https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Po nas choćby potop

Po nas choćby potop

Wysyłając w ubiegłym tygodniu do redakcji tekst felietonu, nie spodziewałem się, że rzeczywistość okaże się bardziej brutalna niż mogłem zakładać. Niestety, mój wrodzony optymizm spowodował, że zapomniałem o starym polskim przysłowiu, aby nie chwalić dnia przed zachodem słońca, bo już na drugi dzień z samego rano usłyszałem warkot kosiarek i gdy wyszedłem na balkon, ujrzałem czterech panów ze swymi „wspaniałymi maszynami”, którzy z wielką dokładnością dewastowali trawiasto-kwietny dywanik pod moim (i nie tylko) balkonem, znajdujący się na obszarze będącym własnością mojej wspólnoty mieszkaniowej. Czyli na terenie jak najbardziej prywatnym. Ponieważ było już w zasadzie „po ptokach” machnąłem ręką, ale następnego dnia obudził mnie warkot pił, dobiegający spod mojego okna wychodzącego na ulicę Forteczną na wałbrzyskim osiedlu Podzamcze. Spojrzałem przez nie i zobaczyłem dwóch panów dewastujących nasz prywatny trawnik, który na dodatek ogrodzony jest żywopłotem, więc jego granice są wyraźnie zaznaczone. Nie zdzierżyłem i wdałem się z nimi w rozmowę, w efekcie czego dowiedziałem się, że dostali takie polecenie ze swojej firmy (ma podpisaną umowę z moją wspólnotą, ale nie obejmuje ona koszenia traw), ponieważ dzwonią lokatorzy i skarżą się, że im zbyt wybujała roślinność przeszkadza. Zwróciłem więc uwagę na to, że w przypadku tego bloku (a przynajmniej 8 z 9 bram) żadni lokatorzy nie mieszkają, ponieważ w budynku tym prawie 100% mieszkań to mieszkania prywatne, a więc zamieszkują je ich właściciele, będący jednocześnie współwłaścicielami działek na których poszczególne wspólnoty (czyli segmenty budynku) są postawione. Zastanawiam się więc, kto do pana prezesa tejże firmy z ulicy św. Józefa zadzwonił, czy się przedstawił i podał na podstawie jakich uprawnień zadecydował o zleceniu wykaszania traw, kiedy – jak się rzekło – firma owa takiej usługi w zawartej w umowie nie ma. Rozmawiałem z naszą administratorką i dowiedziałem się, że zlecenia takiego nie wydawała. Zresztą, z uwagi na treść umowy, uczynić tego nie mogła. Przewodnicząca zarządu naszej wspólnoty od lat już tu nie mieszka, a więc wątpię, aby to ona dzwoniła, a zresztą gdyby chciała zadecydować o koszeniu, to na pewno zwróciłaby się do wspomnianej administratorki. Pozostali członkowie zarządu wspólnoty nie mają takich uprawnień i na pewno, gdyby im się wysoka trawa na naszych trawnikach nie podobała, załatwiliby to poprzez wspomnianą administratorkę wspólnoty. Na jakiej więc podstawie zarządzający wspomnianą firmą wydali polecenie, aby kosić prywatne trawniki wbrew woli ich właścicieli? Bo gdyby taka wola była, to zapis o takim zakresie prac na rzecz wspólnoty znalazłby się w treści umowy.

Sytuacja taka powtarza się, co najmniej od dwóch lat i w 2020 roku rozmawiałem z panią odpowiedzialną m.in. za wykaszanie traw na wałbrzyskim Podzamczu i dowiedziałem się, że place-trawniki znajdujące się w rejonie pomiędzy ulicami Forteczną a Senatorską należą do Gminy Wałbrzych i decyzja o wykoszeniu na tym obszarze musiała zapaść w Urzędzie Miejskim w Wałbrzychu. Przyznam, że dalej tego już nie sprawdzałem, ponieważ rozmawiałem z osobą pełniącą funkcję kierowniczą, a więc uznałem, że kompetentną.

No i masz, w ubiegłotygodniowym felietonie „Człowiek to brzmi dumnie” pochwaliłem pana prezydenta Szełemeja za jego głoszone proekologiczne przekonania i podejmowane działania, a tu taka siurpryza, bo nie tylko wokół ulicy Fortecznej, ale i na innych terenach należących zapewne do miasta a także Spółdzielni Mieszkaniowej Podzamcze, rozszalały się spalinowe kosiarki, które aż do późnego południa zakłócały spokój mieszkańcom okolicznych bloków. Jeżeli na terenach miejskich na Podzamczu od kilku dni warczą spalinowe kosy, to podejrzewając, że warczą również innych dzielnicach miasta, zajrzałem do internetu. I oto na stronie internetowej portalu walbrzych.naszemiasto.pl, pod datą 11 czerwca br. w artykule Red. Adrianny Szurman „Kierowcy z Wałbrzycha skarżą się, że wysoka trawa zasłania widoczność. Urząd miasta: kosimy tam, gdzie trzeba”, czytam wypowiedź Edwarda Szewczaka z urzędu miasta, z której wynika, że „od trzech dni na Podzamczu wykaszane są pasy trawy, która przeszkadza przy skrzyżowaniach i przy wyjazdach na główne drogi. Należy podkreślić, że na pozostałych terenach miejskich trawa nie będzie koszona, bo od dwóch lat miasto prowadzi taką właśnie politykę. Chodzi o małą retencję. Skoszona trawa nie zatrzymuje wody w glebie, wysoka już tak”. I dalej: „Tymczasem ryk kosiarek słychać na trawnikach wokół placów zabaw i na innych częściach terenów zielonych Podzamcza. To kosi Spółdzielnia Mieszkaniowa. – My z reguły kosiliśmy trzy razy w sezonie. W tym roku także zaczynamy późno i może skosimy dwa razy. Nie robimy tego tam, gdzie nie trzeba, na przykład na terenach inwestycyjnych. Ale wokół budynków tniemy. Jedno takie koszenie naszych terenów na Podzamczu kosztuje 40 000 zł – mówi nam Tadeusz Choczaj, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Podzamcze. – Zauważyłem, że miasto też kosi przy drogach, tam na Basztowej na przykład.”

To pytam uprzejmie: kto kosi pod moimi oknami na ul. Fortecznej? Miasto czy spółdzielnia i dlaczego w miejscach, które nie zagrażają bezpieczeństwu w ruchu drogowym kosi się na potęgę?! A Ziemia – przypominam – woła o pomoc! Ale nie tylko, bo też odpowiada pięknym za nadobne. Szalejące w Europie, Ameryce, Azji czy Australii pożary lasów, huraganowe wiatry niszczące nie tylko ludzki dobytek, ale też zabijające ludzi, tak samo jak coraz częstsze budzące grozę powodzie. Ale furda tam, po nas choćby potop. Ludzie po prostu nie zdają sobie sprawy, że początek wszystkich tych nieszczęść ma też w bezmyślnym wykaszaniu traw, co powoduje obniżanie się poziomu wód gruntowych, stepowienia środowiska, niszczenia życia biologicznego, które dla człowieka jest tak samo ważne, jak woda i powietrze. Dodajmy do tego powszechne szaleństwo tzw. betonozy, które dotyczy też i włodarzy miasta, jak również zarządów wałbrzyskich spółdzielni mieszkaniowych i – niestety – również zarządów licznych wspólnot mieszkaniowych. Ludzie opamiętajcie się, bo czas najwyższy! Jestem przerażony, że tak wielu nie zdaje sobie z tego sprawy, czego przykładem niech będzie kolejny fragment z wyżej wspomnianego artykułu: Problem dostrzegają nie tylko nasi czytelnicy. Nietrudno znaleźć w internecie wpisy wkurzonych mieszkańców. Post na ten temat zamieścił m.in. Jerzy Syzdek, były wiceszef wałbrzyskiej policji. „Wychodząc z bramy ściana trawy, za budynkiem podobnie. Jeżeli to ma być efekt łąki, to proponuję decydentom we własnych ogródkach eksperymentować. Radni z Podzamcza, czy wy tego nie widzicie. Acha już dawno po wyborach” – napisał. Zastanawiam się więc, czy to on dzwonił do firmy koszącej pod moimi oknami i balkonem, a jeżeli nawet tak, to on jest członkiem innej niż moja wspólnoty. Niezależnie od tego, korzystając z okazji, wołam: „Jurek, opamiętaj się”!

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

Click Here