https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Adwokat diabła czy społeczny pijarowiec Rosji?

Piszący od lat do Tygodnika DB 2010 Janusz Bartkiewicz słynie z kontrowersyjnych poglądów. Jako były oficer milicji, znany także z prowadzenia ważnych śledztw kryminalnych, przyjmuje rolę dyżurnego obrońcy PRL, krytyka prawicy itd. Jest pod tym względem konsekwentny i przewidywalny, więc jego teksty nie budzą już emocji i nie prowadzą do polemik.

Od miesiąca trwa brutalna inwazja Rosji na Ukrainę. Jej skala zaskakuje pasmem zbrodni, atakami na ludność cywilną – bombardowaniem bloków mieszkalnych, szkół, domów starców i szpitali, ostrzeliwaniem przechodniów. Rosja znowu stała się państwem bandyckim. Jej prezydent zainicjował wojnę agresywną, która już teraz zyskała miano zbrodni przeciwko ludzkości. My, Polacy w niszczonych Charkowie i Mariupolu widzimy paloną Warszawę z 1944 r. a w osamotnieniu Ukrainy los Polski w 1939 roku.

Powielanie narracji Kremla

Tymczasem w tygodniku przez ostatnie dwa numery czytaliśmy tyrady Janusza Bartkiewicza chcącego odegrać rolę, jak sam pisał, adwokata diabła, czyli Wladimira Putina. Felietonista posiłkował się przy tym udzielonym w lutym, kilka dni przed wybuchem wojny portalowi Kings Politics, wywiadem Johna J. Mearsheimera, autora wydanej niedawno w Polsce książki „Wielkie złudzenie”. J.Bartkiewicz pisze, że: „nikt chyba nie może mieć wątpliwości, że aby kogokolwiek potępić, należy najpierw tego kogoś zrozumieć. Dowodem na to jest fakt, że w każdym demokratycznym, szanującym prawo państwie, nawet największy zbrodniarz ma niezbywalne prawo do złożenia wyjaśnień dotyczących tego co uczynił i co go do tego czynu skłoniło. Rosji (czytaj: Putinowi) w demokratycznym Zachodzie głosu nie dano”.

I tu rodzi się ogromne zdziwienie. Czy dni wojny napastniczej, którą możemy śledzić na bieżąco np. na Twitterze, widząc ciała zabitych Ukraińców i palone domy, to najlepszy czas na szukanie zewnętrznych powodów postępowania Rosji i zajmowanie się analizami amerykańskiego profesora, który przecież od lat pisze o rywalizacji mocarstw, o geopolityce, najnowszej historii USA? Do tego felietonista mylnie uznaje, że Rosji nie dano szansy na przedstawienie swojego stanowiska. A przecież ostatnie miesiące to dyplomatyczne próby zatrzymania Moskali, którzy na okrągło mantrowali swoje racje.

Realizm Johna Mearsheimera

John J. Mearsheimer to twórca teorii tzw. realizmu ofensywnego, wymieniany jest jako członek wielkiej trójki amerykańskich politologów, obok Samuela Huntingtona i Francisa Fukuyamy. Według szefa prawicowego think-tanku „Nowa Konfederacja” – Bartłomieja Radziejewskiego – Mearsheimer w swojej najnowszej książce „Wielkie złudzenie” pokazuje, jak kombinacja liberalnych złudzeń z momentem największej potęgi popchnęła Stany Zjednoczone w doktrynę liberalnego hegemonizmu, należącą do istoty tak zwanej wielkiej strategii Waszyngtonu w ostatnich dekadach. Nie mogąc sprawować światowej hegemonii w dosłownym, tradycyjnym znaczeniu tego słowa, a jednocześnie nie widząc po pokonaniu Sowietów żadnego wielkomocarstwowego rywala, Stany Zjednoczone usiłowały niejako skompensować ten problem przez ideę aktywnego działania na rzecz demokracji liberalnej i praw człowieka w skali planetarnej. Radziejewski w przedmowie do „Wielkiego złudzenia” zwraca uwagę na to, że szokująca, ale jednak na gruncie systemu teoretycznego autora konsekwentna, mogła się wydać analiza wojny rosyjsko-ukraińskiej z 2014 roku i lat następnych, wychodząca nie od działań Kremla, ale od deklaracji o otwarciu Kijowowi drogi do NATO, a później do Unii Europejskiej. Wg Mearsheimera amerykańska polityka wobec Ukrainy, którą to polityką rządzi liberalna logika, jest w współodpowiedzialna za obecny kryzys w stosunkach między Rosją a Zachodem. Pierwsze rozszerzenie (1999) wprowadziło do Sojuszu Polskę, Węgry i Czechy. W drugiej transzy (2004) znalazły się Bułgaria, Rumunia, Słowacja, Słowenia i trzy kraje bałtyckie. Władze rosyjskie tej polityce od początku nie szczędziły gorzkich słów, bowiem Zachód wkraczał na podwórko dawnego ZSRR. Ukraina, ogromny płaski obszar, który po drodze do Rosji przebyły napoleońska Francja, cesarskie Niemcy i nazistowskie Niemcy, pełni funkcję niezwykle ważnego strategicznego przedpola.

Musimy jednak pamiętać, że trzymając się tej narracji, tak samo sprowokować do ataku Rosji na Polskę mogły nasze aspiracje wstąpienia do NATO. A przecież oprócz interesów mocarstw należy wiedzieć, że nawet małe państwa i narody mają prawo do decydowania o sobie! Tak jak my wstąpiliśmy do UE i NATO, tak może to być i droga naszych ukraińskich sąsiadów.

Nie ma usprawiedliwienia dla zbrodni

Apeluję do Janusza Bartkiewicza, aby pamiętał, że warto poczytać także książkę J. Mearsheimera „Tragizm polityki mocarstw”, a nie tylko jeden wywiad. Profesor dowodzi, że duże państwa (obecne, bądź przyszłe mocarstwa) w środowisku międzynarodowym dążą do maksymalizacji swojej potęgi w celu przetrwania (bezpieczeństwa). To zaś spotyka się z reakcjami innych państw, które stosują różne strategie w celu powstrzymania tegoż wzrostu. Mearsheimer uznaje to za pewną prawidłowość, stały mechanizm w historii, w której porządek międzynarodowy bywa kruchy jak lód, a ideologiczno-cywilizacyjna retoryka to często zwykła dekoracja. Pan Bartkiewicz w opisie napięć pomiędzy hegemonem (USA, NATO) i potencjalnym, ale i byłym hegemonem (Rosja) opisuje nam racje tylko tej drugiej. Ale po co? Jaki jest sens w stawianiu się w roli geopolitycznego psychoterapeuty Putina?

Musimy wiedzieć, że jako Polacy żyjemy tu i teraz. I mamy nasze racje, naszą prawdę, opinię publiczną i moralność. One dotyczą naszego bezpieczeństwa, interesów ekonomicznych i wspólnoty losu, w której Rosja nie była i nie jest! Felietonista Tygodnika DB 2010, chcąc być adwokatem diabła, zbyt łatwo powiela narrację Rosji o ,,otaczaniu” jej przez NATO, rozszerzaniu UE. Co gorsza, narrację fałszywą! Rzeczywistość jest taka, że amerykańskich baz przecież nie ma ani na Ukrainie i w Gruzji, NATO uważano w ostatnich latach za prawie martwy sojusz, a przed UE stoi ryzyko implozji i podziału na Unię dwóch prędkości. A do tego jej główni aktorzy: Francja i Niemcy od lat prowadzą politykę energetyczną niemal na zamówienie Kremla. To Putin zachwiał teraz równowagę, chociaż w jego oczach zachwiana została, gdy sojusz się rozszerzał, a potem – w obawie przed wojną – NATO uzbroiło wschodnią flankę. Spirala strachu doprowadziła do wojny, a Rosja fizycznie zagraża naszemu państwu.

Nigdy nie byłem bezrefleksyjnym zwolennikiem polityki USA. W 1999 roku, jako student V roku prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, zorganizowałem pikietę w obronie bombardowanego przez NATO Belgradu. Uważałem, że ta „wojna w obronie praw człowieka” nie przyniesie pokoju, a jedynie straty wśród ludności cywilnej. I miałem rację, bo kazus obrony Kosowa przez NATO wykorzystał właśnie teraz Putin, znajdując „prawne” uzasadnienie napaści na Ukrainę, w obronie praw rosyjskojęzycznej ludności Doniecka i Ługańska.

Bandytyzmu nie uzasadni najlepszy adwokat

Uważam, że próba uzasadniania bandyckiego najazdu Rosjan na Ukrainę twórczością Mearsheimera i oczywistym faktem, że Ukraina od kilkunastu dążyła do świata Zachodu, jest bez sensu. Napięcie międzynarodowe przeszło obecnie do fazy niedopuszczalnej i bezprawnej. Tak samo można by uzasadniać najazd nazistowskich Niemiec na Polskę w 1939 r. próbą odbudowania pozycji geopolitycznej III Rzeszy, innymi interesami bloków państw itd. Tylko co mają akademickie rozważania o korektach porządku międzynarodowego do stanu, gdy giną bezbronne ukraińskie dzieci, a Ukraina tej wojny w żadnych stopniu nie sprowokowała?

Piotr Sosiński

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

REKLAMA