https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Moralne dno Platformy

Moralne dno Platformy

Nie milkną echa bezpardonowego ataku na Klub Parlamentarny Lewicy, którego członkowie (poza Andrzejem Rozenkiem, który wstrzymał się od głosu) zagłosowali w Sejmie za przyjęciem Krajowego Planu Odbudowy i związanego z nim unijnego Funduszu Odbudowy, czyli za ratyfikacją planu utworzenia przez Unię Europejską systemu zasobów własnych oraz tzw. Funduszu Odbudowy. Odrzucenie tej ustawy skutkowałoby zablokowaniem powstania Funduszu Odbudowy UE, a przez to utratę olbrzymich pieniędzy, które otrzymałyby państwa Unii dla ratowania swych gospodarek totalnie zniszczonych przez pandemię wywołaną wirusem SARS-CoV-2. Pieniądze straciłaby także Polska, gdy PiS nie uzyskał w sejmie niezbędnego poparcie innych klubów parlamentarnych, bo – jak wiadomo – jeden z jego koalicjantów, a konkretnie minipartyjka (ze śladowym poparciem wyborczym) kierowania przez Ministra Sprawiedliwości, stanowczo odmówiła swego poparcia. Tym samym znalazła się w opozycji do rządu, który… sama współtworzy. I co ciekawe, w rządzie tym (i w koalicji z PiS) pozostaje. Takiej politycznej paranoi nie spotkamy chyba nigdzie w świecie, ale to już inny temat. Powstanie Funduszu Odbudowy negocjowano od dłuższego czasu, czego efektem był szczyt UE w lipcu 2020 roku, w którym aktywny udział brał premier rządu RP Mateusz Morawiecki. I to on 20.07.2020 r. wraz z premierem Węgier zgodził się na powiązanie unijnych funduszy z praworządnością, co było jednym z najdrażliwszych punktów tego szczytu, który uzgodnił Fundusz Odbudowy oraz nowy wieloletni budżet Unii. Chyba każdy pamięta, jak namiętnie minister Ziobro (Solidarna Polska) wzywał Morawieckiego do zgłoszenia na szczycie UE weta, co wystarczyłoby na zablokowanie wszelkich decyzji dotyczących Funduszu Odbudowy. Wszyscy chyba pamiętamy, że przeciw stanowisku Solidarnej Polski gwałtownie sprzeciwiała się Platforma Obywatelska, która nawet opracowała projekt specjalnej rezolucji sejmowej, wzywającej radę ministrów (czyli PiS) do osiągnięcia porozumienia w sprawie budżetu unijnego na lata 2021-2027 oraz Funduszu Odbudowy. Za tym, aby Polska żadnego weta nie zgłaszała, aktywnie optowały wszystkie partie polityczne obecne w Sejmie, poza Konfederacją, która w tej mierze wspierała stanowisko przyjęte przez pisowskiego koalicjanta. No i premier Morawiecki ministra Ziobry i Konfederatów nie posłuchał, weta nie zgłosił, czego naturalnym efektem było głosowanie w Sejmie nad ratyfikacją ustaleń przyjętych na szczycie Unii.

I zaczął się cyrk niesamowity, możliwy chyba tylko w Polsce, bo oto nagle Platforma Obywatelska dokonała niesamowitej wolty i zaczęła brutalnie naciskać na pozostałe sejmowe kluby opozycyjne, aby „pisowskiej ustawy” nie poparły, albowiem zamarzył się jej upadek rządu Jarosława Kaczyńskiego i powołanie tzw. rządu technicznego, a także przyspieszone wybory parlamentarne, które zamierzała wygrać i następnie rządzić Polską długo i szczęśliwie. W tym swoim politycznym planie Platforma (ekipa posła Budki) w ogóle nie brała pod uwagę, że żaden rząd techniczny nie jest w stanie powstać, ponieważ Lewica nigdy by się nie zgodziła uczestniczyć w koalicji z Konfederatami. Z tego też powodu Lewica uznała, że nie ma dla niej alternatywy i aby nie spowodować utraty przez Polskę (i całą UE) naprawdę olbrzymich funduszy pomocowych, stanęła na stanowisku, że głosowanie za ustawą jest nie tylko patriotycznym obowiązkiem ale też wyrazem politycznego i ekonomicznego realizmu. Ponieważ Jarosław Kaczyński oświadczył wyraźnie, że PiS z Platformą żadnych rozmów prowadzić nie będzie, do rozmów tych zdecydowała się przystąpić Lewica, aby chociaż w minimalnym stopniu do opracowywanego przez rząd Krajowego Planu Odbudowy, wprowadzić ustalenia, które gwarantowałyby przekazanie ściśle określonych kwot na ściśle wskazane cele gospodarcze i to w taki sposób, aby PiS nie mógł – przynajmniej w jakimś ograniczonym zakresie – otrzymanych pieniędzy traktować jak swój własny budżet. No i zaczęła się fala hej tu, sterowana przez kierownictwo PO, które zarzuciło Lewicy (też osobiście ustami Borysa Budki i Rafała Trzaskowskiego), że lewica „zdradziła” opozycję, że weszła w koalicję z PiS, że na pewno sprzedała się za stanowiska i inne profity, nie tylko polityczne. Padły przy tym haniebne słowa, określające posłów i działaczy Lewicy jako zdrajców, sprzedawczyków, złodziei, komunistów, a Radosław Sikorski nie miał żadnych oporów, aby rozmowy Lewicy z PiS przyrównać do Paktu Ribbentrop – Mołotow. Doprawdy, na dno moralne jakie osiągnęła Platforma, trudno znaleźć jakiekolwiek porównanie.

Tylko wyjątkowy dureń nie jest w stanie dostrzec, że jedynym celem PO było przejęcie władzy, dla którego gotowa była poświęcić przyszłość Polski i wszystkich Polaków, i – na dodatek – namawiała do tego pozostałe ugrupowania polityczne. Na szczęście Lewica wykazała się nie tylko politycznym rozumem, ale też stanowczością. Zresztą, w ostatniej chwili po rozum do głowy przyszli posłowie z Klubu Parlamentarnego PSL – Koalicja Polska i koło Polska 2050 Szymona Hołowni. Natomiast Platforma „po hamletowsku” wstrzymała się od głosu, wspierając tym samym posłów z partyjki Ziobry i Konfederatów, którzy programowo są skrajnie antyunijni. I po tym fakcie PO ma czelność wyzywać Lewicę od pisowskich koalicjantów (jakoś nie mogą zauważyć, że nie tylko Lewica glosowała za przyjęciem KPO) i zarzucać jej zdradę opozycji. Tym samym ludzie PO i wspierające ich w tym nieustającym hejcie media – wspomnę tylko Gazetę Wyborczą, Newsweek i TVN24 – zapominają o podobnych „koalicjach” PO – PiS, kiedy na przykład w Sejmie głosowano ustawy dotyczące powołania IPN, odebrania funkcjonariuszom służb mundurowych III RP słusznie należnych im rent i emerytur oraz wiele innych, którym akurat Lewica się sprzeciwiała. Zapomnieli też o tym, że haniebną prowokacją wymierzoną w 2005 roku we Włodzimierza Cimoszewicza, umożliwili wybór na prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i o tym, że tak niedawno wspólnie z PiS głosowali przeciwko kandydaturze Piotra Ikonowicza (PPS) na Rzecznika Praw Obywatelskich. A dziś wołają o koalicji PiS – Lewica, o zdradzie, nie zważając na to, że pomiędzy Lewicą a resztą tejże opozycji (czy chociażby tylko PO) żadnej umowy lub porozumienia nie ma i to nie z winy Lewicy. Przypomnę, że to PSL i Platforma doprowadziły przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku do rozpadu Koalicji Europejskiej (PO, SLD, PSL), co dało zwycięstwo wyborcze koalicji Zjednoczonej Prawicy i zagwarantowało PiS kolejne lata destrukcji polskiej demokracji. Wygląda na to że PO i jej zwolennicy uważają, że kiedy parlamentarzyści Lewicy głosują tak samo jak PiS, to są „koalicjantami Kaczyńskiego”, a kiedy parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej głosują tak samo jak Konfederacja i partyjka Ziobry, to jedynie dotrzymują słowa danego swoim wyborcom. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że spora grupa ludzi, o których interesy dba tylko Lewica, przyjęła platformerską narrację i bezrefleksyjnie przyłączyła się do obrzucania Lewicy błotem. W tym – co uznaję za swoją osobistą porażkę – wielu emerytów mundurowych (na czele z Federacją Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP), którym PO ręka w rękę z PiS odebrali ich słusznie nabyte renty i emerytury i ustawowo uznali za zwyrodniałych bandytów. Zapomnieli, kto ich bronił i broni w polskim Sejmie i Parlamencie Europejskim. Szkoda.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

Click Here