https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Polemika Janusza Bartkiewicza z Piotrem Sosińskim

W odpowiedzi pijarowcowi Wielkiego Brata

Tak jak przypuszczałem, moje wszelkie uwagi odnoszące się do sprowokowanej hegemonistyczną doktryną USA, realizowaną pod płaszczykiem NATO, rosyjskiej inwazji na Ukrainę, nie wszystkim będą się podobać, bo nie wszyscy muszą zgadzać się z tym, co w tygodniku piszę. Wiem jednak, że jest wielu, którzy się ze mną zgadzają, czego wyrazem są nie tylko telefony i maile jakie otrzymuję, ale także słowa podziękowania kierowane do mnie np. przez przypadkowo spotykanych ludzi, których nawet nie znam.

W numerze 9 i 10 Tygodnika DB 2010 przedstawiłem całość wywiadu amerykańskiego politologa prof. Johna Mearsheimera, w którym mówi bez ogródek, iż przyczyną „kryzysu ukraińskiego” jest polityka Stanów Zjednoczonych, które usilnie starają się otoczyć Rosję swoimi bazami wojskowymi (wyrzutniami rakiet). Nie będę się powtarzał, bo każdy może do tych felietonów powrócić i raz jeszcze dokładnie je przeczytać. Przywołanie przeze mnie przekonanie J. Mearsheimera, tak bardzo rozsierdziło doktora nauk prawnych Piotra Sosińskiego, że dał temu upust w tyradzie zatytułowanej w sposób, który celowo pozycjonuje mnie jako osobę, którą jego polityczni pobratymcy nazywają bardziej dosadnie. P.Sosiński był bardziej łaskawy i nazwał mnie jedynie „społecznym pijarowcem Rosji”, co w jego zamyśle ma jak najbardziej pejoratywny wydźwięk. Nie o to jednak mi chodzi, bo – jak mawia stare porzekadło – „jedni lubią pomarańcze, a drudzy jak im skarpetki śmierdzą” i zapewniam, że ja pomarańcze wprost uwielbiam, ale to wcale nie oznacza, że nie mam zdolności do wyczuwania każdego nieprzyjemnego zapachu. A z tekstu doktora praw zapaszek taki ulatnia się mocno. Piotr Sosiński, zapewne w zamiarze wdeptania mnie w ziemię swą polityczną erudycją, przywołuje nazwiska dwóch znanych amerykańskich politologów, najbardziej obok J. Mearsheimera uznawanych i poważanych w świecie znawców tematu. Chodzi o Samuela Huntingtona i Francisa Fukuyamę, co ma mi sugerować, że oczywiście dzieła tychże uczonych są mu doskonale znane. Apeluje też, abym się zapoznał z książką J. Mearsheimera „Tragizm polityki mocarstw” i aby mnie do tego zachęcić, przedstawia myśl przewodnią jej autora, co jednoznacznie sugeruje, że sam książkę przeczytał i głęboko przeanalizował jej treść. I tu chyba mnie nie docenił. Przez wiele, wiele lat zajmowałem się tropieniem rożnych osób, które naruszyły prawo i aby im to naruszenie wykazać, wyspecjalizowałem się w odszukiwaniu dowodów ich niecnej działalności. Zresztą wspomina też o tym sam P.Sosiński, przy okazji, znów zapewne celem zdeprecjonowania mojej osoby, pisząc o mnie per „były oficer milicji”. Muszę go zmartwić, bo ja tego, że służyłem w MO (w celu jak wyżej) się nie wstydzę, bo i nie mam za co. Chcę jednak zwrócić mu uwagę, że jestem „byłym oficerem policji”, o czym powinien wiedzieć, albowiem – jak wynika z jego tekstu – mnie i moje poczynania śledzi uważnie. Wydaje mi się jednak, że jako prawnik (na dodatek ze stopniem naukowym) winien bardziej uważać na precyzję słowa i myśli, bo nie przystoi doktorowi prawa używania takich prostackich metod. Ale jeżeli uważa, że wszystko jest w porządku, to dla zachowania równowagi, od dzisiaj będę o nim pisał i mówił per „były absolwent podstawówki”. Wracam jednak do lektur rzeczonego byłego absolwenta szkoły podstawowej.

To co przeczytałem, z miejsca zrodziło we mnie podejrzenie, że nie są to jego słowa, a więc proponowanej mi lektury prawdopodobnie w ogóle nie czytał. Wystarczyła więc chwila pomyślunku i poszperania w Internecie, aby moje podejrzenie zmieniło się w pewność. Bo okazało się, że były absolwent podstawówki „recenzując” w swym tekście książkę „Tragizm polityki mocarstw”, zerżnął wprost fragment recenzji autorstwa Macieja Hacaga, z jaką każdy może się zapoznać na stronie https://histmag.org/John-J.-Mearsheimer-Tragizm-polityki-mocarstw-recenzja-i-ocena-20286.

Ze splagiatowanego fragmentu P. Sosiński wyrzucił tylko słowo „anarchiczne”, ponieważ z jakichś powodów mu się nie spodobało, ale – co warto podkreślić – zmieniło to w zasadniczy sposób sens zdania napisanego przez M.Hacaga. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że P.Sosiński nie przeczytał też książek S. Huntingtona i F. Fukuyamy, o których w swym tekście wspomina, świadczyć może to, że akurat w wyżej przywołanej recenzji, również o nich jest mowa. Zresztą wydaje mi się, że nawet i tej recenzji P. Sosiński nie przeczytał do końca, zadowalając się pasującym do jego zamiaru fragmentem. Bo gdyby przeczytał, to być może akurat nie do lektury tej książki by mnie zachęcał, ponieważ Hacag zwraca uwagę, że badania na których książka została oparta „(…) były prowadzone przez Mearsheimera w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i nie zachowują pełnej aktualności u progu trzeciej dekady XXI wieku. Dostajemy zatem pozycję, która nie jest skonfrontowana z obecnym stanem wiedzy, co zaś podważa jej potencjał do wyjaśniania obecnych zjawisk (…)”. Tak więc wywiad udzielony przez Mearsheimera na dziewięć dni przed rosyjską inwazją ma o wiele większą wartość poznawczą niż wspomniana książka, która – niezależnie od tego – jest pozycją znakomitą. Jednakże już tylko to „odkrycie” spowodowało, że dalszego poszukiwania prawdy (bo tylko prawda jest ciekawa) zaniechałem uznając, iż jedna łyżka dziegciu w beczce miodu wystarczy. Brzydko to pachnie, bo jeżeli nawet taki fragment za naruszenie prawa ktoś nie zechce uznać, to jednak z etyką mało to ma wspólnego. Dlatego wszelkie rozważania P.Sosińskiego dotyczące tematyki dotyczącej ocen J.Mearsheimera, z którymi się całkowicie zgadzam, odpuszczam sobie, ponieważ nie warto polemizować z kimś, kto stosuje tak nieetyczne metody.

Podkreślić jednak muszę, że z tego co poza tym P. Sosiński napisał wynika, iż sądzi, że każdy kto pozwoli sobie chociażby na najmniejszą krytykę USA, NATO, czy w ogóle Zachodu, jest niczym innym jak ruskim trollem, onucą Putina, czyli pijarowcem Rosji, a więc reprezentantem „ruskiej opcji”. Zapewne uważa też, że każdy, kto zajmuje się np. analizą polityki Hitlera, starając się dotrzeć do motywów jakimi się kierował „podpalając” cały świat, z automatu jest wyznawcą nazizmu i pijarowcem tego zbrodniarza. Nie będę się też odnosił to rozważań dotyczących roli Rosji w historii Polski, bo wydają mi się po prostu głupie i dla Polski szkodliwe. Nie warto bowiem dyskutować kimś, kto uważa, że dla Polski bardziej korzystniejsza jest polityka ciągłej konfrontacji niż współpraca z Rosją w dziedzinie ekonomicznej, naukowej i kulturalnej. Natomiast stwierdzenie P. Sosińskiego, że „bandytyzmu nie uzasadni najlepszy nawet adwokat”, mógłbym poczytać sobie za obrazę, gdyby nie to, że chyba wiem, jakie o prawie doktor prawa ma pojęcie. Bo tu nie chodzi o jakiekolwiek uzasadnienie dla bandyckich racji, tu – Panie doktorze prawa – chodzi o to, że aby coś ocenić, trzeba to coś zrozumieć. Dziwię się, że doktor prawa nie wie, że zanim ktokolwiek sporządzi akt oskarżenia lub wyda wyrok skazujący, musi zbadać wszelkie przesłanki i motywy działania sprawcy, co zawsze jest brane pod uwagę i ma wpływ na wymiar kary. Ocenia się też wszystkie okoliczności popełnienia czynu, a więc również i to, czy nie był on efektem prowokacji, a uznanie takich okoliczności nikt przytomny nie nazwie usprawiedliwieniem przestępstwa. A ja, tak samo jak prof. Mearsheimer, dążę do wykazania takich właśnie okoliczności towarzyszących rosyjskiej inwazji. Przy okazji wyjaśnię doktorowi prawa, że „adwokat diabła” to kolokwialnie mówiąc ktoś, kto broni kogoś (czegoś) z kim (lub czym) co do zasady się nie zgadza i wyrażę najwyższe moje zdumienie, że P. Sosiński zadaje kłam sam sobie i podejmuje polemikę z tekstem „który nie budzi już emocji i nie prowadzi do polemik”. Coś tu nie tak z logiką jakby.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

PS. A polecaną mi książkę wraz z inną tegoż autora, kupiłem sobie już trzy tygodnie temu.

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

Geopolityką nie wytłumaczymy zbrodni

Janusz Bartkiewicz niezwykle nerwowo zareagował na moją polemikę z jego obroną stanowiska Rosji wobec inwazji na Ukrainę. Zamiast odnieść się jednak do meritum tekstu, wylewa wiadro pomyj i srogich połajanek. Właściwie mógłbym odpuścić i nie dawać Mu satysfakcji moją reakcją, ale mamy jednak czas szczególny. Za wschodnią granicą trwa największy konflikt militarny w Europie po II wojnie światowej. Giną ludzie, nie czas na publicystyczny pax i „Wersal”, więc jednak krótko odpowiem na te złośliwości.

Autor nie przyjmuje do wiadomości, że w moim tekście wspomniałem, że nigdy nie byłem bezrefleksyjnym zwolennikiem polityki USA, doprawdy nie rozumiem zatem dlaczego uznaje mnie za pijarowca Wielkiego Brata. Czy odrzucając narrację Moskwy trzeba być ambasadorem Waszyngtonu? Ponawiam uwagę, że w cytowanym w obszernych tekstach J. Bartkiewicza wywiadzie profesor John Maersheimer po prostu się myli. Podtrzymuję moją zasadniczą tezę, że felietonista powiela fałszywą narrację Rosji o ,,otaczaniu” jej przez NATO, skutkach rozszerzania UE. Przecież rzeczywistość jest taka, że amerykańskich baz nie było teraz na Ukrainie czy w Gruzji, NATO uważano w ostatnich latach za prawie martwy sojusz, a przed UE stoi ryzyko podziału na Unię dwóch prędkości. Wiemy, że główni unijni aktorzy, czyli Francja i Niemcy od lat prowadzą politykę energetyczną niemal na zamówienie Kremla. Uzależniona od rosyjskich surowców energetycznych Europa nie tylko karmiła Moskwę, ale miała teraz nie zareagować na inwazję, podobnie jak w 2014 roku. Plan Putina powrotu do granic ZSRR miał dać się szybko zrealizować. Czy rurociąg Nord Stream 2 był dowodem ekspansji UE, USA, czy jednak Rosji?

Ale główne pytanie jest takie: czy imperialne ambicje Rosji wymagają naszych analitycznych rozważań, czy musimy traktować je z powagą albo – co gorsza – z aprobatą? I czy na pewno by ich nie było gdyby nie np. rozszerzanie UE i prozachodnie aspiracje Ukrainy?

Dmitrij Miedwiediew, były prezydent i premier Federacji Rosyjskiej, napisał kilka dni temu w serwisie Telegram, że teraz „dla wasalnych polskich elit o wiele ważniejsze jest przysięganie wierności swojemu zwierzchnikowi – USA, niż pomaganie własnym obywatelom, więc będą dalej rozpalać ognisko nienawiści do wroga, jakim jest Rosja”. Czy w wałbrzyskim tygodniku musimy czytać podobne wywody pióra lokalnego publicysty?

Autor stawia mi rozmaite dziwaczne zarzuty, w tym plagiatowanie, tak jakby tekst prasowy, który tworzy się w oparciu o notatki, musiał być zaopatrzony w profesjonalne przypisy. Tymczasem zdania o dążeniu do maksymalizacji potęgi przez duże państwa pojawiają się wielokrotnie w samej książce „Tragizm polityki mocarstw”, a nie tylko u dra Hacagi. Potok szyderstw i kpin także muszę ominąć i pozostawić z nimi ich autora. Niezwykłe jest to, że J. Bartkiewicz w ostatnim tekście cytuje słynne zdanie Józefa Mackiewicza „tylko prawda jest ciekawa”, przyznając je twórcy biografii zamiast samemu Mackiewiczowi. Ale skoro zajmuje się tym akurat wybitnym pisarzem i dziennikarzem, który był ogromnym krytykiem sowieckiej Rosji, dla którego porządek radziecki był zagrożeniem dla Polski i całej zachodniej cywilizacji, to pozwolę sobie przytoczyć zdanie Mackiewicza z 1947 roku: „co stanowi o metodzie działania sowieckiego na podbity naród? Tę metodę można by porównać do operacji chirurgicznej, polegającej na wyjmowaniu pacjentowi jego mózgu i serca narodowego”. A Putin i jego drużyna wywodzą się wprost z radzieckich elit. Warto o tym pamiętać!

Piotr Sosiński

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA