https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Janusz Bartkiewicz odpowiada oficerowi prasowemu wałbrzyskiej policji

Janusz Bartkiewicz odpowiada oficerowi prasowemu wałbrzyskiej policji

Zgodnie z zapowiedzią z ubiegłego tygodnia, pozwalam sobie na skomentowanie odpowiedzi Oficera Prasowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrezychu – podkomisarza Marcina Świeżego, która zapewne mocno usatysfakcjonowała jego przełożonych, a sądzę, że i sam jest z niej wielce zadowolony, ale mnie – niestety – pogrążyła w smutku. A smutno mi się stało z tego powodu, że zostałem potraktowany jak nachalny ignorant, co to da się zwieść byle rzuconym mu słowem. Otóż nie, Panie Rzeczniku. Być może nie wie Pan, ale jestem nie tylko upierdliwym reporterem Tygodnika DB 2010, ale też emerytowanym, wyższym oficerem policji, który w tej robocie przysłowiowe zęby zjadł i – co w tej sprawie ma niebagatelne znaczenie – prawnikiem z wykształcenia, które uzyskałem w czasach, kiedy prawo się studiowało, a nie zliczało się tylko egzaminacyjne testy. Aby jednak Czytelnik mógł się dokładnie zorientować w czym rzecz, zaprezentuję postawione pytania, z których pierwsze dotyczyło opisywanych w Tygodniku DB 2010 w (nr 14/525 i 15/526) przypadków wysyłania do służby funkcjonariuszy lub nakazywania podejmowania innych działań służbowych w sytuacjach zagrażających im zarażeniem się koronawirusem. Zapytałem też, czy prawdą jest, że wobec przełożonych tych funkcjonariuszy zostały wszczęte postępowania dyscyplinarne, ale po uznaniu ich winnymi, Komendant Miejski Policji w Wałbrzychu odstąpił od ukarania ich i okazało się, że sytuacja taka miała miejsce. Ta odpowiedź od razu utwierdziła mnie w przekonaniu, że policjanci skarżący się i proszący o pomoc wszystkich, którzy pomocy mogą udzielić, mają słuszne pretensje i żal o to, że traktowani są jak pańszczyźniani chłopi w folwarku. Aby słowa moje nie były gołosłowne, przywołam więc pewne przepisy z Ustawy o Policji, które regulują wszystkie sprawy związane z postępowaniem dyscyplinarnym.

Zgodnie z art. 135j tej ustawy, przełożony dyscyplinarny (tu komendant miejski) może – po uznaniu winy funkcjonariusza – odstąpić od wymierzenia kary, ale pod pewnym, bardzo istotnym warunkiem: stopień szkodliwości dla służby nie jest znaczny, a właściwości i warunki osobiste policjanta oraz dotychczasowy przebieg służby uzasadniają przypuszczenie, że pomimo odstąpienia od ukarania będzie on przestrzegał dyscypliny służbowej oraz zasad etyki zawodowej. Czyli komendant miejski policji uznał, że narażenie zdrowia (i życia) wielu funkcjonariuszy, ich rodzin i bliżej nieokreślonej liczby mieszkańców Wałbrzycha oraz powiatu, a także komplikacje w grafikach pełnionej służby (zwolnienia chorobowe, kwarantanny), to tylko taki mały pikuś. I już nie tylko wałbrzyscy policjanci, ale i ja, wiem dokładnie, w którym miejscu ma ich pan komendant. Tym bardziej, że owi policjanci (a dzięki niektórym z nich i ja) wiedzą, że warunki osobiste tego przełożonego oraz dotychczasowy przebieg służby i przestrzeganie etyki zawodowej są tego rodzaju, iż każdy inny szeregowy policjant z miejsca wyłapał by pajdę z najwyższej półki, nie wspominając o innych konsekwencjach prawnych. Wiadomo jednak, że w sprawie „covidowej” toczy się w Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy postępowanie i ciekawi mnie jak w przypadku uznania winy tegoż przełożonego, prokuratura potraktuje samego komendanta, który prawdopodobnie dopuścił się czynu określonego w kodeksie karnym jako przestępstwo niedopełnienia obowiązków służbowych.

Kolejne dwa pytania dotyczyły bandyckiego napadu z użyciem niebezpiecznego narzędzia, który miał miejsce około godziny trzeciej w nocy na terenie Podzamcza, niedaleko zresztą Komisariatu I Policji w Wałbrzychu i dziwnej co najmniej zmianie kwalifikacji tego czynu, na lekki uszczerbek na zdrowiu, co mnie (jako prawnikowi i byłemu policjantowi kryminalnemu) wydaje się po prostu jawną kpiną z prawa i z pokrzywdzonego tym czynem człowieka. Pisałem o tym dosyć szczegółowo w nr 35 Tygodnika DB 2010 z 23 września („O kuchnia Olek”) dlatego z wielkim zaciekawieniem czekałem na odpowiedź Oficera Prasowego KMP w Wałbrzychu.

No i doczekałem się, ale zamiast rzeczowej informacji, Pan Rzecznik potraktował mnie zwykłym „ble ble ble”, z którego praktycznie nic nie wynika, poza tym, że Pan Rzecznik uważa mnie za wspomnianego na wstępie ignoranta. Otóż szanowny Panie Rzeczniku, musi Pan wiedzieć, że gdybym chciał się dowiedzieć jakie są procedury obowiązujące dyżurnego oficera jednostki, to bez trudu znalazłbym wszelkie niezbędne przepisy tego dotyczące w Internecie, więc pańskie obszerne informacje o obowiązujących procedurach są dla mnie – proszę się nie obrażać – naprawdę tylko śmiesznie i zgoła dziecinne. Ale już śmiesznym nie jest to, że dopuszcza się Pan podawania – w odpowiedzi na zapytanie prasowe – nieprawdy, przy czym użyty przeze mnie zwrot, jest w tym przypadku wielkim eufemizmem. Musze więc Pana poinformować, że z osobą napadniętą rozmawiałem kilka razy i doskonale wiem, że po zszyciu mu w szpitalu odniesionej rany, został dowieziony do Komisariatu I i tam przesłuchany przez policjantów, którzy w protokole przyjęcia zawiadomienia o przestępstwie i w protokole przesłuchania w charakterze świadka (pokrzywdzonego), ów czyn przestępczy zakwalifikowali jako tzw. rozbój z dwójką, czyli napad rabunkowy z użyciem niebezpiecznego narzędzia. I to na podstawie tych dokumentów procesowych, dyżurny Komisariatu I Policji w Wałbrzychu przesłał stosowny meldunek oficerowi dyżurnemu Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Taki sam meldunek został też wysłany do oficera dyżurnego KWP przez dyżurnego Komisariatu II Policji w Wałbrzychu, po tym jak kilka dni wcześniej, tak samo opisany mężczyzna i również używający noża do tapet (przez kierownictwo KMP zwanego urządzeniem do regulacji długości tapety), dokonał napadu rabunkowego na kobietę, która nad ranem ul. Gdyńską wracała z pracy. I też tym nożem zranił ją w rękę, co w Komisariacie II zakwalifikowano jako czyn określony w art. 280 § 2 k.k. W moim przekonaniu ta właśnie kwalifikacja spowodował, że ktoś z KMP nakazał post factum zmianę tej kwalifikacji, aby poprawić statystykę kryminalną wałbrzyskiej komendy miejskiej, bo niewykryte napady z użyciem niebezpiecznego narzędzia w komendzie wojewódzkiej są niemile widziane. Tylko, że taka kreatywna statystyka to przestępstwo i czy aby nie dlatego sprawą tą zainteresował się wrocławski oddział Biura Spraw Wewnętrznych, który niedawno nagle nawiedził wałbrzyską komendę? Bo jakoś mi się nie chce wierzyć, aby panowie z BSW zostali przekonani, że to komendant Komisariatu I miał uprawnienia do zmiany kwalifikacji, co ewentualnie można uczynić po przeprowadzeniu podstawowych czynności procesowych, ale nie na podstawie „widzi mi się” komendanta. Obojętnie czy komisariatu, czy komendy miejskiej. Opowieści o tym, że zmiana kwalifikacji na art.157 §1 kk w żaden sposób nie wpłynie na proces wykrywczy są po prostu głupie, bo tak samo przyjęcie art. 280 §2 na proces ten wpływu żadnego również mieć nie powinno. Tak więc jedyną logiczną przyczyną zmiany kwalifikacji była chęć poprawienia statystki, o czym już wspomniałem.

Na koniec muszę Pana Rzecznika trochę podszkolić, aby wiedział (i przekazał swoim przełożonym), że kiedy ktoś chce komuś odebrać jakąś rzecz i aby swój zamiar zrealizować używa (grozi użyciem) jakiegokolwiek niebezpiecznego narzędzia, to wcale nie musi rzeczy tej nawet ręką dotknąć. I jeżeli napadnięty od razu ucieknie i swojej własności nie odda, to i tak mamy zdarzenie z art.280 §2, tylko że poprzedzone art. 13 § 1 kk, czyli usiłowanie dokonania takiego napadu. A rozbój ma się do lekkiego uszkodzenia ciała tak samo, jak odpowiedź Pana Rzecznika do rzetelnie udzielonej informacji.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

PS.

Od dłuższego czasu wałbrzyscy policjanci alarmują, kogo mogą i gdzie tylko mogą o tym, co dzieje się w Komendzie Miejskiej Policji w Wałbrzychu. A dzieje się bardzo źle, dlatego też alarmujące pisma wysyłają do Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu i Komendy Głównej Policji oraz do prokuratury z nadzieją, że ktoś wreszcie poważnie się zabierze, aby policyjną wałbrzyską stajnię Augiasza wreszcie wyczyścić. Informują również i mnie, mając świadomość, że Tygodnik DB 2010 czyta co najmniej kilkanaście tysięcy mieszkańców (nie tylko) Wałbrzycha, przez co – być może – tych wszystkich nieprawidłowości nie da się bezkarnie zamieść pod dywan. I dlatego też do problemów zgłaszanych przez policjantów będziemy jeszcze wielokrotnie powracać na naszych łamach.

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA