Dziś w życie wchodzi nowa unijna dyrektywa, która całkowicie zakazuje sprzedaży papierosów mentolowych na terenie całej Europy. Autorzy przepisów tłumaczą ten ruch koniecznością ochrony zdrowia obywateli, w czym charakterystyczny aromat używki jedynie przeszkadza. Wprowadzony zakaz poważnie odbije się na polskiej gospodarce, zwiększając ryzyko ponownego rozkwitu szarej strefy.
20 maja ze sklepowych półek znikają wszystkie środki aromatyzowane, takie jak filtry, papiery, opakowania czy kapsułki. Ponadto, niedostępne staną się nie tylko tradycyjne papierosy o mentolowym aromacie, ale także tytoń do ich samodzielnego wyrobu. W Internecie odnaleźć można wiele stron z poradami, w jaki sposób we własnym zakresie aromatyzować używkę. Jednak należy pamiętać, że zawartość szkodliwych substancji chemicznych, powstających wskutek palenia takich papierosów, nie jest znana. Korzystanie z własnoręcznych wyrobów lub zdobytych nielegalną drogą stwarza wysokie ryzyko dla konsumentów takich produktów, ponieważ nie podlegają one żadnym kontrolom, dotyczącym jakości czy składu. Z badań przeprowadzonych przez Forum Konsumentów wynika, że palacze, pomimo wprowadzonego zakazu, nie zamierzają kończyć przygody z nałogiem.
Dla tych, którzy nie będą chcieli rezygnować, na rynku dostępne pozostaną dwie przetestowane i legalne alternatywy w mentolowym wariancie. E-papierosy, które podgrzewają specjalny płyn (z nikotyną lub bez) oraz jedyny produkt zawierający prawdziwy tytoń o aromacie mentolowym, czyli podgrzewacze tytoniu, typu IQOS. W tych urządzeniach tytoń nie jest spalany w 800 stopniach (jak w tradycyjnym papierosie), a podgrzewany do ok. 300 stopni Celsjusza.
– Najważniejsze jest minimalizowanie szkodliwego oddziaływania wyrobów tytoniowych. Zamiast papierosów, w których tytoń jest spalany w temperaturze prawie 800 stopni, pacjenci mogliby zastosować urządzenia podgrzewające tytoń do 300 stopni. Spowoduje to spadek zawartości substancji mutagennych do zera, a pozostałych szkodliwych składników tytoniu nawet o 90 proc. Ale taki dym nadal zawiera ilość nikotyny, która zaspokaja nałóg palacza – mówi profesor Piotr Kuna, były wieloletni dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 im. Norberta Barlickiego w Łodzi i laureat grantu Komisji Europejskiej Innovative Medicines Initiative.
Takie produkty nie wydzielają dymu ani popiołu, a osobie, która z nich korzysta nie śmierdzą ręce – oznacza to, że podgrzewacze tytoniu stanowią realną i mniej szkodliwą alternatywę dla palaczy, którzy nie chcą rezygnować z nałogu, pomimo wdrożonego zakazu Unii Europejskiej.
(EB)