Wałbrzych może świat zadziwić

Polecamy9 września, 2015

stanislaw michalikNa początku posłużę się głośnym biblijnym sformułowaniem – „ A słowo ciałem się stało”. Krążąca od końca wojny wieść o ukrytych w podziemiach wałbrzyskich poniemieckich skarbach nabiera realnych kształtów. Może jeszcze nie do końca, bo od nieuchronnych decyzji do ich spełnienia upłynie trochę czasu. Nie mniej jednak to, co dzieje się w światowych i krajowych mediach, ma swoją moc oddziaływania. Tym razem nie możemy stracić tej szansy. Nie byliśmy nigdy tak blisko odkrycia jednej z sensacyjnych tajemnic podziemnego Wałbrzycha. A nosi ona nazwę „złoty pociąg”.

Myślę, że na temat pełnego skarbów pancernego pociągu, który pod koniec wojny został ukryty przez Niemców w podziemnym tunelu w pobliżu Książa nie muszę więcej pisać. Robią to wyczerpująco wszystkie środki przekazu. A po skarb wyciągają już rękę różne organy rządowe Rosji, Izraela i innych krajów.

Ale to tylko jedna z nierozszyfrowanych jak dotąd zagadek miasta nad podziemną Pełcznicą. Moich Czytelników chcę wprowadzić w zaklęty krąg kolejnych tajemnic, które oplotły monumentalne mury książańskiego pałacu nieomal jak pnące się po jego ścianach girlandy bluszczu. Pisałem o tym w moim blogu i na wałbrzyskich stronach internetowych, ale trafiałem w próżnię. Być może w obecnej atmosferze ogromnego zainteresowania Wałbrzychem i Książem moje – i nie tylko moje – refleksje nabiorą nowego impulsu.

Podziemia zamku Książ to temat, który powraca jak bumerang jako największa zagadka ostatnich lat wojny. Nie ma żadnych wątpliwości, że ta część podziemnych tuneli, które Niemcy pozostawili dostępne, to zaledwie drobna część całego kompleksu. Reszta jest zablokowana zawałem i pozostaje nienaruszalna, bowiem w podziemiach usytuowane zostało obserwatorium sejsmograficzne. Tak więc wstęp do podziemi jak również jakiekolwiek próby usunięcia zawału są niedopuszczalne. Nawet głośniejsze stąpanie w zimowych butach po posadzkach odnotowują niezwykle czułe aparaty, nastawione na odbiór ruchów górotwórczych na całym ziemskim globie.

Znaleźliśmy się w ślepym zaułku. To prawdziwe błędne koło – idem per idem. Ktoś naiwny może sądzić, że to nic innego, jak perfidna egzemplifikacja niemieckiego rozkazu z czasów wojny – streng geheim (surowo wzbronione, ściśle tajne)! Coraz bardziej nasuwa się przeświadczenie, że to nie może być dzieło przypadku, skutek ślepego losu, ale że ktoś maczał w tym palce. Warto byłoby prześledzić, jakim cudem w podziemia książańskiego zamku trafiło obserwatorium sejsmograficzne. Wiemy, że stało się to w listopadzie 1976 roku, decyzją Szefa Sztabu Generalnego. Protokół jest podpisany przez trzech oficerów Śląskiego Okręgu Wojskowego. Ale ciekawe, kto to wymyślił? Jakim prawem taką decyzję podjęło wojsko, skoro podziemia stanowiły integralną część zamku i nie były obiektem wojskowym? Tamtą decyzję podważyły władze Wałbrzycha, a dyrekcja zamku Książ czyniła starania o zawarcie z PAN nowej umowy.

W interesującym artykule „Słowa Polskiego” z 28 sierpnia 1998 roku p.t. „Wilczy trop” poznajemy bliżej dociekania wrocławskiego badacza tajemnic „Riese”, Adama Liszcza. Jest on przeświadczony, że rozlokowanie specjalistycznej aparatury pomiarowej Instytutu Geofizyki PAN akurat na ścianie oddzielającej dostępną część lochów, to zarazem zamknięcie drogi do jakiejkolwiek penetracji ukrytych podziemi. „Ówczesne peerelowskie władze wiedziały dlaczego to robią, a przynajmniej wiedzieli o tym ludzie, którzy takie decyzje podejmowali”. Adama Liszcza zdumiewa też zagadkowe milczenie wokół wspomnień Jana Weisa, mieszkającego dziś w USA słowackiego Żyda, więźnia obozu Gross Rosen uczestniczącego bezpośrednio w drążeniu książańskich sztolni. Twierdzi on, że kiedy w lutym 1945 roku został wywieziony z Książa, to żaden z chodników nie był obetonowany. Gdy znalazł się w Książu w 1991 roku, dostrzegł wyraźnie, że tam gdzie były dawniej korytarze sztolni dziś znajduje się wybetonowana ściana. Jan Weis nie miał wątpliwości, że w ciągu trzech miesięcy, od lutego do maja 1945 roku, Niemcy wykonali roboty maskujące znaczną część podziemi Książa. Jest rzeczą oczywistą, że maskowanie to miało istotny cel. Przecież nie chodziło o ukrycie pustych korytarzy. Wniosek jest jeden – w Książu ukryto coś co ma (lub miało) kolosalną wartość. To właśnie niezwykła wartość ukrytych skarbów uzasadnia dalsze kroki, podejmowane przez wywiad niemiecki, uniemożliwiające jakiekolwiek próby ich odkrycia. Umieszczenie w podziemiach zamku aparatury sejsmologicznej, to pomysł genialny. Zabezpiecza on skarby na dalsze dziesiątki lat.

W obszernej już na dzień dzisiejszy literaturze popularno-naukowej związanej z podziemiami Książa znajdujemy mniej lub bardziej uzasadnione hipotezy, dotyczące tego, co może być ukryte w podziemiach Książa. Mowa jest i o bursztynowej komnacie, i o złocie Wrocławia, i o skarbach klasztoru Monte Cassino, ale też o urządzeniach laboratoriów wojskowych pracujących nad bronią atomową. Jest pewne, że w podziemiach Książa ukryto rzecz wyjątkową. Wydaje się zupełnie absurdalnym, że po tylu latach od zakończenia wojny nie podjęto prac zmierzających do odblokowania zawału i ostatecznego wyjaśnienia tajemnicy.

Liszcz porównał raporty z różnych budów kwater Hitlera pod kątem ilości zużytych materiałów budowlanych oraz liczby zatrudnionych osób i czasu budowy. Od razu uderza, że udostępniona część podziemi w Książu jest stanowczo zbyt mała w stosunku do zakresu robót zrealizowanych tu pod koniec wojny.

Pod Książem znajduje się nieodkryta, znaczna część podziemnego kompleksu, czego potwierdzeniem są wypowiedzi wielu innych świadków i badaczy naukowych. Skoro nie można poprowadzić prac odkrywczych tam, gdzie znajduje się obserwatorium, Adam Liszcz proponuje to zrobić z przeciwnej strony. Z jego badań wynika, że podziemne tunele wychodzą na zboczach Wilka, góry, gdzie jeszcze do dziś znajdują się obiekty wzniesione w czasie wojny, w tym także szyb wentylacyjny. Zwykła logika wskazuje, że tu właśnie są ukryte schody zejściowe, a być może i winda prowadząca do książańskich tuneli.

„Tu przetoczyły się trzy mające dziś duże wpływy nacje – Niemcy, Żydzi i Rosjanie. I każda o Książu wie coś, czego my nie wiemy. Dlatego nie wolno Książa sprzedać, oddać, wydzierżawić, ani zmieniać okolic zamku w sposób uniemożliwiający badania. Za dużo wokół tajemnic” – konkluduje autorka artykułu Anna Skunka, dodając jeszcze, że na prośbę jej rozmówcy, zmieniła jego faktyczne imię i nazwisko.

Zgadza się, nie można podziemi Książa pozbyć się lekką ręką, nawet mając na uwadze tak doniosły cel, jak odkrywanie trzęsień ziemi. Najpierw trzeba rozwiązać zagadkę, co zostało ukryte w podziemiach pod koniec wojny. Wydaje się to tak oczywiste, że wstyd nawet powtarzać liczne argumenty. Trudno zrozumieć, że jakiekolwiek próby odblokowania zamaskowanych sztolni napotykają wciąż na przeszkody, wydawałoby się nie do przebycia.

Sprawą uregulowań prawnych własności podziemi w Książu zajęły się w 2008 roku władze Wałbrzycha oraz zarząd Spółki Zamek Książ na czele z prezesem Jerzym Tutajem. Zdecydowano przeprowadzić inwentaryzację sztolni i podpisać umowę użyczenia z PAN, tym samym sankcjonując prawnie działalność naukowców w Książu. „Naukowcy będą legalnie pracować w podziemiu” – pisze w tytule artykułu „Polskiej Gazety Wrocławskiej” z 21 grudnia 2008 interesujący się od dawna kompleksem „Riese” dziennikarz Artur Szałkowski. Powstanie też specjalistyczny zespół, który ma wyjaśnić tajemnicę sztolni, złożony z ekspertów wyposażonych w nowoczesne urządzenia badawcze. Dla zainteresowanych turystów postanowiono zainstalować w podziemiach kamery, które przekażą obraz na monitory do oglądania w zamku.

W rok później, w lipcu 2009 roku, Artur Szałkowski w artykule „Wpuszczą turystów do sztolni?” informuje, że zakończona została inwentaryzacja pomieszczeń zajmowanych przez naukowców, a kierownictwo zamku uzgodni zasady współpracy z PAN. Oczywiście o ruchu turystycznym w podziemiach nie ma mowy, skoro nadal tam funkcjonować będzie obserwatorium sejsmologiczne.

„Tajemnica Książa będzie rozwiązana” czytam w kolejnym artykule Polskiej Gazety Wrocławskiej z 3 listopada 2010 roku: „Archiwum RSHA (Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy), pociąg ze złotem Wrocławia, Bursztynowa Komnata, masowy grób zamordowanych więźniów lub Wunderwaffe (cudowna broń) Hitlera. To część spekulacji dotyczących tego, co mogło zostać ukryte w sztolniach, wykutych podczas II wojny światowej pod zamkiem Książ w Wałbrzychu. Mnożą się niewiarygodne teorie, bo podziemia oraz teren wokół zamku od czasu zakończenia wojny nie zostały wnikliwie zbadane. Do dziś nie ujawniono też dokumentów na ich temat, które mogą się kryć w niemieckich, rosyjskich lub amerykańskich archiwach” – tak stara się pobudzić naszą wyobraźnię Artur Szałkowski, pisząc dalej o nawiązaniu współpracy pomiędzy Zamkiem Książ, a Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie. Badania podziemi oraz terenu wokół zamku potrwają co najmniej dwa lata i będą się odbywać głównie w trakcie letnich praktyk studenckich. PAN zgodził się udostępnić sztolnie do przeprowadzenia takich badań. Wszystko jest na dobrej drodze, tak przynajmniej by się wydawało. Jeszcze trochę cierpliwości, wszak czekaliśmy dziesiątki lat na odkrycie tajemnicy Książa, poczekajmy trochę jeszcze.

Gdybyśmy mieli jakieś wątpliwości, to rozwiewa je bez skrupułów Artur Szałkowski w kolejnym artykule „Studenci z Krakowa zbadają zamek Książ?”, tym razem z 28 lutego 2011 roku: – Fiaskiem zakończy się prawdopodobnie współpraca między należącą do gminy Wałbrzych spółką Zamek Książ i Polską Akademią Nauk.

Otóż PAN wycenił koszty przeprowadzenia badań podziemi Książa przez swój zespół ekspercki na kwotę 900 tys. złotych. To kwota, która nie mieści się w możliwościach finansowych spółki. Nie jest do przyjęcia nawet gdyby płatności rozłożyć na dłuższy okres. Zarząd Spółki Zamek Książ ma alternatywę. Jest nią oferta Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Studenci tej uczelni pod skrzydłami opiekuńczymi swoich profesorów mogą przeprowadzić badania w czasie wakacji „bezkosztowo”, z zapewnieniem przez zamek zakwaterowania i wyżywienia. Ale problemem jest możliwość dostępu do podziemi, gdzie zainstalowana jest aparatura pomiarowa instytutu sejsmologicznego PAN. Czyli jesteśmy znów w punkcie wyjścia. Zabawa w podchody jest bardzo atrakcyjna i pouczająca. Świadczy ona o kompletnym braku wyobraźni zamkniętego w swej skorupie „świata naukowego”, albo też o niezrozumiałym uporze trwania w stagnacji. Warto wiedzieć, że w obserwatorium Książa pracuje kilku zaledwie ludzi i ma do obsługi kilka aparatów. Być może jest to miejsce szczególnie korzystne dla takich badań, ale nie ma miejsc niezastąpionych.

Jak trafić do hermetycznej świadomości uczonych z PAN z prostym przekazem, że na ich badaniach świat się nie kończy? Istnieje jeszcze potrzeba poznania „reszty świata” i inne prawdy do odsłonięcia. Komu jak komu, ale właśnie im, ludziom nauki, powinno także na tym zależeć. Myślę sobie w tej chwili, że lepiej zrobiliby Niemcy, blokując zawałem podziemia przy samym wejściu. Mielibyśmy już dawno problem z głowy, bo niepotrzebna byłaby absurdalna przepychanka, która zajmuje czas i niczemu nie służy. W odkryciu mrocznej zagadki podziemi zamku Książ jesteśmy nadal w punkcie zerowym.

Odblokowanie „cudownego pociągu” to nie wszystko, ale już przynosi, a może jeszcze więcej przynieść korzyści dla promocji Książa. To wstęp do rozkwitu ruchu turystycznego na niespotykaną dotąd skalę. Czyżby miały się spełnić moje supozycje z książki „Wałbrzyskie powaby”, że Wałbrzych może jeszcze świat zadziwić?

Stanisław Michalik

Tagi: ,