30 października 2025 r. Rada Miejska Wałbrzycha przyjęła uchwałę, która ogranicza kursy prywatnych przewoźników, wjeżdżających do miasta.
Mówi się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I trudno o trafniejsze słowa, gdy patrzymy na to, co od stycznia czeka mieszkańców Powiatu Wałbrzyskiego i powiatów ościennych, zwłaszcza rodziców, młodzież i dzieci, którzy codziennie dojeżdżają do szkół, pracy, czy przychodni. Dla urzędnika to tylko kolejna uchwała. A dla mieszkańców początek codziennych problemów, które dotkną setki rodzin.
Od nowego roku prywatni przewoźnicy zostaną w praktyce odsunięci od przystanków w Wałbrzychu. Na papierze brzmi to jak „porządkowanie transportu”, ale w rzeczywistości oznacza dłuższe podróże, więcej przesiadek i chaos w rozkładach. Dla uczniów z gmin ościennych to konkretne minuty – a czasem nawet godziny – stracone każdego dnia. Dojazd do szkoły, który dziś zajmuje 30-60 minut, może potrwać nawet 2-3 godziny. A powrót do domu jeszcze dłużej…
Zamiast jednego, bezpośredniego autobusu, młodzież będzie musiała przesiadać się i czekać na kolejny kurs, często w deszczu lub mrozie i ponosić większe koszty. Rodzice znów staną przed dylematem: jak zapewnić dziecku bezpieczny, punktualny i w miarę szybki dojazd do szkoły? Dla wielu rodzin komunikacja autobusowa to nie luksus, lecz konieczność. Nie każdy ma samochód, nie każdy może dowieźć dziecko rano i odebrać po lekcjach. Dlatego tak ważne jest, by system transportu działał sprawnie i był naprawdę dla ludzi. Po co więc burzyć to, co przez lata zostało wypracowane i działało bez zarzutu?
Przewoźnicy prywatni nie są konkurencją dla transportu publicznego. Są jego częścią, wsparciem i niezbędnym dopełnieniem! Dzięki nim system przewozów działa sprawniej, szybciej, elastyczniej i taniej – również dla samorządów, które nie ponoszą kosztów ich działalności. Tymczasem zamiast doceniać tę współpracę, lokalne władze próbują ją osłabić, choć w całej Polsce mówi się dziś o walce z wykluczeniem komunikacyjnym…
Ministerstwo Infrastruktury przeznacza ogromne środki, by ratować lokalne połączenia: dopłaca do kursów nierentownych, wspiera linie w małych gminach, zachęca do współpracy samorządy i przewoźników. A w Wałbrzychu dzieje się dokładnie odwrotnie – zamiast wspierać tych, którzy od lat BEZKOSZTOWO DLA GMIN zapewniają mieszkańcom codzienny transport, utrudnia się im działalność.
Prywatni przewoźnicy to w większości małe, rodzinne firmy. Bez ich pracy wiele miejscowości zostałoby praktycznie odciętych od miasta. Dlatego decyzje o ograniczeniu ich działalności to nie „techniczna zmiana”, lecz realne uderzenie w mieszkańców, zwłaszcza w młodzież szkolną. Bo jeśli prywatny autobus nie może zatrzymać się tam, gdzie może miejski – choć wiezie tych samych uczniów i pracowników – to trudno mówić o równości, logice czy trosce o ludzi.
Czy naprawdę nikt w urzędzie nie zastanowił się, jakie będą skutki takich decyzji? Czy ktokolwiek z decydentów wsiadł o szóstej rano do autobusu z Boguszowa-Gorc, Głuszycy czy Jedliny-Zdroju, by zobaczyć, jak wygląda codzienność tych, których decyzje najbardziej dotkną? A może w zamyśle urzędników chodzi o to, by prywatnych przewoźników nie tylko ograniczać, lecz całkiem się ich pozbyć? Jeśli tak to naprawdę ręce opadają…
Beata Żołnieruk (fot. archiwum)