https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Okiem psychologa: świat rzeczy

W pierwszej scenie filmu Urszuli Antoniak „Nic osobistego” widzimy dziewczynę, która obserwuje z góry, z okna (jeszcze swojego) pustego mieszkania, tłum ludzi grzebiących w jej rzeczach wystawionych na ulicę. Krzesła, poduszki, pluszowe maskotki, obrazki, lampy, okulary rośliny… Należące niegdyś do dziewczyny, przechodzą do rąk obcych ludzi, stając się ich własnością i lądując w nowych życiowych kontekstach. W ten sposób bohaterka pozbywa się niejako części siebie, swojej tożsamości, która od tej pierwszej sceny zaczyna się rozmywać. Ale o to chodzi, by rozpłynąć się, zniknąć. Nie znamy jej historii, biografii, nic o niej nie wiemy, nie znamy nawet jej imienia. Możemy dowiedzieć się czegoś o bohaterce jedynie poprzez pospieszny rzut oka na rzeczy, które niegdyś do niej należały. Antoniak przyznaje: „Pomyślałam, że jeśli rzeczy są naszym przedłużeniem, to również można powiedzieć, że my jesteśmy przedłużeniem rzeczy”.

Trudno nam sobie dziś wyobrazić ludzi pozbawionych rzeczy. Jeśli już, to tylko ludzi bezdomnych, którym los je odebrał, nie z ich własnej woli. Bezdomny pozbawiony rzeczy staje się w oczach współczesnych mieszkańców miast „nikim”. Rzeczy są częścią nas, naszej tożsamości, wyrazem stylu życia, pozycji społecznej, osobowości. Bez nich czujemy się nadzy, pozbawieni wyrazistości. Nikt w końcu nie wychodzi na ulicę nieubrany. Plaże nudystów przypominają anonimowy tłum podobnych do siebie jednostek. Nikt tam się niczym nie może wyróżnić. A my chcemy się wyróżniać, chcemy być inni niż wszyscy. Pragniemy być zauważeni. Rzeczy nam w tym pomagają. To poprzez nie postrzegają nas inni. Najpierw widzą nasze ubrania, modne gadżety, samochody, domy i wpisują w nie konkretnego człowieka, który dopiero wówczas staje się „kimś”, kimś do kogo nam bliżej lub dalej, kogo pragniemy poznać lub od niego uciec.

Rzeczy zaspokajają wiele naszych potrzeb. Wyręczają nas na przykład z zadań i obowiązków, które bez nich byłyby uciążliwe i zabierały mnóstwo cennego czasu, a przy tym dają nam coś więcej. Samochody skracają dystans, zmywarki chronią nasze dłonie, odkurzacze nasze kręgosłupy i stawy kolanowe. Dzięki przedmiotom życie ludzi nie tylko staje się łatwiejsze i wygodniejsze, ale także bogatsze. Telewizory, komputery, smartfony zapewniają nam błyskawiczny i ciągły kontakt z innymi ludźmi i światem, stanowiąc przy tym podstawowe źródło wiedzy. Ludzie pozbawieni tych urządzeń tracą poczucie rzeczywistości, stają się bezradni i niespokojni.

Nasze domy i mieszkania pełne są przedmiotów, z których część (telewizory, pralki, zmywarki, stoły, kanapy, krzesła itd.) wydaje się niezbędna do życia, inne zaś stanowią pamiątki i ozdoby. Wiele z nich wydaje się przypadkowa. Zostały kupione lub podarowane przez innych i zapełniają przestrzenie tylko po to, by przykuwać uwagę. Być może też z powodu swojej nachalności tworzą kontekst naszej codzienności, zdejmują ciężar obecności (własnej i innych), redukują niepokoje i lęki. Kiedy na jakiś czas znajdziesz się w zupełnie pustym pokoju, twój umysł zaczyna błądzić, skupiając się na sobie i często pogarszając nastrój. Wyniki wielu badań pokazują, że dryfujący umysł to nieszczęśliwy umysł. Nic więc dziwnego, że bezpośrednia obecność przedmiotów łagodzi niepokoje.

Rzeczy mogą być także źródłem doznań estetycznych, doświadczeń piękna, poruszających nas do głębi, nadających sens naszej egzystencji. Działa sztuki, architektura, obiekty designu to przedmioty będące wytworem i wyrazem ludzkiej kreatywności, zmieniające krajobraz i kontekst naszego życia, ustanawiające symboliczny wymiar egzystencji, bez którego czujemy się puści i zagubieni. To, co prawdziwie ludzkie jest symboliczne, należy do wspólnoty, stanowi kod kulturowy umożliwiający porozumienie, wspólne przezywanie emocji, a zatem także budujące i pogłębiające relacje.

Ludzie wydaja się mieć naturalną, ewolucyjnie ukształtowaną potrzebę gromadzenia przedmiotów, robienia zapasów. Kiedyś ta skłonność mogła uratować im życie, dziś jej wpływ ujawnia się w potrzebie bezpieczeństwa i statusu (może jest tak, że w istocie status jest narzędziem podnoszącym bezpieczeństwo – jesteś szanowany, podziwiany, masz większy wpływ, wiec czujesz się bezpieczniej). Ujawnia się też silniej w sytuacjach dużej niepewności, np. zagrażająca życiu pandemia powoduje, że robimy zapasy. Ludzie mają zróżnicowaną potrzebę gromadzenia: jedni obsesyjną (tzw. zbieractwo), inni rzadko pozbywają się gromadzonych przez lata przedmiotów, jeszcze inni z kolei nie przywiązują do nich wielkiej wagi. Można podejrzewać (nie znam badań na ten temat), że częściej rzeczy gromadzą ludzie, którzy mają dużą potrzebę bezpieczeństwa albo tacy, dla których posiadane dobra są wyrazem ich pozycji społecznej.

Skoro przedmioty przyciągają naszą uwagę porządkując nasz świat, to odwracają ją od natury, która była kiedyś jedynym kontekstem, w którym rozgrywało się nasze życie. Trudno powiedzieć, czy ludzie pierwotni kontemplowali krajobraz tak, jak my to dziś robimy, niemniej jednak to twory natury – roślinność, góry, doliny, rzeki i morza stanowiły źródło ważnych informacji i skutecznie przyciągały uwagę. Świat plejstocenu był dla ówczesnych ludzi światem natury, zrozumiałym, nagim, pozbawionym sztucznych obiektów. Dziś to raczej świat rzeczy, w którym natura coraz rzadziej znajduje swoje właściwe miejsce, zwłaszcza w dużych miastach (a te zamieszkuje większość populacji). Ale w przeciwieństwie do natury, rzeczy mogą być przytłaczające, bywają nieznośnie nachalne, męczące, wprowadzające zamęt. Dlatego być może wielu ludzi pozbywa się rzeczy, ucieka od rzeczy w świat natury, by tam znaleźć ukojenie i nowy sens życia, w którym przedmioty przestają mieć aż takie znaczenie. Chwilowa utrata poczucia tożsamości, która może towarzyszyć nagłemu pozbyciu się rzeczy, przeistacza się powoli w spokój, uczucie ulgi i wolności. Na tych doświadczeniach budowana jest nowa tożsamość. To, że mimo wszystko tak wielu ludzi zmienia swoje życie świadczy o tym, że ten proces jest realny i możliwy. Definiuje człowieka inaczej, w innym kontekście świata bez rzeczy, czy też świata bez ich nadmiaru. – Nie chcę mieć balastu – mówi  w wywiadzie Urszula Antoniak. – Wyrzucam wszystko, co nie jest mi potrzebne, buty, ciuchy, których już nie noszę oddaję znajomym. Mam tak mało rzeczy, że mogę spakować się w 15 minut. Zabrać komputer i zamknąć za sobą drzwi. Nie mam gadżetów, zdjęć, obrazków.

Postrzegamy bohaterkę filmu U. Antoniak, samotną dziewczynę, nie przez pryzmat tego, co posiada, także jej biografii, ale wyłącznie przez pryzmat natury, w którą się wtapia i w której znika (później także pryzmat relacji). A mimo to nie traci ona swojej realności i wyrazistości (na tle tradycyjnej, irlandzkiej, podróżującej rodziny wydaje się nawet wyraźniejsza). Jest ciągle kimś. Możemy poczuć wobec niej empatię, wczuć się w jej wewnętrzny świat, doświadczyć jej emocji, uświadomić sobie, czym może być wolność i samotność. Dzięki niej odsłaniamy kruchość życia, nieuświadamianą na co dzień, a tak bardzo prawdziwą i wpisaną w nasz los. Okazuje się, że świat bez rzeczy może być sensowny, może być źródłem doświadczeń sięgających głębi naszej egzystencji.

Jednak świat całkowicie pozbawiony przedmiotów wydaje się dziś raczej mrzonką. Rzeczy ciągle przybywa. Te, które utraciły swój powab, są już niemodne lub niefunkcjonalne lądują na wielkich śmietniskach, symbolicznych cmentarzach współczesnego świata (skoro przedmioty są naszym przedłużeniem, to pozbywając się ich, grzebiemy także cząstkę siebie). Szybko zostają zastąpione lepszymi, modniejszymi, ulepszonymi wersjami i tak bez końca. Sami gdzieś giniemy pośród rzeczy. Paradoksalnie to w ich kontekście tracimy własną wyrazistość, osobowość, niepowtarzalność, stajemy się niejako ich dodatkiem, często zupełnie zbędnym (ktoś ci mówi – pięknie wyglądasz w tej sukience, tym garniturze, ale w końcu chodzi o tę sukienkę czy garnitur, a nie o ciebie). Rzeczy nas zniewoliły. Ale ta władza rzeczy nad nami jest tylko pozorna, jest w istocie iluzją władzy, która sami sobie stworzyliśmy.

Spróbować spojrzeć na siebie i innych inaczej, poza, czy obok rzeczy. Stanąć nago przed lustrem i odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem? Pytać, pytać i pytać, tak długo, patrząc na swoje odbicie, na kruchą, niedoskonała istotę, jaką jesteśmy, aż pojawi się jakaś odpowiedź. Może nie będzie zbyt przyjemna, ale może też stać się początkiem innych ważnych pytań. Pytań o nasze jutro.

Marek Gawroń

Od redakcji: autor jest psychologiem – terapeutą, coachem, ekspertem w wielu krajowych i międzynarodowych projektach badawczych oraz rozwojowych. Publikował w czasopismach naukowych z zakresu psychologii emocji, empatii i relacji terapeutycznych. Prowadzi prywatny gabinet. Kontakt: margaw@op.pl

REKLAMA

Kliknij tutaj