czasy. Normalne, bo dzisiejsze normalnymi nie są, wbrew temu, o czym beznadziejnie durnowato opowiada Andrzej Duda, który za wszelką cenę – nawet zdrowia i życia obywateli – chce znów zostać „notariuszem” Jarosława Kaczyńskiego. Podczas niedawnej internetowej konferencji prasowej A. Duda z uśmiechem prawił, że „Jeżeli są warunki, by iść normalnie do sklepu, to są też warunki do tego, by normalnie pójść zagłosować.” Widać, że jest jednym z tych, o których dwa dni temu mówił minister Szumowski, iż – niestety – nie wszyscy są w stanie uświadomić sobie to, co się w Polsce i na świecie dzieje i jak jest to dla ludzi groźne. Ja jestem tego jak najbardziej świadom, ale dlaczego nie A. Duda i jego mentor? Nie mam pojęcia. Widać tak już mają. Kpią obaj sobie z obywateli nawołując, abyśmy siedzieli w domu, a jednocześnie zmuszając nas do odwiedzenia lokali wyborczych. Przekonując, że wybory korespondencyjne przed rozsiewaniem zarazą nas uchronią, ale dobrze wiedzą, że aby takie wybory przeprowadzić i tak trzeba będzie przeszkolić i umieścić obok siebie 300 tysięcy członków komisji, którzy i w ten sposób narażeni będą na kontakt z iluś tam milionami głosujących. Dobrze wiedzą, że trzeba będzie kupić kilkadziesiąt milionów długopisów, jednorazowych rękawiczek i podobną ilość pojemników z płynem dezynfekującym, bo nie wiadomo ilu obywateli z nowej możliwości głosowania zechce skorzystać. Ale przede wszystkim Poczta Polska będzie musiała wysłać w teren zwiększoną liczbę listonoszy, którzy w przeciągu kilku dni będą musieli roznieść 60 milionów przesyłek. Wszak będą musieli karty do głosowania do wyborców dostarczyć, a następnie przyjść ponownie, aby je odebrać i zanieść do komisji wyborczych, przy okazji roznosząc zabójczego wirusa. Czy ktoś zdrowy na umyśle jest sobie w stanie to wyobrazić? Ale przed nami jeszcze najgorsze, bo premier Węgier Orban znów dał Kaczyńskiemu przykład, że można zwykłą ustawą sejmową zawiesić parlament i wszelkie prawo, dając premierowi nieskrępowaną żadnymi terminami władzę w pełni autokratyczną. I to wszystko dzięki wam, (p)osłowie z Lewicy.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty