https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Tragifarsy odsłona pierwsza

Tragifarsy odsłona pierwsza

Tak jak się spodziewałem, kierownictwo Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu wyniosłym milczeniem zareagowało na moje felietony poświęcone temu, co w tej instytucji – publicznej przecież – się dzieje. W sumie to jestem z tego zadowolony, bo gdybym nie opisywał prawdy, to reakcja powinna być natychmiastowa, więc mam podstawy do stwierdzenia, że milczenie jest potwierdzeniem. To, że kierownictwo milczy, nie oznacza, że tak samo postępują ich aktualni lub byli podwładni, którzy niekiedy są lub byli traktowani jak… poddani. Mogę śmiało tak twierdzić, ponieważ nadal dopływają do mnie różne informacje, potwierdzające taki stan rzeczy. Ponieważ czekam na efekty prowadzonego w Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy dochodzenia, na razie zawieszam komentowanie skrywanych w KMP wydarzeń, dotyczących zwyczajów panujących wśród kadry kierowniczej (oczywiście nie całej) tej jednostki. Podejrzewam jednak, że nic się nie zmieni, ponieważ pracujący tam funkcjonariusze będą zaciskać zęby i milczeć, aby się nikomu nie narazić i roboty nie stracić, co rozumiem z uwagi na to, że rządzący rzucili nowe „pincet plus” dla policjantów w postaci takiej podwyżki (na rękę, czyli netto), o czym dowiedziałem się z mediów. I słusznie, bo ta podwyżka, cytując klasyka (klasyczkę?) „im się po prostu należała”, chociaż w obecnie panującej sytuacji politycznej, wygląda mi to na zwyczajną próbę kupienia sobie przychylności funkcjonariuszy, którym od wielu lat o podwyżkach uposażenia kazano zapomnieć. Rządzący czują, że nadchodzą gorące czasy i chcą mieć pewność, że funkcjonariusze staną za nimi murem, tak jak uboga część społeczeństwa, wyznająca zasadę, „uni dajo”. Ano „dajo”, tylko że może się okazać, iż „zażądajo” od nich zbyt wiele. W przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej rozrzuconych to tu to tam kropek, które jednak dosyć łatwo połączyć jedną linią, pozwalającą mi domniemywać prawdziwe intencje rządzącej partii politycznej, a na pewno jej bardzo ścisłego, bo jednoosobowego, kierownictwa. Przedstawię tu kierunek moi domniemań, opierając się na faktach, o których ostatnio w przestrzeni medialnej głośno.

Na pierwszy ogień idzie oczywiście wprowadzenie jednego ze stanów nadzwyczajnych, na co się nie zdecydowano w czasie szalejącej pandemii, chociaż istniejąca sytuacja epidemiologiczna tego jak najbardziej wymagała. Można też było skorzystać z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP i wprowadzić pewne ustawowe zakazy lub nakazy, które zmuszałyby ludzi do określonego zachowania, na przykład w zakresie obowiązku noszenia tzw. maseczek. Wówczas policjanci nie łamaliby prawa nakładając mandaty za ich brak, ponieważ – jak się słusznie okazuje – sądy masowo takie mandaty (i inne dotyczące np. wolności zgromadzeń) uchylają, ponieważ ministerialnymi zarządzeniami nie można łamać konstytucyjnych praw i wolności obywatelskich, o czym mowa w ust. 1 i 2 wspomnianego art. 31. I gdyby się tak stało, to nikt nie byłby narażany na złapanie koronawirusa od różnych – przepraszam za ostrość wyrażenia – prymitywnych buraków, wchodzących do publicznych lokali bez tej osłony na twarzy. I nic takim prostakom zrobić nie można, bo ustawowego obowiązku jak nie było, tak nie ma. Tak samo jak nie ma lekarstwa na chamstwo i głupotę, z jaką się np. spotkałem ostatnio na stacji paliw Orlenu przy ul. Wieniawskiego, gdzie jeden z takich buraków na zwróconą mu uwagę (i jego żonie) o konieczności noszenia maseczki na terenie tego obiektu, zagroził mi doniesieniem „na policję”, że się agresywnie zachowuję. I nawet zrobił mi zdjęcie, chociaż ja na twarzy maseczkę miałem. Ot, buraczana inteligencja. Zresztą, aby mu ułatwić to doniesienie i identyfikację mojej osoby, maseczkę na chwilę z twarzy zdjąłem.

Ale ad rem. Wprowadzenie stanu nadzwyczajnego w przygranicznym z Białorusią pasie nie miało żadnego faktycznego uzasadnienia, bo jeżeli nawet Straż Graniczna nie dawała sobie rady z falą imigrantów, zwożonych nad granicę przez reżim Łukaszenki, to wystarczyłoby nad tę granicę skierować duże siły wojskowe, aby ją uszczelnić, nawet bez potrzeby stawiania niebezpiecznych dla ludzi i zwierząt kolczastych zasieków. Jednak stan wyjątkowy wprowadzono, a ilość nielegalnych przekroczeń rośnie lawinowo, o czym donoszą same władze, a także niemieckie media, które informują ilu takich imigrantów, którzy przekroczyli biołorusko-polską granicę, ujawnia się w Niemczech, prosząc o międzynarodową opiekę. I Niemcy ich do Polski (chociaż mogliby) nie deportują, tylko tą opieką otaczają i umieszczają w specjalnych ośrodkach i nikt z nich tam z głodu, zimna i wycieńczenia nie umiera. Muszę tu od razu zaznaczyć, że jestem absolutnie za tym, aby polskich granic przed takim imigranckim zalewem chronić, ale też jestem absolutnie za tym, aby przy tej okazji nie naruszać obowiązującego w Polsce międzynarodowego prawa, bo kiedy takim nieszczęśnikom uda się granicę przekroczyć, to nie wolno ich zwozić ponownie nad granice i wypychać ich na białoruską stronę. Wspomniane prawo (liczne konwencje i pakty) tego zabraniają, a ostatnio Straż Graniczna cynicznie się do tego przyznaje, ponieważ opiera się na – niezgodnym z konstytucją – zarządzeniem ministra Macieja Wąsika. Ponadto w Sejmie leży projekt ustawy na takie zachowanie zezwalający. To będzie kolejny atut dla Komisji Europejskiej, uzasadniający konieczność wstrzymania miliardów euro dopłat z europejskiego Funduszu Odbudowy, przy zastosowaniu klauzuli „pieniądze za praworządność”. Wprowadzenie stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym ma faktycznie jeden zasadniczy cel, który nawet dla ślepego i głuchego jest widoczny i słyszalny. Chodzi o to, aby do tej strefy przygranicznej nie dopuścić dziennikarzy, którzy mogliby relacjonować, co się tam dzieje i co rządzący tam wyprawiają. Bo poza dziennikarzami nie dopuszcza się tam też pomocy medycznej, prawnej, Caritasu, PCK itp., co jest jawnym i niesamowicie cynicznym naruszeniem wszelkich obowiązujących Polskę konwencji międzynarodowych.

Po co więc rządzącym taka niebezpieczna gra? Jestem przekonany, że jest to testowanie zachowań społecznych na wprowadzenie stanu wyjątkowego, na wypadek niepomyślnych dla nich, a zbliżających się, wyborów parlamentarnych. Dlatego w Sejmie leży już projekt zmiany regulaminu sejmowego, dotyczący trybu i zasad przedłużenia stanu wyjątkowego, gwarantujący rządzącym bezpieczną większość w postaci nawet jednego tylko głosu. Bez debaty i wniosków o odroczenie, czy zamknięcie posiedzenia. Aby stworzyć odpowiednią atmosferę społeczną, minister Mariusz Kamiński zdecydował się już kolejny raz na złamanie prawa i podczas sławetnej, a niedawnej konferencji, ujawnił tajne informacje operacyjne, prezentując przy okazji zdjęcia o charakterze pornograficznym, jakie w efekcie działań operacyjnych uzyskano z aparatów fotograficznych uchodźców. Jest to złamanie prawa, bo aby tak można było postąpić, przeciwko tym ludziom musiałyby toczyć się indywidualne sprawy karne, a na kopiowanie „zasobów” telefonów komórkowych musiałoby być wydane indywidualne postanowienia prokuratury. A takich postępowań nie ma i nie ma takich postanowień. Minister Kamiński i Wąsik mogą się jednak czuć bezpiecznie, bo już raz prezydent Andrzej Duda, z chęci „ulżenia sądom”, tych panów ułaskawił, przyznając tym samym, że dopuścili się zarzucanych im przestępstw, za które zresztą zostali skazani wyrokami sądowymi. No cóż, wiadomo od dawna, że historia lubi się powtarzać, tyle jeno, że już w postaci tragifarsy. Tragifarsy bardzo dla Polaków i Polski niebezpiecznej. Temat ten dokończę w kolejnym wydaniu.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA