https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Zbytek cnoty

Zbytek cnoty

Wiele się ostatnio wydarzyło, wszystko chciałoby się opisać, a miejsca brak, więc – siłą rzeczy – ograniczę się do wydarzenia najważniejszego, czyli tego, które mnie najbardziej zbulwersowało, doprowadzając do przysłowiowej białej gorączki. Chodzi mi o wręcz niebywałą historię, która rozegrała się w ubiegłym tygodniu w Sejmie. Stare (a może nawet starożytne) chińskie przekleństwo „obyś żył w ciekawych czasach” właśnie na naszych oczach nabiera właściwego sobie znaczenia, albowiem ja sam, jak i coraz większa rzesza moich rodaków i współobywateli ma tego pecha, że czasy spokojnego, a więc „nieciekawego” życia mamy już za sobą. Bo „czasy ciekawe”, w rozumieniu tego przekleństwa, to okres, w którym szybko następujące zmiany, powodują brak stabilizacji i pewności jutra. I taki okres fundował nam prezes Jarosław wraz z towarzystwem wzajemnej adoracji, które otoczyło go szczelnym murem. Tak szczelnym, że zdaje się już dawno odleciał od rzeczywistości, karmiony propagandową papką, serwowaną mu przez innego Jarosława, którego fraza o tym, że „ciemny lud wszystko kupi” długo nie zostanie zapomniana. Kierowana przez tego innego Jarosława telewizja PiS, karmi więc ten ciemny lud, a przy okazji tego Jarosława pierwszego, który tym, co ciemnym ludem nie są, życie najobrzydliwiej uprzykrza.

Minister Czarnek, jeden z jego rycerzy, walczący o średniowieczne cnoty niewieście, tak się w swych kłamstwach oswoił, że nawet nie ma wstydu publicznie (bo w telewizji) kłamać, że Marszałek Sejmu Witek (zapewne, w rozumieniu tegoż Czarnka, bardzo cnotliwa niewiasta), po tym jak Sejm przegłosował przerwę w obradach do 2 września, na zapleczu Sejmu skonsultowała się z pięcioma prawnikami konstytucjonalistami, którzy zapewnili ją, że może przeprowadzić reasumpcję głosowania, ponieważ posłowie przy naciskaniu guzików zwyczajnie się pomylili. A zgodnie z sejmowymi zasadami i prawem, po przegłosowaniu wniosku o przerwę w obradach, Marszałek Sejmu zamyka posiedzenie, które będzie musiało być kontynuowane w dniu wskazanym w zgłoszonym i przegłosowanym wniosku o zarządzenie tejże przerwy. I stało się coś niebywałego, bo na naszych oczach zaczęły się w Sejmie dziać rzeczy kryminalne. Oto nagle aktualne intelektualne guru PiS, czyli poseł Suski (ksywa „Katarzyna”), zaczyna zbierać podpisy o reasumpcję głosowania, bo ponoć trzech posłów od Kukiza (w tym on sam) przy głosowaniu się… pomyliło. Przypomnę, że chodziło o głosowanie tzw. ustawy lex-TVN, które prezes Jarosław przegrał dwoma głosami. Wspomniany poseł Suski podpisów tych zebrał 30, przez co wnoszę, że posłowie owi dopuścili się przestępstwa poświadczenia nieprawdy, albowiem w momencie podpisywania wniosku nie mogli wiedzieć, czy faktycznie doszło do pomyłki, ponieważ świadkami jej nie byli. Wniosek o reasumpcję został zgłoszony do marszałek Witek, która – z uwagi na to, że posiedzenie Sejmu zostało przerwane – mogła poddać go pod głosowanie dopiero 2 września, ale prezes Jarosław prawdopodobnie (a raczej na pewno) nie wyraził na to zgody. Wobec takiej zagwozdki (prawo, czy wola prezesa?) marszałek Witek, która najprawdopodobniej nie przeczytała żadnej przedwojennej książki o demokratycznych zasadach obowiązujących w Sejmie (a szkoda), ogłosiła przerwę w uchwalonej przez Sejm przerwie w obradach (głupie to bardzo, ale aż do bólu prawdziwe) i udała się na zwołany konwent seniorów, w czasie którego osobiście kontaktowała się z pięcioma profesorami, którzy jej osobiście powiedzieli, że ma prawo (mimo, że posiedzenie sejmu zostało zamknięte) przeprowadzić ponowne głosowanie w ramach reasumpcji. Po paru dniach okazało się, że marszałek Witek cynicznie i prymitywnie kłamała, ponieważ z żadnym profesorem w czasie konwentu nie rozmawiała, ponieważ wszyscy oni temu zaprzeczyli i wyrazili swe oburzenie, że w tak haniebny sposób został użyty ich niewątpliwy autorytet. A opinie, na które powoływała się marszałek Witek, wystawili na potrzeby Sejmu w… 2018 roku i dotyczyły one absolutnie innej materii, a więc w żaden sposób nie wskazywały na prawo do powtórzenia przegranego przez prezesa Jarosława głosowania. Aby było śmieszniej, to zaraz po tej haniebnej sejmowej hucpie w wykonaniu marszałek Witek, ceniony konstytucjonalista profesor Piotrowski w TVN24 wyraził swą opinię, że reasumpcja głosowania nie miała żadnych podstaw prawnych i faktycznych.

Przypomnę, że 11 lipca 1992 roku rząd Hanny Suchockiej upadł tylko dzięki jednemu głosowi posła, który niby zatrzasnął się w toalecie i nie mógł zabrać udziału w głosowaniu. Ale nikt wówczas reasumpcji nie żądał, ani też nie ogłosił tego ówczesny Marszałek Sejmu, bo czyjaś pomyłka lub nieobecność podczas głosowania nie jest żadną prawną podstawą do jego powtórzenia. Co innego, gdyby dany poseł lub posłowie zgłosili jakiś problem techniczny, który uniemożliwił im prawidłowe oddanie głosu, ale nawet wtedy reasumpcja byłaby możliwa, gdyby ich głos zmieniły ogłoszony wynik głosowania.

Nie mam wątpliwości, że to co prezes Jarosław i jego ponurzy kompanioni wyprawiają, to dramatyczne w swej istocie dewastowanie polskiego parlamentaryzmu i demokracji, ale mam też świadomość, że dzieje się to nie od dziś i nie tylko na tym polu. Pamiętam co wyprawiał marszałek Kuchciński i posłowie PiS w czasie głosowania w sali kolumnowej, a co po Polakach spłynęło jak woda i nikt już prawie o tym nie pamięta. Oczywiście poza mundurowymi funkcjonariuszami III RP, brutalnie i cynicznie ograbionymi z należnych im rent i emerytur, którzy dziś masowo wygrywają w sądach swoje pozwy o przywrócenie zrabowanych przynależnych im praw. Dramatyczne w swej wymowie jest powszechne w Zjednoczonej Prawicy przyzwolenie na nepotyzm i korupcję, którą dla zaczernienia (sic!) nazywa się korupcją polityczną. A jest to zwykła kryminalna korupcja, opisana w art. 250a kodeksu karnego. I żaden „ziobrowy” prokurator tego nie dostrzega. Boją się, czy po prostu jest i tak wygodnie? Ale czemu tu się dziwić, kiedy w Polsce prezesa Jarosława pojęcie praworządności nie istnieje, czego przykład swym podwładnym daje minister Ziobro, który bezwstydnie publicznie ogłasza, że nie będzie szanował orzeczeń Sądu Najwyższego i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, jeżeli orzeczenia te nie będą zgodne z jego wyobrażeniami o tym, jak i dlaczego prawo powinno działać.

Pocieszam się, że nieuchronnie zbliża się czas, kiedy te wszystkie przekręty zostaną rozliczone, a ich uczestnicy stosownie ukarani i mam nadzieję, że z zasądzeniem przepadku majątku zgromadzonego w wyniku wielu ich nielegalnych knowań. A wracając do ministra Czarnka, któremu marzy się przywrócenie średniowiecznych cnót niewieścich i zapewne takich samych cnót mężów szlachetnych, to skomentuję to słowami fraszki Jana Sztaudyngera, że „na żadne zbytki nie mam ochoty, a zwłaszcza już na zbytek cnoty”.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

Click Here