https://db2010.pl GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Nie o litość, tylko o zwyczajne życie. Historia Judyty Nowak

Judyta Nowak od urodzenia żyje z wrodzoną łamliwością kości. Jest mamą syna z niepełnosprawnością, pracuje zawodowo i wspiera innych w powrocie na rynek pracy. Jej historia pokazuje, że największą przeszkodą często nie jest sama niepełnosprawność, lecz bariery tworzone przez ludzi oraz instytucje.

Zapytaj

Pierwsze doświadczenia dyskryminacji przeżyła w szkole. Była najmniejsza w klasie i wyróżniała się wyglądem. Z czasem nauczyła się stawiać granice i nie pozwalać, by inni sprowadzali ją do roli „biednej osoby z niepełnosprawnością”. Judyta podkreśla, że największym problemem nie zawsze jest niepełnosprawność, ale sposób, w jaki społeczeństwo oraz instytucje traktują osoby z niepełnosprawnościami.

– Najtrudniejsze w życiu dorosłym okazały się bariery związane z brakiem zrozumienia w instytucjach, z brakiem systemowego wsparcia, ze zmuszaniem do tego, żeby ciągle coś wydzierać, ciągle o coś prosić – mówi.

Jedną z barier jest również źle rozumiana pomoc. Judyta zwraca uwagę, że pomaganie bez pytania może być źle odbierane.

 – Czasem z tą pomocą trzeba się zastanowić, czy jest na miejscu, czy w tym momencie. Może najpierw wypada zapytać: pomóc ci przez to przejść? – podkreśla.

Judyta nigdy się nie poddawała, gdy zabrakło wsparcia ze strony instytucji, sama znajdowała pomysły.

– Jak nie mogłam zimą wyjść z domu, bo był tak oblodzony chodnik, że bałam się przejść 30 metrów do samochodu, wpadłam na pomysł, że wezmę sól do zmywarki i zrobię eksperyment. I okazało się, że sól do zmywarki świetnie się sprawdziła– opowiada.

Pamięta także sytuacje nieoczywiste, gdy okazywana pomoc naprawdę „otwierała drzwi”. Kiedy jako dziecko miała pojechać z klasą w góry, nauczyciel zamiast uznać, że trasa jest dla niej niedostępna, po prostu znalazł sposób, by mogła ją pokonać.

 – Wziął mnie na barana i zaniósł na górę. Dla niego to było oczywiste. Nikogo nie pytał, jak to zorganizować, jak to zrobić. Po prostu czuł wewnętrznie taką potrzebę – wspomina.

Judyta samodzielnie wychowywała dorosłego już syna z niepełnosprawnością. Organizacja każdego dnia była dużym wyzwaniem, dlatego ogromną zmianę w życiu rodziny przyniosło zapewnienie synowi transportu do szkoły. Jedna usługa – dla wielu oczywista i codzienna – pozwoliła Judycie lepiej połączyć opiekę nad dzieckiem z pracą i pokazała, jak bardzo takie instytucjonalne wsparcie wpływa na codzienną samodzielność całej rodziny.

Bariery

Najtrudniejsze przeszkody nie zawsze mają postać schodów czy wysokich krawężników. Często są nimi procedury oraz brak odpowiedniej pomocy. Judyta przypomina sytuację, kiedy ZUS uznał, że przekroczyła dopuszczalny poziom dochodów i powinna zwrócić część pobranego świadczenia. Złożyła wniosek o umorzenie należności argumentując, że dodatkowe pieniądze były jej potrzebne m.in. na leczenie i rehabilitację syna. Jego dwie operacje musiały zostać wykonane prywatnie, ponieważ – jak podkreśla – lekarze pracujący w ramach publicznej ochrony zdrowia nie chcieli podjąć się tak ryzykownych zabiegów, a ona ciężko pracowała, by odłożyć pieniądze na pomoc dla syna.

– Jedna instytucja państwa mnie zawodzi, bo nie ma lekarza, który mógłby to zrobić. A druga instytucja państwowa jeszcze mi z tego powodu daje dodatkowego kopniaka – stwierdza. – Czy system potrafi zobaczyć człowieka znajdującego się po drugiej stronie dokumentu?

Jej własne doświadczenia przeplatają się z pracą zawodową. Judyta jest z wykształcenia anglistką, ukończyła także psychologię biznesu, pedagogikę wczesnoszkolną i oligofrenopedagogikę. Od lat pracuje zdalnie, wspierając osoby z niepełnosprawnościami w aktywizacji zawodowej i powrocie na rynek pracy. Jednym z jej najważniejszych zawodowych sukcesów jest wsparcie osoby, która po 21 latach przerwy wróciła do pracy.

Normalność

Judyta Nowak nie chce być postrzegana jako bohaterka, która „mimo niepełnosprawności dokonała niemożliwego”. Chce po prostu żyć możliwie zwyczajnie: pracować, być mamą, podróżować, chodzić do muzeów i samodzielnie decydować o swoim życiu. Jej zdaniem najważniejsza jest otwartość: pytanie zamiast założenia, rozmowa zamiast litości i dostrzeżenie człowieka zamiast samej niepełnosprawności.

– Niepełnosprawność może zmieniać sposób, w jaki człowiek wykonuje pewne czynności. Nie powinna decydować o tym, jak bardzo jego życie jest warte – podkreśla.

Judyta mówi o sobie, że jest wojowniczką. Ale jej historia prowadzi do ważniejszych pytań: czy osoby z niepełnosprawnościami naprawdę muszą całe życie walczyć o podstawowe rzeczy? O dostęp do pracy, edukacji, transportu, leczenia czy samodzielności?

Nie o litość, tylko o zwyczajne życie. Historia Judyty Nowak

Judyta Nowak od urodzenia żyje z wrodzoną łamliwością kości. Jest mamą syna z niepełnosprawnością, pracuje zawodowo i wspiera innych w powrocie na rynek pracy. Jej historia pokazuje, że największą przeszkodą często nie jest sama niepełnosprawność, lecz bariery tworzone przez ludzi oraz instytucje.

Zapytaj

Pierwsze doświadczenia dyskryminacji przeżyła w szkole. Była najmniejsza w klasie i wyróżniała się wyglądem. Z czasem nauczyła się stawiać granice i nie pozwalać, by inni sprowadzali ją do roli „biednej osoby z niepełnosprawnością”. Judyta podkreśla, że największym problemem nie zawsze jest niepełnosprawność, ale sposób, w jaki społeczeństwo oraz instytucje traktują osoby z niepełnosprawnościami.

– Najtrudniejsze w życiu dorosłym okazały się bariery związane z brakiem zrozumienia w instytucjach, z brakiem systemowego wsparcia, ze zmuszaniem do tego, żeby ciągle coś wydzierać, ciągle o coś prosić – mówi.

Jedną z barier jest również źle rozumiana pomoc. Judyta zwraca uwagę, że pomaganie bez pytania może być źle odbierane.

 – Czasem z tą pomocą trzeba się zastanowić, czy jest na miejscu, czy w tym momencie. Może najpierw wypada zapytać: pomóc ci przez to przejść? – podkreśla.

Judyta nigdy się nie poddawała, gdy zabrakło wsparcia ze strony instytucji, sama znajdowała pomysły.

– Jak nie mogłam zimą wyjść z domu, bo był tak oblodzony chodnik, że bałam się przejść 30 metrów do samochodu, wpadłam na pomysł, że wezmę sól do zmywarki i zrobię eksperyment. I okazało się, że sól do zmywarki świetnie się sprawdziła– opowiada.

Pamięta także sytuacje nieoczywiste, gdy okazywana pomoc naprawdę „otwierała drzwi”. Kiedy jako dziecko miała pojechać z klasą w góry, nauczyciel zamiast uznać, że trasa jest dla niej niedostępna, po prostu znalazł sposób, by mogła ją pokonać.

 – Wziął mnie na barana i zaniósł na górę. Dla niego to było oczywiste. Nikogo nie pytał, jak to zorganizować, jak to zrobić. Po prostu czuł wewnętrznie taką potrzebę – wspomina.

Judyta samodzielnie wychowywała dorosłego już syna z niepełnosprawnością. Organizacja każdego dnia była dużym wyzwaniem, dlatego ogromną zmianę w życiu rodziny przyniosło zapewnienie synowi transportu do szkoły. Jedna usługa – dla wielu oczywista i codzienna – pozwoliła Judycie lepiej połączyć opiekę nad dzieckiem z pracą i pokazała, jak bardzo takie instytucjonalne wsparcie wpływa na codzienną samodzielność całej rodziny.

Bariery

Najtrudniejsze przeszkody nie zawsze mają postać schodów czy wysokich krawężników. Często są nimi procedury oraz brak odpowiedniej pomocy. Judyta przypomina sytuację, kiedy ZUS uznał, że przekroczyła dopuszczalny poziom dochodów i powinna zwrócić część pobranego świadczenia. Złożyła wniosek o umorzenie należności argumentując, że dodatkowe pieniądze były jej potrzebne m.in. na leczenie i rehabilitację syna. Jego dwie operacje musiały zostać wykonane prywatnie, ponieważ – jak podkreśla – lekarze pracujący w ramach publicznej ochrony zdrowia nie chcieli podjąć się tak ryzykownych zabiegów, a ona ciężko pracowała, by odłożyć pieniądze na pomoc dla syna.

– Jedna instytucja państwa mnie zawodzi, bo nie ma lekarza, który mógłby to zrobić. A druga instytucja państwowa jeszcze mi z tego powodu daje dodatkowego kopniaka – stwierdza. – Czy system potrafi zobaczyć człowieka znajdującego się po drugiej stronie dokumentu?

Jej własne doświadczenia przeplatają się z pracą zawodową. Judyta jest z wykształcenia anglistką, ukończyła także psychologię biznesu, pedagogikę wczesnoszkolną i oligofrenopedagogikę. Od lat pracuje zdalnie, wspierając osoby z niepełnosprawnościami w aktywizacji zawodowej i powrocie na rynek pracy. Jednym z jej najważniejszych zawodowych sukcesów jest wsparcie osoby, która po 21 latach przerwy wróciła do pracy.

Normalność

Judyta Nowak nie chce być postrzegana jako bohaterka, która „mimo niepełnosprawności dokonała niemożliwego”. Chce po prostu żyć możliwie zwyczajnie: pracować, być mamą, podróżować, chodzić do muzeów i samodzielnie decydować o swoim życiu. Jej zdaniem najważniejsza jest otwartość: pytanie zamiast założenia, rozmowa zamiast litości i dostrzeżenie człowieka zamiast samej niepełnosprawności.

– Niepełnosprawność może zmieniać sposób, w jaki człowiek wykonuje pewne czynności. Nie powinna decydować o tym, jak bardzo jego życie jest warte – podkreśla.

Judyta mówi o sobie, że jest wojowniczką. Ale jej historia prowadzi do ważniejszych pytań: czy osoby z niepełnosprawnościami naprawdę muszą całe życie walczyć o podstawowe rzeczy? O dostęp do pracy, edukacji, transportu, leczenia czy samodzielności?

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty