Policjant nasz przyjaciel?

Polecamy20 października, 2014

bohun bartkiewiczW ubiegłym tygodniu opisałem przypadek pana Damiana Czemarnika, który stanowczo twierdzi – i ma na to świadków – że był bezpodstawnie zatrzymany przez funkcjonariuszy Komisariatu I w Wałbrzychu, a następnie został przez nich po bity. I to zarówno w momencie zatrzymania, jak i na terenie samego komisariatu. W obu tych przypadkach miał ograniczoną zdolność swobody wykonywania ruchów, albowiem został zakuty w kajdanki. Ktoś powie, że większość tych, którzy nabroili opowiada, iż policjanci zatrzymali ich bez żadnej podstawy, a na dodatek pastwili się nad nimi, jakby sprawiało to im wielką przyjemność. Być może, coś w tym jest i nie wykluczam przypadków zwykłych pomówień, ale zbyt wielka ilość informacji dotyczących nagannego, bo rażąco naruszającego prawo, zachowania się funkcjonariuszy policji, nakazuje jednak nielekceważenie żadnego takiego sygnału.

Wałbrzyszanie, w tym i ja, chcieliby wiedzieć, co przyniosło śledztwo w sprawie (domniemanego) pobicia 35-latka (09.08.2013), który po opuszczeniu komisariatu V policji zmarł na ulicy. To już ponad rok od tego wydarzenia i w sprawie cicho, jak makiem zasiał. A co jest ze sprawą (domniemanego) pobicia na I KP 19-letnego Michała Zaborowskiego (czerwiec br.), a także 58-letniego Dariusza B., który krótko po wyjściu z komisariatu (maj br.) zmarł? Przed śmiercią zdążył powiedzieć swoim dzieciom, że został pobity na komisariacie.

Każdy, kto poruszy sprawę brutalności policji usłyszy taką opowieść, popartą jakimś z konkretnym przykładem. Prawda to, czy tylko czarna legenda? Rozmawiam z kolegą zamieszkałym na Białym Kamieniu, który ma bliski kontakt z jednym z bezdomnych tułających się po tej dzielnicy. Wiele razy opowiadał mu, że jest co jakiś czas zatrzymywany przez policjantów, gdzie regularnie otrzymuje porządne manto. Za co? Sam nie wie, ale już się przyzwyczaił. Do prokuratury nie pójdzie, bo kto uwierzy bezdomnemu, a poza tym bardzo się tych policjantów boi. Nie będę mnożył przykładów, bo wołowej skory nie starczy. Mając to w pamięci, ze szczególną uwagą pochyliłem się nad protokołem zatrzymania pana Damiana Czemarnika, którego lektura okazała się nadzwyczaj pasjonująca. Po pierwsze, zacząłem się zastanawiać z jakich to powodów przyjechało radiowozem dwóch policjantów z I KP, których to następnie miał zelżyć pan Damian. Z treści dokumentu wynika jednoznacznie, że przyjechali oni na tzw. interwencję, czyli pan Damian musiał dopuścić się jakiegoś przewinienia. Pytanie zasadnicze, jakiego? Dlaczego o tej przewinie nie ma ani słowa? Czy policjanci z I KP jeżdżą sobie po mieście i zatrzymują ludzi, ot tak sobie, po uważaniu? Dziwne. Drugą, jeszcze bardziej niepokojącą, sprawą jest fakt, że od momentu zatrzymania do chwili zwolnienia upłynęło 6 godzin i 40 minut. Czy aż tyle czasu policjanci z I KP potrzebowali, aby sporządzić protokół zatrzymania osoby, a następnie jej przesłuchania? Protokół wskazuje, że zatrzymanie nastąpiło o godz. 15:00, sporządzenie i jego podpisanie o godz. 17:00, a zwolnienie do domu o godz. 21:40. Co najmniej dziwne. Ale to nie wszystko. Otóż zatrzymania, czyli pozbawienie obywatela wolności, dokonać można w ściśle przez prawo określonych przypadkach, a jeżeli chodzi o pana Damiana, to policjant z I KP , jako podstawę zatrzymania poddał, że zachodziła obawa ukrywania się. Ok, jestem skłony przyjąć, że pan Damian jakieś brzydkie słowo (w nerwach) powiedział. Ale obraża moją inteligencję próba tłumaczenia, że policjanci uznali, że z tego powodu pan Damian będzie się ukrywał. A przecież mogli spisać jego dane personalne, dane świadków tego zdarzenia (bo byli w dosyć licznej grupie) i pojechać na komisariat, aby przeciwko sprawcy wszcząć stosowne postępowanie, następnie wysłać mu wezwanie na przesłuchanie, et cetera, et cetera. Pan Damian był absolutnie trzeźwy, co potwierdził badanie alkotestem przeprowadzone po zatrzymaniu. Jeżeli jednak zachodziła obawa, że pan Damian będzie się ukrywał, to dlaczego został po prawie 7 godzinach zwolniony do domu? Pan Damian twierdzi, że zgodził się na propozycję funkcjonariusza, że jeżeli nie będzie żądał badania lekarskiego (a to przysługuje osobie, która ma być umieszczona w policyjnej izbie zatrzymań), to będzie mógł spokojnie odejść. Wierzę panu Damianowi, bo jaka może być inna przyczyna zwolnienia do domu osoby, której przysługuje prawo przebadania przez lekarza (art.15 ustawy o policji), przed umieszczeniem jej w celi? Czego zatem obawiał się funkcjonariusz, że wolał zwolnić osobę, która może się ukrywać (co sam w protokole zaznaczył), niż zezwolić, aby przebadał ją lekarz? Czy tak udokumentowane postępowanie funkcjonariuszy policji nie wskazuje, że mogli się oni dopuścić czynu określonego w kodeksie jako nadużycie uprawnień i niedopełnienie obowiązku? Chciałoby się mieć przekonanie, że policjant to nasz przyjaciel, bo podstawowym i najważniejszym jego zadaniem jest stanie na straży prawa i zapewnienie bezpieczeństwa obywatelowi, który ma prawo sądzić, że na każdym policjancie zawsze i wszędzie może polegać. A czy tak jest faktycznie? Śmiem wątpić.

Janusz Bartkiewicz

 

http://www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,