Tygodnik DB2010

Szczerze?

Za nami tydzień wyjątkowy w naszej historii. Nastąpiła rzadko spotykana kumulacja tragedii, żalu i smutku oraz innego rodzaju wzruszeń, podziwu dla wspaniałej postawy gdańszczan i wielu rodaków podczas dni znaczonych cudownymi pożegnaniami zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza oraz iście królewskimi uroczystościami pogrzebowymi.

Poprzedni felieton, „Zapotrzebowanie na świętych”, poświęcony doniosłemu i niepowtarzalnemu dziełu Jerzego Owsiaka, powstawał przed wstrząsającym dramatem na gdańskiej scenie podczas „Światełka do nieba”. Wcześniej dysponowałem umiarkowaną wiedzą związaną z tragicznie zmarłym prezydentem, chociaż zdawałem sobie sprawę z jego znaczenia dla tamtejszej społeczności. W kolejnych dniach po strasznym zdarzeniu przybywało informacji o dokonaniach Pawła Adamowicza w okresie poprzedzającym jego samorządową służbę oraz podczas pięciu poprzednich kadencji za biurkiem ojca starego i pięknego grodu, który swoją stale wzrastającą świetność w decydującej mierze zawdzięcza właśnie Jemu. Odszedł człowiek pod wieloma względami wybitny, ale przede wszystkim wielkiego serca, otwarty i przepełniony ogromem życzliwości dla świata. W moim przekonaniu dołączył do grona współczesnych świętych, jak Owsiak ze swoją już ogólnoświatową akcją pomocy chorym. Adamowicz, dobry, empatyczny człowiek, nie wyobrażający sobie życia bez najwyższej aktywności na rzecz mieszkańców, był nękany różnymi podłościami i pomówieniami władz, jak również „narodowej” (ta nazwa, to kpina) TVP oraz nienawistnym hejtem, a jakiś czas przed śmiercią pojawił się akt politycznego zgonu wstrętnego autorstwa Młodzieży Wszechpolskiej. Ordynarnego hejtu doświadczał też Jurek Owsiak. W jego przypadku zło tylko na krótko zatriumfowało i spowodowało jego rezygnację z prezesury fundacji. Wręcz kilkumilionowe poparcie sympatyków podziwiających jego działalność, zaowocowało powrotem Jurka do poprzednich obowiązków.

Internet w znacznej mierze należy do nieocenionych cywilizacjnych darów. Ale nazbyt często jego część przeobraża się w kloakę, ściek, dowód zbydlęcenia niektórych jego użytkowników. Dla zakompleksionych i uwielbiających szczucie drani, nic nie znaczy także majestat śmierci. Przekonaliśmy się o tym po sobotnim ataku nożownika. Na portalu DoRzeczy napisano (pominę autora, by nie czuł się dowartościowany): „Sezon rozpoczęty i pierwszy dzik odstrzelony! To był wspaniały okaz, wielka, tłusta, czerwona świnia! Pora na lochy z Warszawy!”. Nie wiem, co nosi twórca tego horrendum, tej ohydy, i jemu podobni, w swoich czaszkach zamiast normalnych mózgów. Może tylko jałowe podroby? Przytaczam te słowa nie dlatego, by epatować okrucieństwem niby-ludzi, ale by uzmysłowić niedowiarkom, do czego są zdolni hejterzy. Tyle wystarczy, by przekonać się, że obok homo sapiens egzystują też bestie. Napisałem o nich również dlatego, że pojmuję apel wdowy po prezydencie, że „potrzebna jest cisza, ale cisza nie oznacza milczenia, które jest bliskie obojętności”. Trzeba reagować i to zdecydowanie. W podobnych okolicznościach poprawność równa się tchórzostwo.

Proboszcz jednej z parafii na wałbrzyskim Białym Kamieniu głosił, że nie wie, dzięki jakim to zasługom prezydentowi Adamowiczowi urządzono tak wspaniały pochówek w bazylice. „Co on takiego szczególnego zrobił?” – zapytywał wiernych dodając, że przecież Adamowicz chciał oddać Gdańsk Niemcom… Na każdym kroku przeciwstawiajmy się pospolitej głupocie i złej woli, tłumaczmy wytrwale, jeśli to możliwe, niedouczonym, jak wygląda prawda, by nie czynili szkód, które mogą się okazać nieobliczalne.

Przypomina się tu ewangeliczne wezwanie: „Niech wasza mowa będzie: tak, tak – nie, nie”. Jednoznaczna, a nie podlegająca interpretacjom. Jestem, a ze mną, jak zdążyłem się przekonać, wielu współobywateli, za tym, by nazywać rzeczy po imieniu, a nie wygładzać i cieniować. Tak też rozumiem dramatyczny apel ojca Ludwika Wiśniewskiego, dominikanina. Nie czas teraz na nadstawianie na cios drugiego policzka, miłowanie nieprzyjaciół i głaskanie tych, co niedługo będą się nam śmiali w twarz, a na zdecydowane przeciwdziałanie złu. Wezwanie „kochajmy się!”, można kierować jedynie w stronę ludzi rozumnych i odpowiedzialnych, by zewrzeć szeregi myślących kategoriami państwa i zwykłej przyzwoitości. W poprzednim felietonie popełniłem błąd pisząc o rozsypywaniu się wspólnoty. Szczerze? Tej wspólnoty nigdy nie było, a przynajmniej nie można jej dostrzec od dawna.

Szczerze? Uważam, że jedyne, co nam teraz pozostało, to codzienne zabieganie o podtrzymywanie szlachetności, dobroci, empatii i woli normalności, mobilizacji do zwalczania zła, które to przejawy objawiły się w dniach smutku i żałoby u milionów obywateli. Szczerze? Innych już tego nie nauczymy. Po stokroć nie wierzę w radykalną przemianę pod wpływem strasznej śmierci prezydenta Adamowicza rzesz zaciekłych wrogów otwartego, europejskiego myślenia, tropicieli zdrajców, zwolenników patriotycznych, do granic obłędu, wzmożeń, zaściankowych zazdrośników i nienawistników, likwidatorów ewidentnych dokonań naszego kraju, zmieniających jego historię dla niskich, doraźnych potrzeb rządzących. Oni inaczej żyć nie potrafią. Szczerze? Oby narastające podziały nie doprowadziły do narodowego nieszczęścia. Bo może być jeszcze gorzej. Byłbym szczęśliwy, gdyby tragedia gdańska podziałała otrzeźwiająco na większość i na długo. Ale tak się nie stanie.

Po jednej stronie prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, a po drugiej Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, którego jako jedynego z politycznych wyżyn nie stać było na głośne i jednoznaczne wyrażenie swojego stanowiska oraz opinii po tragicznym zdarzeniu. Jakiż ogromny to kontrast! Wielkość w zestawieniu z jaskrawą małością i pogardą, które nie pozwoliły prezesowi uczestniczyć w sejmowym hołdzie dla zmarłego. Nikt, z którymi rozmawiałem, a było ich wielu, nie wierzy w „przypadkowe” spóźnienie szefa PiS. Nawiązując do słów wdowy po prezydencie: „trzeba o złu mówić głośno i dobitnie”. Szczerze? To prezes jest naczelnym twórcą rozlewającej się nienawiści, która jest jego metodą rządzenia i utrwalania władzy, to on rozpoczął wykluczanie myślących inaczej i odmawianie im patriotyzmu, co może wywoływać agresję jego zwolenników, to on traktuje politykę jako bezwzględną walkę o władzę, to on wszędzie dopatruje się spisków i zdrajców. To on gardzi wszelkim kompromisem. To on żywi się niszczącym spokój społeczny konfliktem. To on zmobilizował elektorat o niskich pobudkach, który w amosferze podejrzeń i szczucia czuje się jak ryba w wodzie. Tak będzie jeszcze długo.

Jedynym pozytywnym pokłosiem po stronie rządzących po dniach upamiętniających gdańską tragedię, może być pewna zmiana nastawienia do parszywych owoców hejterów oraz do kapłanów nienawiści przez policję, prokuratorów i sądy. Konsekwencją tego mogą być odpowiednie akty prawne i wyczulenie stróżów prawa na słowa agresji m. in. w Internecie. Doceniam tu pozytywną (na razie) rolę ministra Joachima Brudzińskiego. Stało się tak dzięki upowszechnieniu budzącego najwyższy szacunek dzieła prezydenta Pawła Adamowicza oraz potężnej fali dobra i potępienia zła, którą wywołali gdańszczanie i ludzie dobrej woli w całej Polsce. Ten szlachetny dorobek ostatnich dni nie może pęknąć i rozpaść się, chociaż, jak już zaznaczyłem – zło będzie jeszcze próbowało zatriumfować. Bądźmy czujni.

Andrzej Basiński

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej