https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Gdybym był Bogiem…

Po tym, co widziałem ostatnio w polskim Sejmie, nie ma już żadnych złudzeń. Żyję w państwie, które powoli, ale stopniowo i zdecydowanie, kroczy w stronę ustroju dyktatury politycznej jednej partii, która – niestety – kolejny raz w wyniku przyjętego sposobu liczenia głosów i podziału mandatów, otrzymała prawie pełnię władzy. Prawie, bo na szczęście tzw. suweren (w PRL mawiano, że lud pracujący miast i wsi), nie dał się aż tak ogłupić, aby doprowadzić do uzyskania przez PiS (Zjednoczoną Prawicę) większości konstytucyjnej, umożliwiającej Jarosławowi Kaczyńskiemu ustanowienia czegoś, co mi akurat rysuje się na kształt PRL+, czyli jeden przywódca + jedna partia + jedna religia + jedna myśl i jeden czyn. A komu się to nie będzie podobać, to „znajdzie się kij na lewaka ryj”, bo dla PiS i jego „suwerena”, każdy kto nie zgadza się z wizją prezesa, to komuch i lewak, skażony zarazą „ideologii LGBT i gender” razem wziętych.

Słuchając expose Mateusza Morawieckiego, jakoś nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że słyszę I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, który również, tak jak nominant prezesa Jarosława, 4 września 1971 z trybuny XI Plenum KC PZPR, opowiadał Polakom o tym, jak wspaniale będzie się im żyło pod rządami nowej ekipy partyjno-rządowej, że on i jego partyjno-rządowa ekipa uczyni wszystko „ Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Przypomnę, że Edward Gierek był przywódcą Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a premierem był jego nominant z PZPR Piotr Jaroszewicz. Dzisiaj słowa o tym, że Polska będzie rosła w siłę (przecież po to, aby ludziom żyło się dostatniej) opowiada z trybuny sejmowej partyjny nominant przywódcy Zjednoczonej Prawicy, premier Mateusz Morawiecki. Jakoś bardzo znajomo to wszystko brzmi, a zwłaszcza kiedy sobie przypomnę jego buńczuczną groźbę zawartą w tym samym przemówieniu, ale odnoszącą się do zagrożenia czyhającego (ponoć) zewsząd na polską rodzinę i polskie dzieci, że „kto podniesie na nie rękę, tę ideologiczną rękę, ten podnosi rękę na całą wspólnotę.” Ale on – Mateusz Morawiecki – jako kombatant czynnej walki z komuną i lewactwem w czasach PRL, oczywiście na to nie pozwoli i do tego nie dopuści.

Miałem za jeden dzień obchodzić swoje siódme urodziny, kiedy na wiecu w Poznaniu 29 czerwca 1956 roku premier Józef Cyrankiewicz grzmiał w podobny sposób: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie, w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji”. Każdy kto podniesie rękę… zabrzmiało groźnie, bo z miejsca ujrzałem tamtego sprzed wielu lat premiera, który reprezentował władzę zawsze wiedzącą lepiej od obywatela, czego ten obywatel oczekuje i jakie ma potrzeby oraz jak ma żyć, aby władza reprezentująca prawdziwego suwerena (przypomnę: lud pracujący miast i wsi) była zadowolona. Ale po chwili te ponure myśli mi przeszły, albowiem zdałem sobie sprawę, że Mateusz Morawiecki znów porywa się z siekierą na Księżyc, bo chyba zapomniał, że klerowi nie podskoczy, tym bardziej, że w obronie tych, co na polskie dzieci faktycznie, a nie w przenośni, swe łapska podnoszą, staje taki tuz praworządności o nieskazitelnej postawie moralnej, prokurator stanu wojennego i nie tylko, Piotrowicz, znany obrońca pedofila w sutannie z Tylawy. Może być śmiesznie, chociaż na pewno strasznie.

A jeżeli o nieskazitelną postawę moralną chodzi, wymaganą ustawowo od kandydatów na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, to muszę powiedzieć, że prezes Jarosław, a zapewne niedługo sam robiący za prezydenta Andrzej Duda, wyznacza jej nowe granice, przyjęte niedawno przez Zjednoczoną Prawicę w trakcie głosowania w Sejmie. No cóż, każdy obywatel RP winien się wzorować na osobach, którym pisowski Sejm przyznał atrybut nieskazitelności charakteru, więc postanowiłem, że i ja będę się na Krystynie Pawłowicz (wkrótce sędzią Trybunału Konstytucyjnego) wzorował i – przez co bez obawy o naruszenie jakichkolwiek norm etycznych – będę publicznie do wszystkich mówił „zamknij mordę” i inne „kwieciste metafory” tejże pani. No może nie do wszystkich, ale do moich WSZYSTKICH politycznych adwersarzy – niezależnie od ich pełnionej funkcji i stanowiska – na pewno. Wszak nowe kryteria nieskazitelności zobowiązują. Mam pewne opory aby naśladować równie „nieskazitelnego charakteru” przyszłego sędziego Trybunału Konstytucyjnego Piotrowicza. Nie to, że mi przeszkadza jego prokuratorska przeszłość z czasów PRL, bo sam w tamtych czasach byłem funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej i tak jak Piotrowicz zajmowałem się ściganiem przestępców i tak jak on otrzymałem Brązowy Medal Zasługi (aczkolwiek członkiem egzekutywy PZPR nie byłem), to jednak mierzi mnie każdy pedofil, a taki z koloratką na szyi szczególnie. I nie wiem, czy się przełamię, aby tak jak on mówić tylko o „niewinnym ciumkaniu” i „czynnościach energoterapeutycznych” w wykonaniu panów w koloratkach, którymi raczą polskie dzieci, objęte szczególną ochroną przez premiera Morawieckiego. Ale natomiast z przyjemnością skorzystam z możliwości, jaką przed Polakami otworzyła ostatnio katowicka prokuratura, według której wieszanie na szubienicach fotografii różnych znanych publicznie osób, to tylko zwykły happening odnoszący się do historycznych zaszłości z naszej polskiej historii. Ja swoich kandydatów do takiego powieszenia już mam i czekam tylko, czy prokuratura nadrzędna postanowienie to utrzyma w mocy. I nawet jeżeli jakiś sąd zechce ni z gruszki ni z pietruszki uznać inaczej, to wiem, że będzie stał za mną sam minister Ziobro, który takiego bezczelnego sędziego z miejsca ustawi w szeregu, tak jak to uczynił z sędzią z Olsztyna, który bezczelnie śmiał zażądać tego, do czego sekretariat Sejmu swym prawomocnym wyrokiem zobowiązał Naczelny Sąd Administracyjny. Ba, nawet Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w swoim ostatnio wydanym orzeczeniu, do tego go upoważniał. Ale co tam NSA i TSUE. Niech zamkną swe ohydne mordy, bo Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatnio i nie będą jacyś nihiliści tego prezesowi psuli. Mogę spokojnie tekst ten zakończyć słowami, tak IM dopomóż Bóg, bo zapewniam, że brzmią one tak samo fałszywie, jak te wygłaszane na sali sejmowej podczas zaprzysiężenia posłów. Dziwiłem się tylko, że Bóg to słyszał i nie grzmiał, bo gdybym Nim był, to bym zagrzmiał…

Janusz Bartkiewicz

http://janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

Aby kontynuować zaakceptuj korzystanie z plików Cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close