https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Listy do redakcji: Nauka nie idzie w las…

Listy do redakcji: Nauka nie idzie w las…

…a szkoda, bo Lasy Państwowe przyjęły to powiedzenie dosłownie i nic nie robią sobie z opinii naukowców i rzeszy obywateli, widzących potrzebę zachowania jedynego w Europie lasu pierwotnego, jakim jest Puszcza Białowieska. Wycinka drzew i dewastacja całego ekosystemu puszczy jest zbrodnią przeciwko naturalnemu środowisku i zdrowemu rozsądkowi. Widocznie wycinka starych drzew jest wkalkulowana w dekarbonizację, którą tak rozumie dzisiejsza władza PiS, zmuszona faktycznie nieopłacalnością wydobycia węgla i stosunkowo tanim zdobyciem paliwa alternatywnego. Dbałość o pierwotne zasoby przyrodnicze i odpowiednia reklama tego skarbu przyrodniczego może dać Polsce więcej korzyści, niż fundacje tworzone dla zasłużonych działaczy, które pod płaszczykiem patriotycznych haseł są faktycznie skarbonką do finansowania akcji propagandowych rządu.

Zastanawiające jest na przykład finansowanie odbudowy prywatnej nieruchomości polityka przez jedną z takich fundacji, w zamian za obietnicę prowadzenia w niej działalności statutowej tej fundacji, która faktycznie nie nastąpiła. Koszt odbudowy, sfinansowany przez fundację, znacznie podniósł wartość prywatnego obiektu społecznymi pieniędzmi. Przecież istnieją przepisy w statucie każdej fundacji, określające wydatkowanie jej funduszy. Adaptacja obiektu o bezpiecznym stanie budowlanym, to nie to samo co odbudowa nie swojego przecież środka trwałego. W sytuacji wypowiedzenia umowy, właściciel obiektu powinien zwrócić fundacji poniesione koszty. Wszyscy jesteśmy też pod wrażeniem innej rewelacji dotyczących byłego wójta Pcimia Daniela Obajtka, dotyczących wycofania z sądu – decyzją prokuratury – oskarżeń o działania zabronione funkcjonariuszom państwowym i samorządowym. Przecież nie jest to nic nowego. Nauka nie idzie w las…

Pierwszą „lekcję” dał nam wybrany prezydent w roku 2015. Było to uniewinnienie skazanych w sądzie I instancji urzędników państwowych, którzy naruszyli obowiązujące przepisy. Ci uniewinnieni politycy mają teraz nadzorować prawidłowość re kontroli, która ma być wszczęta przez tę samą CBA, pod wpływem ujawnienia nagranych taśm, stanowiących dowód w sprawie i zainteresowania tym opinii publicznej przez prasę. Prokuratura, wycofując gotowy już akt oskarżenia z sądu, też postanowiła „odciążyć sąd od tego problemu”. Czym innym jest „prawo łaski”, a czym innym unieważnienie wyroku sądowego przez organ władzy wykonawczej, którą jest prezydent, który ten fakt nazwał nieznanym w przepisach polskiego prawa „uwolnieniem sądu od problemu”. Podobna sytuacja miała miejsce w wypadku zaniechania wszczęcia przez prokuraturę czynności prawnych, dotyczących podejrzenia naruszenia prawa przez prezesa PiS przy realizacji – zaniechanego na szczęście  – przedsięwzięcia budowy „dwóch wież” na ul. Srebrnej, czy „koperty” pana Birgfellnera.

W czasach słusznie minionych też istniała prokuratura i wszyscy obywatele w PRL byli równi wobec prawa, jednak istniał taki twór para sądowy jak „Komisja Kontroli Partyjnej”. Przed tą komisją, a nie przed sądem powszechnym, stawali członkowie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, którzy dopuścili się naruszenia obowiązującego prawa. Wyroki jakie otrzymywali były różne: począwszy od upomnienia, nagany partyjnej, do usunięcia z partii, co było równoznaczne z pozbawieniem nomenklaturowych posad. W ten sposób karząc za naruszenie prawa, PZPR ukrywała przed opinią publiczną fakty złodziejstwa, niegospodarności, marnotrawstwa, nepotyzmu i kolesiostwa, nie pozostawiając śladów, ani rys na opinii partii. Dla innych złodziejaszków były sądy powszechne. Nie pamiętają o tym jednak niektórzy politycy z przeszłością PZPR-owską, skandujący w Sejmie hasło „precz z komuną”, a nauka przecież nie idzie w las…

Znanym hasłem bolszewików, realizowanym w praktyce, było: „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. PiS postanowił udoskonalić tę zasadę i to hasło teraz można tak odczytywać: „dajcie mi człowieka, a jeżeli nie ma paragrafu, to go po prostu stworzymy”. To prosty sposób na wprowadzenie stosowanej już zasady działania prawa wstecz przez „dobrą zmianę”, z czym mamy do czynienia od wyborów parlamentarnych w 2015 roku.

10 kwietnia minie 11 rocznica katastrofy smoleńskiej. Prokuratura krajowa i wspierająca ją podkomisja MON Antoniego Macierewicza nie skierowały do sądu aktu oskarżenia wobec winnych tej katastrofy. Cały czas trwania dochodzenia prowadzonego przez prokuraturę i podkomisję MON dotyczył przyjętej tezy o zamachu i wydarzeń po katastrofie, w celu odsunięcia na daleki plan faktu, że istnieją niepodważalne dowody o nieprzestrzeganiu procedur lotniczych, które były praprzyczyną kolejnych zdarzeń. Są to najważniejsze dowody w postaci zapisów „czarnych skrzynek” samolotu i każda prokuratura na świecie oparłaby się na nich prowadząc dochodzenie, gdzie – jak na spowiedzi – jest wszystko nagrane do ostatniej sekundy. O tym i o braku jakichkolwiek innych dowodów propaganda milczy. Jak mantrę powtarza się za to opinię o zamachu i zrzeczenia się przez Polskę prowadzenia dochodzenia na rzecz Rosji, jakby to miało wpływ na decyzję pilotów i dysponenta lotu na lądowanie tuż przed katastrofą. Tak samo jak w wypadku pana Obajtka powtarzane jest przez propagandę rządową stwierdzenie o ataku opozycji na prezesa narodowego koncernu paliwowego. Przecież opozycja podnosi fakt braku jasności dochodów i wydatków w okresie kiedy był wójtem Pcimia. Jak można to połączyć z twierdzeniem przywództwa partii rządzącej o równości wszystkich wobec prawa? Czyżby w prokuraturze wydzielona była komórka, która kiedyś dla rządzącej PZPR spełniała rolę Komisja Kontroli Partyjnej?

Jan Kołodziejczyk

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w liście nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA