https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

O faktach się nie dyskutuje

Nie mam wielkiego mniemania o dyplomatycznych umiejętnościach Andrzeja Dudy, ale nie wgłębiając się w temat, stwierdzić muszę, że w czasie swej prezydentury kilkakrotnie dał dowody swej politycznej i dyplomatycznej arogancji. Nie będę ich wymieniał, ograniczając się do dwóch tylko wydarzeń mających związek z tym, co wiąże się z Ukrainą.

Zdarzyło mu się stwierdzić, że Ukraina jest jak topielec, który ciągnie ratującą ją Polskę na dno, a ostatnio raczył publicznie stwierdzić, że nie wie, czy Ukraina odzyska Krym, ale wie, że „Krym jest miejscem szczególnym, również ze względów historycznych. Ponieważ w istocie, jeśli popatrzymy historycznie, to przez więcej czasu był w gestii Rosji”. Słowa te wywołały gwałtowną reakcję w całym polskim światku politycznym, który od prawa do lewa zawył z oburzenia, przez co A. Duda znów szybciutko zaczął się tłumaczyć, że nie powiedział tego, co powiedział, bo powiedział zupełnie coś innego, ale został źle zrozumiany. Nie zmieniając zdania co do zdolności dyplomatycznych prezydenta RP, stanę w jego obronie, ponieważ tym razem zdarzyło mu się powiedzieć prawdę, gdyż było tak w rzeczywistości. Aby to wytłumaczyć, muszę przytoczyć kilka innych faktów historycznych dotyczących wprawdzie innych krajów, ale mających podstawowe znaczenie dla zrozumienia złożoności współczesnej historii Krymu.

Przede wszystkim chodzi mi o Serbię i jej historyczną prowincję Kosowo, które – tak jak cała Serbia – w 1456 roku dostało się pod panowanie potężnego wówczas Imperium Osmańskiego (tureckiego). Serbia spod tureckiego jarzma wyzwoliła się w 1878 roku, ale Kosowo „powróciło do macierzy” dopiero w 1912. Istotnym jest również to, że w byłej Jugosławii, w skład której Serbia wchodziła, Kosowo od 1963 roku miało status w pełni autonomicznej republiki posiadającej własny rząd i parlament. I ten parlament 17 lutego 2008 roku ogłosił deklarację o niepodległość Kosowa, co – według Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze (wyrok z lutego 2008 r.) – nie stanowiło naruszenia prawa międzynarodowego, ani rezolucji nr 1244 (1999 rok) Rady Bezpieczeństwa ONZ, ani też konstytucji Serbii. I należy o tym pamiętać.

Jeżeli chodzi o Krym, to wiedzieć warto, że przez wieki znajdował się pod panowaniem różnych sił, w tym Cesarstwa Rzymskiego, Bizancjum, a od X do XII wieku część Krymu zajmowało dzielnicowe ruskie księstwo tarakańskie, a około 1240 roku półwysep opanowali Mongołowie, którzy włączyli go w skład Złotej Ordy. Następnie, w 1427 r. (po rozpadzie Złotej Ordy), zwierzchnictwo nad Krymem przejęło Imperium Osmańskiego i Turcy na Krymie panowali do 1783 roku, kiedy to jego aneksji dokonała Rosja, rządzona przez carycę Katarzynę II, znaną chyba wszystkim Polakom (nie tylko dlatego, że niejaki Suski, poseł z PiS, chciał ją w 2017 roku wezwać jako świadka przed sejmową komisję śledczej ds. Amber Gold…). W 1917 roku rewolucja bolszewicka w Rosji zmiotła rosyjski carat, w wyniku czego m.in. na Krymie powstała Krymska Republika Ludowa, której w październiku 1921 roku bolszewicy nadali status Krymskiej Autonomicznej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, wchodzącej administracyjnie w skład Rosyjskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Jak powszechnie wiadomo, w skład ZSRR wchodziła też Ukraina (miała nawet własne przedstawicielstwo w ONZ), do której w 1954 roku Nikita Chruszczow (Ukrainiec), I sekretarz Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, włączył Krym. Nie było w tym niczego dziwnego, wszak odbywało się to w ramach jednego państwa, na podobieństwo np. zmian administracyjnych w Polsce, dokonanych przez Edwarda Gierka, a później rząd Jerzego Buzka. Ukraina, jako samodzielne państwo, pierwszy raz pojawiła się w 1918 roku, ale trwała tylko od 25 stycznia do 8 lutego tego roku. Kiedy 26 grudnia 1991 roku ZSRR ogłosił samorozwiązanie, Ukraina – wraz z trzynastoma innymi republikami związkowymi – ogłosiła niepodległość. Oczywiście w granicach wyznaczonych przez towarzysza Chruszczowa. Mieszkańców Krymu nikt nie pytał o zdanie. W tym czasie Krym liczył 2,5 miliona mieszkańców, w wśród których znajdowało się aż 148 grup narodowościowych. Obok Rosjan, którzy stanowili 58% mieszkańców, zamieszkiwało tam 24% Ukraińców. Pozostałe 18% to Tatarzy Krymscy, Mołdawianie, Białorusini, Ormianie i grupy ludności o pochodzeniu azjatyckim. 16 marca 2014 roku suwerenne władze Autonomicznej Republiki Krymu przeprowadziły referendum w sprawie nowego statusu państwowego, w efekcie czego, przy frekwencji wynoszącej 84,09%, ogłoszono jego niepodległość. Następnym krokiem był – zgodny z prawem międzynarodowym, co w przypadku Serbii ogłosił przecież Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości – wniosek, złożony przez krymski parlament o przyłączenie do Federacji Rosyjskiej. Tak więc można śmiało powiedzieć, że Krym do Rosji z niewielką przerwą należał od 1783 roku. Mniej więcej w tym samym czasie, bo 4 lipca 1776 r. 13 byłych kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej ogłosiło Deklarację Niepodległości i proklamowało powstanie Unii pod nazwą Stany Zjednoczone Ameryki. W drugiej połowie XIX graniczyły one na z Teksasem, stanowiącym wówczas część terytorium Meksyku, który spod panowania Hiszpanii wyzwolił się w 1821 roku. Niedługo po tym, bo w 1836 roku Teksas ogłosił niepodległość, przyjmując nazwę Republika Teksasu, która w 1845 roku – w wyniku amerykańskiej aneksji – została włączona w skład Stanów Zjednoczonych. Doprowadziło to do wojny amerykańsko-meksykańskiej (1846-1848), zakończonej zwycięstwem USA.

Podsumowując stwierdzić należy, że w świetle przedstawionych powyżej faktów historycznych i obowiązującego prawa międzynarodowego, Rosja ma prawo do Krymu w takim samym stopniu jak Stany Zjednoczone do Teksasu, a Kosowo do niepodległości. Jedyną smutną konstatację tego mojego wywodu jest to, że zarówno Tatarów Krymskich, jak i północnoamerykańskich plemion indiańskich nikt o zdanie nie pytał. Ale kogo to dziś obchodzi?

PS. Felieton powyższy, z oczywistych powodów, jest wielkim skrótem wielu historycznych wydarzeń, ale fakty zawsze pozostają faktami.

Janusz Bartkiewicz

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty