https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

Cieszę się, że mogłem tu być

 
Rozmowa z Grzegorzem Michalakiem, pomocnikiem Górnika Wałbrzych, który zakończył piłkarską karierę.
 
SONY DSC
Mecz z Ruchem Zdzieszowice był prawdopodobnie ostatnim w Twojej przygodzie z piłką nożną. Jak będziesz wspominał to ostatnie spotkanie?
– Ostatni mecz był dość trudny, ponieważ była nienajlepsza murawa, a drużyna ze Zdzieszowic jest mocnym przeciwnikiem. Ale choć jest na drugim miejscu, to nie położyliśmy się. Dostaliśmy dwie bramki po błędach, choć pierwszy gol po rzucie wolnym był nie do obrony, a przy drugim nie wiem, czy powinien być rzut karny. Jest mi trudno się wypowiedzieć z boiska, choć wydaje mi się, że nie było. Niestety, nie udało nam się ani zdobyć punktu, ani wygrać i kończymy na takim miejscu, jakim jesteśmy. Zdobyliśmy tyle punktów ile się udało i czas był na to aby podjąć decyzję, by zakończyć piłkarską przygodę, by poświęcić się rodzinie i pracy zawodowej.
 
Już latem miałeś skończyć przygodę z piłką, jednak inne względy zadecydowały o tym, że kontynuowałeś grę. Czy to ostateczna decyzja?
– Miałem latem kończyć przygodę, ale poproszono mnie o to, żebym jeszcze pomógł, gdyż było mało zawodników do grania i postanowiłem, że jeszcze pomogę przez pół roku. Na pewno nadal mnie będą namawiać, żebym został, lecz już jestem na tyle zmęczony i zdeterminowany, że na dziś liczy się dla mnie rodzina, a później praca.
 
Jakie masz najpiękniejsze wspomnienia z czasów gry w piłkę i w Górniku?
– Mam dużo takich wspomnień. Z trampkarzami wyjeżdżaliśmy do Francji, z juniorami jeździliśmy na różne zgrupowania, a nawet na kadrę Polski. Były mecze wyjazdowe, awanse, obozy. To wszystko świetnie się wspomina, bo były tam grona fajnych ludzi, których warto było ich spotkać. Tutaj zostałem i udało mi się pobić magiczną liczbę 300 ligowych spotkań rozegranych w Górniku, a teraz jest uch chyba 325. Cieszę się, że mogłem tu być, zostawić mnóstwo serca i tyle wysiłku włożyć w grę dla Górnika, by móc go godnie reprezentować, zdobywać bramki i cenne punkty.
 
A jakie są przykre i te złe wspomnienia z Górnika i piłkarskiej kariery?
– Kontuzje, choć ich dużo nie miałem – miałem złamaną rękę na stadionie przy ul. Ratuszowej, po czym zostałem przewieziony karetką na pogotowie. Drugi uraz, gdy zerwałem mięsień prosty uda i to były dwie takie najbardziej poważne kontuzje.
 
A jak się ustosunkujesz do tego, co Tobie nadal niektórzy wypominają, czyli zmarnowany rzut karny w 2012 r. w 1/8 finału Pucharu Polski z Olimpią Grudziądz, gdzie naprawdę niewiele zabrakło do awansu do ćwierćfinału?
– Jedenastki albo się strzela, albo się marnuje i trzeba to wziąć na klatę. Nie wykorzystałem, ale rywal wcześniej także. I choć uderzyłem pod poprzeczkę, to bramkarz wyczuł moje intencje i obronił.
 
Jakie masz plany? Chciałbyś być może trenerem, zająć się skautingiem, żeby jeszcze być w futbolu?
– Nie chciałbym być trenerem, bo miałem propozycje z klubu, żebym pomógł w grupach młodzieżowych. Niestety, żeby być szkoleniowcem, trzeba jeszcze więcej czasu poświęcić. Skauting nie wchodzi w grę, bo to nie moja „bajka”, ale mógłbym pomóc pod innym względem – np. w szukaniu sponsorów. Jednak nie obiecuję, chociaż na pewno będę przychodził na mecze i będę obserwował, jak sobie chłopaki radzą beze mnie w biało-niebieskich barwach. Ten klub zawsze noszę w sercu. Dzięki temu klubowi też się wychowałem: zmieniali się trenerzy, prezesi, a ja tu zostawałem. Bardzo się cieszę, że mogłem grać i reprezentować Górnika Wałbrzych w Polsce, z czego jestem bardzo dumny.
Rozmawiał Radosław Radczak

REKLAMA

Kliknij tutaj