Saksonia-Anhalt to land, który znacznie odstaje od innych niemieckich krajów związkowych. Dramatycznie starzejące się społeczeństwo, brak rąk do pracy, załamanie gospodarki i systemu edukacji — lista problemów tego regionu jest długa.
Żyjemy w świecie społeczeństw cienkich ścian. Wkroczyliśmy w epokę, w której wyróżnikiem systemów społecznych są słabe granice i przepuszczalny naskórek.
– Nie da się już utrzymać swojego immunologicznego optimum w regionalizmie i nacjonalizmie, w relatywnie ciasnych społeczeństwach – twierdzi niemiecki filozof, kulturoznawca i eseista Peter Sloterdijk.
Najwyraźniej są regiony w Europie, gdzie ta wiedza nie dociera do ich mieszkańców (ciekawa byłaby pogłębiona refleksja nad korzeniami owego oporu). Te dawne, ciasne światy załamują się, nie dając gwarancji bezpiecznego zadomowienia się w nich i budowania własnej tożsamości opartej na lokalnych pojęciach narodu. Trzeba zmienić strategie poszukiwania własnej tożsamości: z kolektywistycznych na bardziej indywidualistyczne, czy może ponadnarodowe. Myślenie szerokie, globalne staje się koniecznością, jeśli chcemy przetrwać, nie chowając głowy w piasek. Dziś troska o siebie oznacza troskę o świat i innych ludzi oraz otwarcie na to, co ogólnoludzkie, bez podziałów na „tylko moje” i obce. Ale przecież nie oznacza to rezygnacji z dorobku własnej kultury. Nie da się bowiem żyć poza kulturą. Jesteśmy fundamentalnie kulturowi. Andrea Camillieri (włoski pisarz, dramaturg, poeta i reżyser, postać we Włoszech kultowa), przekonywał:
„Europa musi nie kwestionować, lecz fortyfikować swoją istotę; to co ma w sobie brzydkiego i pięknego, wzniosłego i niskiego. Europa musi pozostać Europą, strzec swojej kultury i religii, wymagać dla niej szacunku, a równocześnie przyjmować ludzi innych religii i innych kultur. Nie zakładając, że powinni się zintegrować.”
Chodzi właśnie o ową wrażliwość na szeroki kontekst, o zabezpieczenie się przed zamknięciem w ciasnych, lokalnych gramatykach. Żyć własną kulturą, w niej szukać schronienia, ale równocześnie mieć uszy i oczy szeroko otwarte na to, co inne, obce, gotowi, by do swojego domostwa zaprosić gości bez nakładania na nich presji porzucenia tego, co ze sobą przynieśli.
Kiedy jakieś miasto wymiesza różnorodny koktail narodowy, rasowy (jak w Berlinie czy Palermo), wszyscy będą u siebie, a bycie u siebie daje gwarancje bezpieczeństwa: skoro nikt nie jest obcy, nie ma się czego i kogo bać. Najwyraźniej ktoś tego nie pojmuje.
Marek Gawroń
Od redakcji: autor jest psychologiem – terapeutą, coachem, ekspertem w wielu krajowych i międzynarodowych projektach badawczych oraz rozwojowych. Publikował w czasopismach naukowych z zakresu psychologii emocji, empatii i relacji terapeutycznych. Prowadzi prywatny gabinet. Kontakt: margaw@op.pl.