https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Kurtyna w górę

Tak jak można było się spodziewać, doszło do kolejnej odsłony marnej jakości politycznego kabaretu w postaci zaprzysiężenie rządu przedstawionego Andrzejowi Dudzie przez desygnowanego przez tegoż na premiera Mariusza Morawieckiego. Rzecz miała miejsce w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego 27 listopada 2023 r., co nastąpiło, mimo że Mateusz Morawiecki desygnowany wcześniej w tym samym miejscu na premiera, nie spełnił danego A. Dudzie słowa, że przedstawi mu rząd wywodzący się ze stworzonej przez siebie większościowej parlamentarnej koalicji. Obietnicę tę złożył pamiętnego dnia, kiedy w Sejmie – w obecności A. Dudy – swą parlamentarną siłę pokazała była opozycja demokratyczna, która wcześniej, ustami przywódców partii ją tworzących, przedstawiła Andrzejowi Dudzie wolę stworzenia wspólnego, zdecydowanie większościowego rządu. Ale – jak wiadomo – dla Andrzeja Dudy mniejszość jest większością, więc uznał, że nie ma o czym z ową większościową mniejszością parlamentarną gadać i zlecił, aby to Morawiecki rząd mu przedstawił, co ten uczynił właśnie 27 listopada.

Wyglądało to niesamowicie żałośnie i pocieszenie zarazem, a najbardziej pocieszna była (jak zawsze) mina Andrzeja Dudy, która wskazywała, że autentycznie wierzy on w to, iż Mateusz Morawiecki jednak dogadał się z częścią większościowej mniejszości parlamentarnej i właśnie oto przedstawia mu skład swej rady ministrów, która – dla dobra ojczyzny i jej obywateli – rządzić będzie przez następne cztery lata. Czy to naiwna wiara w słowa osoby, której wierutne kłamstwa zostały nawet potwierdzone sądowymi orzeczeniami, czy też cyniczna polityczna zagrywka, będąca realizacją nałożonego przez Jarosława Kaczyńskiego zadania? Nie wiem, ale nie bądźmy naiwni. To nie Andrzej Duda w tej zabawie karty rozdaje, tylko tenże zwykły i za nic odpowiadający poseł, będący jednocześnie szefem partii, która wygrała wybory, jednocześnie… przegrywając je z kretesem.

Cała ta nominacyjna farsa nie trwała zbyt długo, a sam Morawiecki nie zdobył się na zabranie głosu, co już samo w sobie było obrazkiem nader żałosnym, no bo jakże tak? Taka ważna politycznie, przełomowa chwila, a Mateusz milczy, ograniczając się jedynie do głośnego wyrażenia wiary w to, że w spełnieniu patriotycznego obowiązku pomoże mu sam Bóg… Słysząc te słowa, Pan Bóg zapewne zatrząsł się z wściekłości, bo jako Wszystkowiedzący wiedział, iż nawet jako Wszechmocny dłużej niż dwa tygodnie Morawieckiemu porządzić nie da rady. Taką samą wiarę głośno wyrażali również wszyscy ci, którzy zdecydowali się odegrać rolę kukiełek w tym żałosnym teatrzyku, co bez wątpienia wywołało ból boskich zębów. Tym razem z tego powodu, że nie tylko Pan Bóg wiedział, ale też i wszyscy obywatele, że za te marnie obsadzone role każda z marionetek, za zajmowanie ministerialnego stołka przez dwa tygodnie, załapie się na odprawę, a więc kaskę godną łyknięcia. Ale nic to, bo te wypłaty nie będą przecież pochodziły z prywatnej kasy Mateusza Morawieckiego (chociaż to najbogatszy polski polityk), ani też Andrzeja Dudy, tylko z naszych pieniędzy, czyli podatków. Kiedyś, w telewizyjnym kabarecie „Kurtyna w górę” Olgi Lipińskiej, śpiewano: „(…) pełne zwierza bory/ niestety, niestety, wróciły Kaczory/ Hej, jadą z forsą wory/ Hej, a na nich Kaczory (…)”. Właśnie… z forsą wory, to jest to, bo rozkaz z Nowogrodzkiej był jasny jak rozbłysk Słońca. Zrobić co się da, aby naszym dać możliwość zatarcia śladów wszystkich przekrętów, a także umożliwić zgarnięcie kolejnych setek milionów niezbędnych dla przetrwania rządów rzeczywistej większości parlamentarnej, która już za kilkanaście dni stanie rzeczywistością, czy to się Jarosławowi Kaczyńskiemu i Andrzejowi Dudzie podoba, czy też nie.

Na szczęście otuchy dodał mi 28 listopada przebieg sejmowych obrad, w trakcie których zdecydowano o powołaniu (na razie) trzech sejmowych komisji śledczych, których zadaniem będzie nie tylko rozliczenie wszelakich (nie zawsze politycznych) przekrętów, ale też zebranie silnego materiału dowodowego pozwalającego prokuraturze na postawienie licznych zarzutów karnych, a sądom na wydanie wyroków. I mam nadzieję, że nie będą to wyroki w zawieszeniu. Zatem: kurtyna w górę!

Janusz Bartkiewicz

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA

Archiwalne posty