https://db2010.pl Tygodnik DB2010 GAZETA AGLOMERACJI WAŁBRZYSKIEJ

2030 km rowerem w… 89 godzin!

Ultramaraton kolarski Bałtyk-Bieszczady Tour, liczył w tym roku 2016 km. Jednym ze zwycięzców został 63-letni Bronisław Łazanowski z Głuszycy, reprezentujący Podziemne Miasto Osówka. – Pokonałem zawodników o ćwierć wieku młodszych – powiedział.
 
W kategorii solo, w której kolarze jadą w odległości minimum 100 m od innych uczestników, zwyciężył 38-letni Bogdan Adamczyk z Gorlic, który przejechał dystans w czasie 78 godz., 14 min., 56 sek.
W kategorii open, gdzie można ścigać się w grupie, triumfował Łazanowski z rezultatem 88:57.55, zajmując jednocześnie 5. miejsce w klasyfikacji generalnej, obejmującej obie kategorie.
– Zarówno ci, co mnie wyprzedzili w generalce, jak i kolarze, którzy przyjechali za mną w najlepszej „30” w kategorii open, są ode mnie w większości młodsi o 20-30 lat – podkreślił.
Łazanowski jest rencistą, z drugą grupą niepełnosprawności. 10 lat przepracował jako technik-mechanik w głuszyckim przemyśle bawełnianym, a 24 lata w drzewnym. Rentę przyznano mu po wypadku samochodowym.
– W kręgach szyjnych umocowano mi trzy śruby, a w lewej nodze ponad 30-centymetrowy pręt tytanowy. Często boleśnie to odczuwam na trasie, ale taki był mój wybór – poinformował.
Tegoroczna edycja ultramaratonu była dziesiąta, jubileuszowa. Właśnie z tej okazji i 2016 r. została dwukrotnie wydłużona. Należało pokonać non stop trasę ze Świnoujścia do Ustrzyk Górnych i po krótkim odpoczynku wrócić nad Bałtyk.
Dla porównania: tegoroczny, 7-etapowy Tour de Pologne, liczył 1190 km. Na końcu pierwszego odcinka sklasyfikowano 226 zawodników, natomiast drugiego – 42.
– Jestem dumny, że mimo, iż byłem nestorem wśród uczestników, wygrałem w kategorii open. Nie tylko urazy, o których mówiłem, dawały mi się we znaki. Poza tym mój rower z wyposażeniem ważył 14 kg i należał do najcięższych – zastrzegł.
Opowiadając o wyścigu zaznaczył, że do Ustrzyk Górnych nie spał ani minuty, a w drodze powrotnej, gdy coraz częściej dochodziło do głosu zmęczenie, przespał się 3 godz. na stacji benzynowej oraz po 20 min. na przystanku autobusowym i… pod drzewem.
– Na trasie pierwszego odcinka, nocą, pomyliłem drogi w Bieszczadach i nadłożyłem 4 km. Wracałem też 6 km po bidon. Podobna sytuacja zdarzyła mi się podczas powrotu, tyle, że wracałem 1 km. Gdyby nie te straty oraz ból prawego Achillesa, znacznie poprawiłbym swój rezultat. Faktycznie przejechałem ok. 2030 km – dodał.
W drugiej części dystansu 800 km pokonał samotnie. Jazdę, jak stwierdził, utrudniała wysoka temperatura, a czasami przeciwny wiatr, zwłaszcza ten od morza oraz duży ruch na drogach, zwłaszcza TIR-ów. Koło Grójca musiał się długo opędzać przed goniącym go psem.
– Nie traktuję wyścigów w kategorii wyczynu, uważam je za turystykę rowerową. Nie trenuję w klubie, nie stosuję specjalnej diety ani odżywek, witamin itd. Po prostu pedałuję, podziwiając krajobraz i słuchając… organizmu. Jeżdżę bardziej głową niż nogami.
W jego opinii, mocna psychika ma w takich ekstremalnych zmaganiach większe znacznie od przygotowania fizycznego.
Przed tegoroczną rywalizacją, wyścig Bałtyk-Bieszczady przejechał trzykrotnie. W ubiegłym roku uczestniczył w wyścigu górami (1122 km) przy południowej granicy Polski, ze startem w Przemyślu i metą w Świeradowie -Zdroju. Trasę pokonał w 67 godz. 57 min.
Co najmniej kilku kolarzy, zwycięzców poprzednich edycji i tych, którzy ukończyli je w ścisłej czołówce, wycofało się na trasie.
Łazanowski bardzo chwali postawę swojego kolegi z Głuszycy, Mirosława Kabata, który zajął 7. miejsce w open i 18. w generalce z czasem 107:54.48.
Jakie ma plany na 2017 rok?
– Jeśli zdrowie pozwoli i znajdę sponsora z samochodem, (przewożącym jedzenie i część ubrań oraz w którym mógłbym się przespać), wystartuję w Maratonie Rowerowym Dookoła Polski Non Stop, liczącym 3130 km z limitem czasu 240 godz. – zaznaczył.
Wyścig ten rozpocznie się i zakończy przy latarni morskiej na przylądku Rozewie. Pan Bronisław bez emocji podchodzi do czekającego go niecodziennego wyzwania, ale odnosi się do niego z respektem.
– Mógłbym oczywiście zwolnić tempo i zająć się czymś spokojniejszym, ale nie potrafię funkcjonować bez roweru. Gdy jadę, a licznik wskazuje kolejne kilometry, po prostu czuję, że żyję – zakończył Łazanowski.
Chętnym do wsparcia kolarza z Głuszycy w jego przyszłorocznej, wyjątkowo ekstremalnej eskapadzie, podajemy kontakt e-mailowy: laki.br@wp.pl. Ewentualną korespondencję listowną proponujemy kierować na adres naszej redakcji.
Andrzej Basiński
lazanowski
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Bronisław Łazanowski swoje ekstremalne wyczyny traktuje jako… turystykę rowerową.

REKLAMA

Kliknij tutaj