https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

O kuchnia Olek!

O kuchnia Olek!

Wygląda na to, że temat aktualnej kondycji wałbrzyskiej policji zajmie mi trochę czasu, co zapewne wywoła emocjonalne napięcie w jej tutejszych decydentach i niektórych innych obecnych oraz byłych funkcjonariuszach, ale jak mniemam (a mam ku temu podstawy), w zdecydowanej większości z nich wywoła uczucie satysfakcji, że ktoś wreszcie opowie historie, które się w tej formacji nigdy dziać się nie powinny. Wszystko co piszę i jeszcze napiszę, opiera się na informacjach, jakie docierają do mnie od byłych i aktualnych funkcjonariuszy, którzy z wielu różnych powodów – aczkolwiek nie zawsze dla mnie zrozumiałych – wolą pozostawać anonimowi, co oczywiście nie powoduje, że przez to są dla mnie niewiarygodni.

Po publikacji w ubiegłym tygodniu felietonu „Wałbrzyski folwark policyjny”, skontaktowało się ze mną dwóch byłych już funkcjonariuszy, którzy nie byli w stanie znosić dłużej roli pomiotła przełożonych i tego, co oni w „firmie” wyprawiają, przez co zdecydowali się na odejście, chociaż mogli jeszcze skutecznie służyć obywatelom przez wiele lat. I nie był to kontakt anonimowy, bo spotkaliśmy się osobiście i sporo czasu przegadaliśmy, co pozwoliło mi utwierdzić się w przekonaniu, że policjanci piszący do mnie nie mijali się z prawdą. Zresztą pisali nie tylko do mnie, ale też – w takiej samej formie – powiadomili Prokuraturę Rejonową w Wałbrzychu, która z uwagi na zrozumiałe kontakty z ważnymi funkcjonariuszami z miejscowej komendy, przekazała sprawę do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, gdzie wszczęto stosowne dochodzenie, obejmujące tematy poruszone przeze mnie w wspomnianym wyżej felietonie. Muszę się przyznać, że początkowo byłem zdumiony tym faktem, ponieważ znałem treść anonimowego zawiadomienia, które owi policjanci mieli zamiar wysłać, więc przekazałem im swoją opinię, że zawiadomienie w takiej formie może nie zostać przez organa ścigania przyjęte. Przekazując tę opinię kierowałem się wiedzą, że spośród różnorodnych informacji o popełnieniu przestępstwa, kodeks postępowania karnego wyraźnie wymienia jedynie zawiadomienie o przestępstwie i w świetle jego przepisów, anonimu nie można uznać za takie zawiadomienie. Nie byłem i nie jestem prokuratorem, wobec czego nie znałem treści obowiązującego obecnie „Regulaminu wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury”, który w paragrafie 121 stanowi, że na podstawie anonimu dopuszczalne jest wszczęcie dochodzenia lub śledztwa, jednakże dopiero po uprzednim sprawdzeniu przytoczonych w nim okoliczności, a w razie niepotwierdzenia podanych w nim informacji, treści anonimowego zawiadomienia pozostawia się bez nadania biegu. Tak więc sam fakt wszczęcia śledztwa (obejmującego 6 wątków, w tym dwa dotyczące spraw „covidowych”) dowodzi, że anonimowe informacje zostały przez prokuraturę, w dozwolonym dla niej sposobie, wstępnie sprawdzone. Cieszy mnie to, ale zawsze pamiętam, powtarzaną mi przez moich rodziców maksymę, abym nie chwalił dnia przed zachodem Słońca, poczekam więc do czasu postawienia zarzutów osobom objętym tym śledztwem. No bo jeżeli prokuratura wstępnie potwierdziła prawdziwość anonimowych informacji, to chyba nie po to, aby następnie śledztwo umorzyć, bo byłoby to dosyć dziwne wydarzenie, mogące rodzić rożne jakieś skojarzenia. Tak więc poczekajmy na „zachód Słońca”.

W felietonie „Wałbrzyski folwark policyjny” przywołałem jedno zdanie z maila, którego otrzymałem od funkcjonariuszy z wałbrzyskiego garnizonu: „Podczas służby kazał fałszować dokumentację, nie przyjmować zgłoszeń o przestępstwach gdzie sprawca jest nieznany, a takie zgłoszenia ewidencjonowane były w oddzielnym zeszycie, nigdzie nie zarejestrowanym i dopiero kiedy przypadkiem ustalono sprawcę, kontaktowano się z osobą zgłaszającą, dzięki temu miał (…) najlepszą wykrywalność w Polsce”. Nie mam wątpliwości, że takie postępowanie jest czynem karalnym na podstawie art. 56 ust. 1 ustawy z 29.06.1995 r. o statystyce publicznej, zagrożonym karą grzywny, ograniczenia wolności albo karą pozbawienia wolności do lat dwóch. Z czymś takim osobiście zetknąłem się chyba w połowie lat 90-tych, kiedy ówczesny komendant jednego z wałbrzyskich komisariatów zbierał na odprawach służbowych ciągłe pochwały od komendanta wojewódzkiego, który owego komendanta stawiał innym za przykład, chwaląc go za to, iż kierowana przez niego jednostka osiąga stały spadek dynamiki przestępstw kryminalnych przy znacznym wzroście ich wykrywalności. Bomba wybuchła, kiedy „wkurzony” komendant jednego z komisariatów, w wiadomy dla siebie (i dla mnie) sposób, odkrył na czym polega sukces owego „bohatera” komendanckich pochwał. Otóż miał on własny sposób osiągania takich wyników, „ochrzczony” później przez wałbrzyskich policjantów patentem z nazwą jednego z miesięcy. Pomysł polegał na tym, że np. wszystkie przypadki kradzieży samochodów (co wówczas było naszą zmorą) dokonanych jednej nocy na terenie objętym działaniem „jego” komisariatu, kazał rejestrować pod jedną liczbą tzw. RSD (rejestr spraw dochodzeniowych) jako jedno przestępstwo o charakterze ciągłym. Było to bardzo korzystne, bo statystyczna liczba przestępstw nie rosła, a po wykryciu sprawców jednej z kradzieży, dochodzenie zostało zamykane jako wykryte i statystyczny procent wykrywalności szybował pod niebiosa. Sprawa się rypła, prokuratura wszczęła dochodzenie, które następnie jedna z wyjątkowo sprzyjających mu prokuratorek umorzyła z powodu niskiej szkodliwości czynu. Było tajemnicą poliszynela, dlaczego tak postąpiła, ale nie ma co wracać do starych spraw, kiedy szykują się nowe.

Otóż w nocy z 12 na 13 września 2021 r., w niezbyt odległym od I komisariatu miejscu na wałbrzyskim Podzamczu, doszło do napadu z użyciem niebezpiecznego narzędzia (najprawdopodobniej był to ostry nóż tapicerski), w czasie którego sprawca, chcąc „zdobyć” telefon komórkowy napadniętego, nożem tym zadał mu cios w okolicę piersi. Napadnięty, wobec realnego zagrożenia życia i zdrowia, podjął obronę, w efekcie czego został poważnie raniony w lewe przedramię, co wymagało interwencji chirurgicznej w postaci zszycia rany ciętej. Po zgłoszeniu napadu, policjanci (prawdopodobnie z Komisariatu I) podjęli szybką interwencję, ale napastnika nie udało się zlokalizować i ująć. Napadnięty mieszkaniec Wałbrzycha został jeszcze nocą przesłuchany i przyjęto od niego zawiadomienie o rozboju, który miał miejsce na jego osobie (art. 280 § 2 k.k.), co w zasadzie należało faktycznie uznać za usiłowanie (art. 13 kk) przestępstwa tego rodzaju. Usiłowanie jest jednak ścigane tak samo jak dokonanie przestępstwa, a więc zdarzenie to statystycznie należało przypisać do I kategorii przestępstw, a więc tych najgroźniejszych. I – według mojego informatora – zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Otóż na drugi dzień, na podstawie polecenia płynącego z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, miało dojść do zmiany kwalifikacji czynu z art. 280 § 2 k.k. na dwa różne czyny określone w art. 157 § 2 k.k. i 119 § 1 kodeksu wykroczeń. Czyli lekkie uszkodzenie ciała w celu dokonania kradzieży telefonu o wartości poniżej 500 zł. I już groźne przestępstwo usiłowania rozboju, ktoś dbający o statystyczne wyniki całej KMP, ma z głowy. Aby zdarzenie to wyglądało mniej niebezpiecznie, to użyte narzędzie zostało określone jako „przyrząd do regulacji długości tapety”. Prawda, że brzmi to bardziej przyjaźnie? O kuchnia olek! Jakiż to kucharczyk w tejże kuchni gotuje, panowie (i panie) policjanci?!

Ciąg dalszy nastąpi.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

P.S. Do zamknięcia tego wydania Tygodnika DB 2010, Oficer Prasowy KMP nie udzielił mi odpowiedzi na pytania zadane w powyższym temacie.

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA