https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Okiem psychologa: nie patrz w górę

Świat bez wiedzy i edukacji jest światem chaosu – Marek Konrad (aktor)

Nie powinnyśmy uczyć świata, jaki powinien być. Zamiast tego posłuchajmy go uważnie,by się dowiedzieć, co należy o nim sądzić” Carlo Rovelli (fizyk teoretyczny)

Przystępując do pisania tego artykułu nic nie wiedziałem o filmie „Nie patrz w górę”. Dopiero w trakcie nad nim pracy obejrzałem dzieło Adama McKaya i natychmiast ogarnęły mnie wątpliwości. Film to uderzenie pięścią prosto w twarz, a jego najważniejszy przekaz wydaje się oczywisty. Pomyślałem więc, że pisanie tekstu, który jest wyrazem mojego niepokoju wobec faktu drastycznego osłabienia wpływu naukowego światopoglądu na nasze życie, nie ma po prostu sensu. Gorzka komedia „Nie patrz w górę” pokazała to aż nadto dobitnie. Ale kiedy na portalach społecznościowych pojawiły się liczne komentarze (nawet recenzje) i zachwyty na temat tego filmu, pochodzące od osób, które z nauką mają niewiele wspólnego, nauki nie rozumieją, ba – których codzienna działalność i publikacje w necie, mówiąc delikatnie, dalekie są od myślenia naukowego, zacząłem się zastanawiać: czy główne przesłanie tego dzieła w ogóle zostało zrozumiane lub też raczej, czy mogło w jakikolwiek sposób poruszyć umysły ludzi żyjących mentalnie dokładnie w tym samym świecie, co świat przestawiony w „Nie patrz w górę” i przesiąkniętych na wskroś tymi samymi narracjami? Oburza nas hejt, manipulacje mediów, polityki rządów kierujących się wyłącznie interesem własnym. Równocześnie podzielamy rzeczywistość, w której gra pozorów, iluzje, autokreacja, narcyzm oraz głupota to chleb powszedni i sami codziennie dokładamy do tego bagienka coś od siebie. Szybko przestałem się więc łudzić, że film McKaya zmieni cokolwiek. Zostanie, jak wszystko to, co jest wytworem kreacji i niesie jakiś ważny przekaz, przerobiony na medialno- fejsbukową papkę bzdur, banałów i sloganów lub stanie się dla niektórych okazją do pokazania innym własnej wrażliwości i inteligencji – słowem kolejną sposobnością do pompowania własnego ego. Nie jestem w tej kwestii optymistą i finał obrazu „Nie patrz w górę” jest dla mnie nie tylko ostrzeżeniem, ale całkiem realnym scenariuszem w świecie, w którym nauka przestanie nas w ogóle obchodzić. Czy jednak nie przesadzam odrobinę ? Sięgnijmy zatem po fakty.

Fakty

Początków naukowego podejścia do badania świata trzeba szukać w V wieku p.n.e. w Milecie, mieście w którym działali filozofowie Tales i jego uczniowie Anaksymander i Hekatajos. To oni, prawdopodobnie jako pierwsi zrozumieli, że poprzez obserwacje i wykorzystanie rozumu, a przede wszystkim myślenie krytyczne, możliwe jest wielokrotne rewidowanie obrazu świata i poznawanie jego ukrytych aspektów. Pojęli też, że nie możemy przyjmować wszystkiego na wiarę, bowiem – jak pisał Hekatajos: „księgi Greków są pełne sprzeczności i niedorzeczności”. Sam też podjął próbę zweryfikowania jednej z nich, kiedy to udał się na przylądek Tajmaron (obecnie Matapan), z którego – według legendy – Herakles zstąpił do Hadesu i nie odnalazł tam żadnego podziemnego tunelu, czy innego wejścia do „krainy umarłych”. Być może był to jeden z pierwszych naukowych eksperymentów, w którym udało się sfalsyfikować powszechnie znaną i akceptowaną wówczas opowieść. Legenda okazała się fałszywa. Bez wątpienia grecka filozofia starożytna (także ta późniejsza) wywarła ogromny wpływ na sposób myślenia ludzi o świecie i badania rzeczywistości, przyczyniając się znacząco do poszerzania naszej wiedzy. Musiały jednak minąć dziesiątki wieków (z których większa część to regres i całkowity zanik myślenia naukowego) zanim ludzkość stała się gotowa mentalnie i technicznie do rzetelnego badania rzeczywistości.

Wiek XX należy do okresu fundamentalnych dla naszego rozumienia świata i jego aspektów, odkryć naukowych (odkrycie modelu budowy atomu, mechaniki kwantowej, rozszyfrowanie ludzkiego genomu). To czas prawdziwego rozkwitu wiedzy naukowej i techniki, czas nowoczesnych, opartych na dowodach rozwiązań technologicznych, społecznych i medycznych, dzięki którym żyjemy dziś w świecie bardziej bezpiecznym i wygodnym. Niemal wszyscy korzystamy na co dzień i na każdym kroku z dorobku nauki. Wydawać by się zatem mogło, że naukowy światopogląd głęboko i na stałe wniknął w nasze umysły, stając się podstawą myślenia o rzeczywistości, refleksji i podejmowanych decyzji. Tymczasem z badań wynika, że drastycznie rośnie przepaść dzieląca opinie popularne od odkryć nauki (patrz dyskusje w Science, Proccedings o the National Academy of Science). 89% amerykanów wierzy w osobowego Boga , a 45% z nich wierzy, że człowiek został stworzony przez Boga w obecnej postaci. Przeszło 30% populacji wątpi w to, że zmiany klimatyczne są wynikiem działalności człowieka, a połowa nauczycieli w Rumunii i Maroku ma poglądy kreacjonistyczne, które przekazuje swoim uczniom. Ze wstępnych badań wynika, że w Polsce 8-10% ludzi, nigdy się nie zaszczepi przeciw COVID-19 (prawie połowa Polaków jest niezaczepiona, z czego 30 % nie jest zdecydowana). Jednocześnie wielu celebrytów, ale też ludzi związanych z nauką, otwarcie kwestionuje istnienie pandemii i – nie przebierając w środkach – krytykuje szczepienia. Aktorka Izabela Miko straszy np. zgonami zaszczepionych pacjentów, piosenkarka Edyta Górniak (znana ze swoich antynaukowych poglądów) twierdzi, że „to nie jest zwykła szczepionka” i sama „dopóki żyje nigdy się nie zaszczepi”. Były główny inspektor sanitarny dr. Zbigniew Hałat uważa, że szczepionki przeciw COVID-19 są „eksperymentalną terapią genową”, a psychiatra dr. Katarzyna Rutkowska przyklaskuje tej tezie twierdząc, że są to preparaty genetyczne, które dużo głębiej ingerują w nasz organizm. Takich wypowiedzi można znaleźć w mediach znaczne więcej, a wszystkie opierają się na argumentach silnie emocjonalnych, trafiających w umysły ludzi znacznie celniej i trwalej, niż argumenty racjonalne (poparte rzetelnymi dowodami).

Wątpliwości

Jeszcze niespełna dekadę temu niemal powszechnie przyznawano nauce status wiodący w naszym życiu. Lukasz Jach w swojej książce „Nauka jako obiekt kultu” pisze, że „obecnie odkrycia naukowców ciekawią ludzi niekiedy bardziej niż kroniki kryminalne, a sama nauka stała się wręcz czymś, co określić można przymiotnikiem „sexy” — popularnym tematem rozmów, poruszającym wyobraźnię, czasami wręcz podniecającym”. Pisarz i znany popularyzator nauki Johna Brockman wychodzi w swoich publikacjach (2008 rok) ze śmiałą propozycją, by badacze reprezentujący nauki empiryczne zajęli we współczesnym świecie miejsce tradycyjnych elit intelektualnych (a zatem filozofów, etyków, kapłanów, czy działaczy społecznych) i — nadając bardziej aktualne znaczenie temu, kim i czym jest człowiek — przyczyniali się do tworzenia nowego, opartego na wynikach badań naukowych społeczeństwa. Dziś tego typu sugestie wydają się mocno naiwne, biorąc pod uwagę współczesne trendy – upadek autorytetów i znaczenia wiedzy eksperckiej, widoczne aż nadto wyraźnie w mediach i w portalach społecznościowych.

Wielu naukowców i ludzi zajmujących się popularyzacją nauki trąbi na alarm przed rosnąca ignorancją i rozpowszechniam się pseudonaukowych teorii. Obserwuje się w świecie wzrost irracjonalności, co zdaniem fizyka M.Hellera nie wróży dobrze na przyszłość. Tom Nichols w swoim śmiałym artykule „Agonia wiedzy. Koniec ekspertów. Śmierć elit” (wydanie 7 kwartalnika opinii Nowe Media) twierdzi, że powoływanie się na wiedzę wywołuje dziś w pewnych kręgach eksplozję gniewu, argumentowaną przekonaniem, że eksperckość to przejaw elitaryzmu i próba stłumienia dialogu oraz prawa każdej jednostki do wyrażania własnych opinii. Według autora, jesteśmy świadkami agonii wiedzy, która – jego zdaniem – „ma ten przewrotny skutek, że w braku rzeczywistych ekspertów każdy czuje się ekspertem we wszystkim”. Google, blogi, Wikipedia – to wszystko sprzyja zacieraniu się granicy pomiędzy wiedzą i profesjonalizmem, a laikami. Rzetelna wiedza naukowa przestaje kogokolwiek obchodzić. Lukasz Łamra w nagrodzonej książce (Nagroda Znaku i Hestii im. Józefa Tischnera) „Światy równoległe” ujawnia szerzące się współcześnie bzdury, takie jak między innymi: powiększanie biustu za pomocą hipnozy, teorie płaskiej Ziemi i wiele innych. Z kolei w trzech tomach „Zakazanej psychologii”, psycholog dr Tomasz Witkowski obnaża liczne pseudonaukowe teorie w swojej dziedzinie wiedzy. Nie trzeba sięgać po książki (choć może jednak warto), wystarczy zajrzeć na portale internetowe, by szybko zdać sobie sprawę z gigantycznego poziomu ignorancji społecznej i ogromnej podatności ludzi na wszelkie bzdury, fake newsy i pseudoteorie (przy czym ani poziom inteligencji, ani wykształcenia nie stanowi skutecznej ochrony przed taką podatnością).

Na ciąg dalszy zapraszam do kolejnego wydania Tygodnika DB 2010.

Marek Gawroń

Od redakcji: autor jest psychologiem – terapeutą, coachem, ekspertem w wielu krajowych i międzynarodowych projektach badawczych oraz rozwojowych. Publikował w czasopismach naukowych z zakresu psychologii emocji, empatii i relacji terapeutycznych. Prowadzi prywatny gabinet. Kontakt: margaw@op.pl.

REKLAMA

REKLAMA