https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

W sidłach prawa (17)

W sidłach prawa (17)

Kolejny odcinek historii wałbrzyszanina Wojciecha Pyłki, który został skazany za morderstwo, którego… nie mógł popełnić.

Zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego odcinka, w dzisiejszym miałem przedstawić najważniejsze efekty moich analiz treści materiału procesowego, jaki został w tej sprawie zgromadzony. Jednak po kilku dniach, kiedy ponownie o tym zacząłem rozmyślać, postanowiłem Czytelnikom tej opowieści, zwrócić uwagę na jeszcze jeden niezwykle istotny element całej tej układanki, na podstawie której prokuratura i sąd oparły swe przekonanie, że policjanci prowadzący sprawę żyły sobie wypruwali, aby zebrać i przedstawić im najbardziej rzetelny z rzetelnych materiał dowodowy. No i efekt tego wypruwania żył przedstawili, a z jakim skutkiem – każdy wie. Odnoszę wrażenie, że w tej sprawie organa te kierowały się znaną definicją konia, zawartą w encyklopedii „Nowe Ateny” autorstwa ks. Benedykta Chmielowskiego (1700 -1763), że „jaki koń jest każdy widzi”, a więc niczego nie trzeba udowadniać, dzięki czemu Wojciech Pyłka jest tam, gdzie jest. Odwołam się też do starożytnej rzymskiej maksymy „Roma locuta, causa finita”, co po polsku znaczy „Rzym przemówił, sprawa skończona”, czyli sąd wydał wyrok (prawomocny), więc nie ma o czym gadać i nad czym szat rozdzierać. Otóż nie do końca.

Jak już wspominałem, w tej sprawie nie przedstawiono żadnego twardego dowodu, ba – nawet choćby poszlaki wskazującej na to, że Wojciech Pyłka w nocy z 23 na 24 stycznia 2008 r. był w mieszkaniu Janusza Laskowskiego. A skoro organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości nie były w stanie tego udowodnić, to jak mogły stwierdzić, że dopuścił się on zabójstwa, które – w co chyba nikt nie wątpi – wymaga, aby w momencie jego popełnienia, był na miejscu tej zbrodni? Przecież taki dowód istnieje – zauważy ktoś przytomnie, bo przecież Bogumił K. twierdzi, że sam osobiście Pyłkę wpuścił do mieszkania i widział, ja wiesza on Laskowskiego. Zapytam więc, jakimi dowodami, że Bogumił K. mówi prawdę, dysponowała prokuratura i sąd, bo przecież chociażby tylko zeznania jego konkubiny i zeznania Iwony S. (tej od wieży HiFi), dotyczące wieczoru i nocy, kiedy Bogumił przyszedł do mieszkania Iwony (gdzie przebywała jego konkubina) dowodzą, że jego opowieść o tym, jak Pyłkę wpuścił do mieszkania, są tyle warte, jak przyznanie się do wyniesienia z mieszkania ofiary wieży HiFi, która w mieszkaniu tym nigdy się nie znajdowała. Była ona własnością rzeczonej konkubiny, ale i jej panowie policjanci skutecznie wmówili, że była to wieża Janusza Laskowskiego. Dlaczego takie historie opowiadali?

Analiza akt bez wątpliwości wskazuje, że było to efektem tak zwanych rozpytań, czyli w istocie zmasowanej presji psychicznej wywieranej jednocześnie przez kilku funkcjonariuszy na Bogumiła K. i Monikę S., zaraz po tym jak przywieziono ich do komisariatu. Przebieg tych rozpytań został częściowo przedstawiony w kilku notatkach i protokołach przesłuchań dwóch policjantów, biorących w tym udział. Oczywistą oczywistością jest, że to, co zostało napisane lub powiedziane prokuratorowi, zawierało jedynie to, czym panowie policjanci zechcieli się podzielić, ale lektura akt wskazuje, że najwyraźniej nie ze wszystkim podzielić się chcieli. Śpieszę tu z wyjaśnieniem, że notatka urzędowa, to taki dokument, w którym policjant obowiązany jest dokładnie opisać czego dowiedział się podczas wykonywanej czynności. I co się okazuje? Ano to, że w pierwszej notatce z rozpytania o Wojciechu Pyłce nie ma ani jednego słowa, a muszę podkreślić, że notatka została sporządzona w dniu 24 kwietnia 2008 r., a więc w dacie zatrzymania Bogumiła K. Jest więc zapisem „na gorąco” i braku wzmianki o Pyłce nie można tłumaczyć np. tym, że policjant zapomniał, iż rozpytywany wskazał na niego, jako na sprawcę. Dla mnie, a więc kogoś, kto na policyjnej robocie „zęby zjadł”, jest to absolutnie nie do przyjęcia. Nazwisko i imię Wojciecha Pyłki pojawia się natomiast w protokole przesłuchania Bogumiła K., które zostało przeprowadzone przez policjanta z sekcji dochodzeniowej, co miało miejsce dopiero około godz. 16.00, a więc na pewno po tym, kiedy ten pierwszy policjant sporządził notatkę. Z tych samych dokumentów procesowych wynika, że rozpytania Bogumiła K. były prowadzone wielokrotnie, ale jakoś dziwnym trafem notatek z tych czynności już nie ma, ale nie mam żadnych wątpliwości, że prowadzone były też zanim policjant przystąpił do spisania protokołu i to zapewne w trakcie tej fazy nazwisko i imię Pyłki padło. Dowodem na to jest protokół przesłuchania policjanta z Komisariatu V w Wałbrzychu, który opowiada w jakich okolicznościach Pyłka pojawił się w opowieściach Bogumiła K.

I okazuje się, że w czasie rozpytania 24 kwietnia 2008 r. Bogumił K. wskazywał jako współsprawców, co najmniej, kilkanaście osób, których ewentualny udział był „od ręki” eliminowany przez policjantów. Więc jak odpadał jeden ze wskazanych, Bogumił kierował podejrzenia na następnego. I tak doszedł do niejakiego Piotra S. ps. Szymek oraz mężczyzny o ksywie „Jajo”. Według policjanta z Komisariatu V, wskazany przez Bogumiła „Szymek” nie mógł być sprawcą, ponieważ w tym czasie był pozbawiony wolności i nie miał przepustki. Wówczas padło nazwisko Pyłki, ale o innym imieniu, co policjanci szybko zweryfikowali, że i on również przebywał w ośrodku odosobnienia i też nie miał przepustki. W związku z tym Bogumił stwierdził, że to chodzi nie o niego, tylko o jego brata. Tu wyjaśnię, że chodzi o dwóch kuzynów (braci) Wojtka, o tym samym nazwisku. Wspomnę tu tylko, że i Monika S. mówiąc o Pyłce, wymieniała imię jednego z tych braci. Kiedy drugi z nich został również „wyeliminowany”, Bogumił, jakby już z konieczności, wskazał na ich kuzyna, czyli na Wojciecha Pyłkę, który miał tego pecha, że w tym czasie nie miał takiego alibi, jak wszyscy wcześniej wymieniani. Wystarczyło to policjantom do uznania, że jeżeli nie ma alibi, to znaczy że to on. I w ten sposób Wojciech Pyłka pojawił się w protokole przesłuchania podejrzanego Bogumiła K., który wówczas wyjaśnił, że do mieszkania zmarłego Janusza Laskowskiego wpuścił Wojtka Pyłkę osobiście. Wojciech miał być w towarzystwie dwóch kobiet, której Bogumił K. jednej z nich podał imię i nazwisko, a drugiej tylko imię. Jednak – po sprawdzeniu tych informacji – znów się okazało, że ponownie raczył skłamać, więc następnego dnia, podczas przesłuchania w prokuraturze, znów swą opowieść zmienił. Tym razem stwierdził, że do Laskowskiego udał się w towarzystwie Wojciecha, Tomasza Sz., Kingi Sz. i Wioletty, w efekcie czego całe to towarzystwo zostało tymczasowo aresztowane, a prokuratura postawiła im zarzuty udziału w jego zabójstwie. Dla porządku przypomnę jedynie, że w trakcie czynności śledczych i procesu, te trzy osoby zostały uniewinnione, chociaż ich oskarżenie oparte było na IDENTYCZNYCH dowodach, czyli opowieściach Bogumiła K. Jestem w 100% przekonany (a opieram to na znajomości akt sprawy), że gdyby 24 kwietnia 2008 r. podczas rozpytania, policjanci powiedzieli mu, aby Wojciecha Pyłki nie wrabiał, bo z ich wiedzy wynika, że nie mógł tam być, to Bogumił K. wskazałby kolejną osobę i to nie Wojciech siedziałby dziś za kratami. Oni tego Bogumiłowi nie powiedzieli, a mogli, chociażby tylko po to, aby sprawdzić jak na to zareaguje. Tak zachowałyby się prawdziwe policyjne wygi, w mig rozumiejące, że Bogumił K. wodzi ich na manowce, opowiadając zmyślone historyjki. Ale widać, że policjantom z ul. Mazowieckiej w Wałbrzychu ostatnia opowieść Bogusia (jak się do niego pieszczotliwie zwracali) była bardzo wygodna. Mogli ogłosić wielki sukces i już na drugi dzień Wojciecha Pyłkę zapuszkować, chociaż żadnego dowodu na niego nie mieli, ponieważ wobec niego nie przeprowadzili jakichkolwiek czynności sprawdzających i wykrywczych. Również niczym dysponowała prokuratura, która jednak już w dniu zatrzymania Pyłki, od razu wystąpiła z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie. Jednym słowem, hosanna.

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA