https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Quo vadis domine?


 
 
 
 
Mam nieodparte wrażenie, że III RP sterowana przez Wielkiego Sternika wzięła ostry kurs na port o nazwie Polska Rzeczpospolita Ludowa, gdzie ów Sternik zamierza na stałe rzucić kotwicę. Mówiąc szczerze, jakoś mu się nie dziwię, bo wspomnienia z młodości zawsze przywołują obraz czasów szczęśliwych, bez większych zmartwień i trosk. I praktycznie każdy w skrytości ducha marzy, aby do powrócić do czasu, kiedy był piękny i młody, zdrowy i wesoły. I przez te wizje, głęboko zapewne utrwalone w świadomości Wielkiego Sternika, funduje on wszystkim Polakom PRL-bis, a więc państwo z konstytucją, którą nikt zbytnio sobie głowy nie musi zawracać. Państwo bez Trybunału Konstytucyjnego, bo obecną atrapę za coś takiego absolutnie uważać nie można. Państwo bez trójpodziału władzy, która jest absolutnie nikomu nie potrzebna, ponieważ faktyczną władzę, tak jak kiedyś I sekretarz KC PZPR, tak obecnie sprawuje ją prezes Prawa i Sprawiedliwości. Państwo, w którym sądy znajdowały się pod polityczną kontrolą rządzącej, jedynie słusznej, partii politycznej. Państwo, w którym każdy funkcjonariusz MSW, każde publiczne zgromadzenie składające się więcej jak z trzech osób, stanowczo rozpędzał, a dla malkontentów miało jeden wyjątkowo skuteczny argument w postaci pałki służbowej, zwanej wówczas prześmiewczo przez nas młodych „gumowym przedłużeniem konstytucji”. Wprawdzie jeszcze policjanci atakujący protestujących przed Sejmem pałek nie używają, ale wszytko na najlepszej drodze, a używane pięści, kopniaki i łokcie większą krzywdę czynią, niż dawniejsza „biała gumowa”.
Przyznaję, że zmiany po 1989 roku przyjąłem raczej chłodno, ale po latach doceniłem to, co wprowadzony system demokratyczny nam Polakom zaoferował. I mówiąc szczerze, bardzo się do tego przyzwyczaiłem, a nawet polubiłem. I dlatego dziś staję w obronie wprowadzonego dzięki ustaleniom przy Okrągłym Stole, trójpodziału władzy, równości praw dla wszystkich bez różnicy wynikającej z poglądów politycznych, światopoglądu, koloru skóry, płci czy preferencji seksualnych. Równych praw dla wszystkich, którzy swym działaniem nie naruszają prawa i przyjętych zasad demokratycznego państwa.
Jestem święcie przekonany, że jednym z najważniejszych bezpieczników państwa demokratycznego, jest niezależna i niezawisła, czyli niepodlegająca politycznej kontroli, władza sądownicza, która winna ferować sprawiedliwe wyroki oparte tylko i wyłącznie na treści art. 7 Kodeksu Postępowania Karnego, czyli na podstawie wszystkich przeprowadzonych dowodów, ocenianych swobodnie z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego. I z tym mam wielki problem, bo aczkolwiek broniąc systemu, nie jestem w stanie bronić samych sędziów, którzy w tysiącach wyroków pokazują nam, że treścią przywołanego wyżej artykułu przejmują się w takim samym stopniu, jak rządząca partia przejmuje się Konstytucją RP i utrwalonymi demokratycznymi zasadami i obyczajami. Przez lata obywatele stający przed sądami mogli doświadczyć przewlekłości postępowań, aroganckiego nierzadko stylu sprawowania sądowniczej władzy, nierównego traktowania stron i nie zawsze dających się pojąć wyroków. I nie chodzi mi o to, że w sądach zawsze jedna strona jest niezadowolona, bo chodzi mi o wyroki jawnie niesprawiedliwe, oparte właśnie na arogancji i ignorancji sędziów, którzy albo naprawdę, albo tylko z pozoru, nie są w stanie, albo nie chcą w ogóle, prawidłowo ocenić przedstawianych im dowodów. Chodzi mi o sędziów, którzy wchodząc na salę treść wyroku już znają, chociaż nawet nie raczyli zapoznać się dokładnie z materiałami sprawy. I nie są to jakieś pojedyncze przypadki, bo o takich zdarzeniach czytamy, słyszymy i oglądamy każdego dnia w dziesiątkach publikacji prasowych oraz audycji radiowych i telewizyjnych, z setek różnych portali społecznościowych.
Jak mogę stawać w obronie sędziów, kiedy sam osobiście zetknąłem się z panią sędzią Sądu Najwyższego, która słuchając mnie w charakterze świadka, tłumaczyła mi cierpliwie, aczkolwiek stanowczo, co miałem na myśli i co chciałem przekazać, pisząc swego czasu pewną bardzo istotną notatkę służbową. A wynikało z niej nic innego, jak to, że to nie dwaj skazani młodzieńcy zastrzelili swego czasu wałbrzyskiego antykwariusza. I oczywiście moich zeznań sąd ten nie uwzględnił, bo pani sędzia (przewodnicząca składu sędziowskiego) uznała to, że tego co sam napisałem, absolutnie nie jestem w stanie zrozumieć. Straciłem wówczas wiarę w ten sąd, bo nie był (lub nie chciał) w stanie dostrzec tego, że w I instancji, orzekający sędziowie dopuścili się jawnego i mówiąc szczerze ordynarnego naruszenia wspomnianego wyżej art. 7 k.p.k. i kilu innych. Naruszenie to do dziś aż kłuje w oczy i trzeba być naprawdę ślepym, albo ślepo upartym, aby tego nie dostrzegać. I niekiedy, dopiero po wielu latach, niektórym dopisuje szczęście, że wreszcie te ordynarne naruszenia ktoś zauważy i zechce skutecznie je wykorzystać, jak np. w sprawie Tomasza Komendy z Wrocławia.
Jak mogę bronić niezależności sędziego, który oddalając moją skargę na postanowienie o umorzeniu dochodzenia, napisał w uzasadnieniu (którego zażądałem), że umorzenie to jest zasadne, ponieważ wprawdzie pewni funkcjonariusze policji (Komisariat II w Wałbrzychu) dopuścili się złamania prawa, ale w ich komisariacie takie postępowanie jest zwyczajem, a więc nie można im postawić zarzutów. Pan sędzia przepisał to wręcz dosłownie z uzasadnienia pana prokuratora. Oczywiście na to postanowienie sędziego już skarżyć się nie mogłem, więc chyba dlatego takie brednie napisał. A co? Mógł i chciał, to napisał. A gdzie art. 7 k.p.k.?
Jak mam bronić sędziego Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, który zatwierdza wyrok 25 lat pozbawienia wolności, kiedy zeznania licznych świadków wskazują, że oskarżony na miejscu zbrodni w czasie jej popełnienia nie przebywał, a on sam twierdził, że w tym czasie był osadzony w Policyjnej Izbie Zatrzymań. Czy mam narażać się stojąc w obronie sędziego, który sprawdzenie tego alibi (czynność procesowa jak najbardziej) zleca zastępcy kierowniczki sekretariatu Wydziału III Karnego, a ta następnie przedstawia notatkę, w której pisze totalne bzdury, bo zamiast do Policyjnej Izby Zatrzymań Komendy Miejskiej Policji na ul. Mazowieckiej w Wałbrzychu, zadzwoniła do Policyjnej Izby Dziecka na ul. Świętej Kingi w Wałbrzychu, gdzie oskarżony faktycznie nigdy nie był zatrzymany. I to sądowi wystarczyło, co winno tylko przerażać.
Takimi przykładami spraw, z którymi osobiście się zetknąłem, mogę sypać jak z rękawa. A jednak staję w obronie Sądu Najwyższego, niezależności i niezawisłości sędziów, w obronie trójpodziału władzy, bo uważam, że warto i trzeba bronić podstawowych wartości i zasad demokratycznego państwa. Warto obronić system, ale warto też pozbywać się sędziów, którzy swymi decyzjami i zachowaniem wartość tego systemu dramatycznie obniżają. I dlatego 20 lipca br. w grupie 28 osób, bez udziału jakiejkolwiek organizacji politycznych czy społecznych, samorzutnie spotkaliśmy się w niemym proteście przed Sądem Rejonowym w Wałbrzychu. I nieważne, że było nas tak mało, bo ważne jest to, że jeżeli protestuje chociażby tylko jeden człowiek, to nadzieja na zmianę jeszcze nie umarła. Dlatego warto protestować i pytać: quo vadis domine?
Janusz Bartkiewicz
janusz-bartkiewicz.eu
 
***
Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

REKLAMA

Kliknij tutaj