Listy do redakcji: Harcerz w każdym widzi bliźniego

Polecamy13 września, 2017

Wydarzenia, które miały miejsce na Westerplatte, w czasie uroczystości obchodów 78 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej z udziałem władz państwowych i harcerzy, nasunęły mi wspomnienia z lat młodości.

W latach 1958, 1959 i 1960 wraz z 31 Wałbrzyską Drużyną Harcerską im. Alka Dawidowskiego, której drużynowym był wtedy pwd. Andrzej Kuciel, w czasie wakacji braliśmy udział w Ogólnopolskich Rajdach Pomorskich organizowanych przez Komendę Chorągwi Gdańskiej ZHP. W programach tych rajdów było oczywiście odwiedzenie Westerplatte, niezależnie od trasy rajdu, która co roku była inna, obejmując całe Kaszuby.

W czasie jednej z obecności na Westerplatte oprowadzał nas starszy pan, który ucieszony widokiem umundurowanych harcerzy powiedział, że on też przed wojną w Gdańsku był harcerzem. Dowiedzieliśmy się też, że jest jednym z żyjących obrońców Westerplatte. Zaczęliśmy go wypytywać o różne szczegóły, jak to kilkunastoletni chłopcy, zafascynowani spotkaniem na żywo z jednym z bohaterskich obrońców, jednym z żołnierzy września.

Pytaliśmy również o innych jego kolegów, obrońców, którzy – jak on – przeżyli obronę i wojnę.  Okazało się, że kilku z nich zajmuje jakieś stanowiska w urzędach administracji Gdańska, a on, ponieważ nie zapisał się do ZBOWID-u, nie jest nawet zapraszany na uroczystości z okazji kolejnych rocznic wybuchu wojny, jako osoba nie zdeklarowana ideologicznie.

Przyznaję, że nikt z nas nie zwrócił szczególnej uwagi na ten fakt. Przecież ten nasz przewodnik mógł być obserwatorem państwowych uroczystości i nikt mu tego nie zabraniał, ale On chciał nam tym zwierzeniem zwrócić uwagę na fakt, że dla ówczesnej władzy liczy się to, kto jaką postawę polityczną przyjął po ustanowieniu władzy ludowej, a nie fakt udziału w bohaterskiej obronie polskiej ziemi w 1939 r. Trzeba jednak zauważyć, że nie wspomniał, żeby ktoś z ówczesnych kręgów politycznych sugerował, że jego brak zaangażowania politycznego ma związek z brakiem patriotyzmu.

Czy jest jakaś różnica w tym, co dzieje się współcześnie? Czy nie marginalizuje się – wbrew faktom – udziału w walce o demokrację i suwerenność Polski tysięcy cichych bohaterów, byłych członków Solidarności – ruchu społecznego, który utorował drogę do normalności? Czy nie odbiera się godności i cech patriotyzmu ludziom zasłużonym dla Polski tylko dlatego, że mają inny światopogląd lub są w opozycji do obecnie sprawujących władzę? Czy określenie „zapluty karzeł reakcji” różni się dużo od określenia „zaprzańcy”, „kanalie” i „zdradzieckie mordy”, nadawane z upodobaniem przez prezesa i jego przybocznych tym, którzy demonstrują swój sprzeciw wobec wypaczania historii i łamania konstytucji, na którą – biorąc na świadka Pana Boga – przysięgali?

Wiemy z biografii pana ministra Macierewicza, że był kiedyś drużynowym drużyny harcerskiej. Powinien więc pamiętać 4 punkt Prawa Harcerskiego, który mówi: „Harcerz w każdym widzi bliźniego, a za brata uważa każdego innego harcerza”. Tego, co wydarzyło się na Westerplatte nie robi „brat bratu”. Pan minister zapamiętał z czasów swojej aktywności harcerskiej jedynie prowadzenie cykliczne w ZHP „Manewrów techniczno-obronnych”, które z upodobaniem wprowadza w polskiej armii. Należy pamiętać jednak o tym, że metodyka harcerska zakłada „naukę poprzez zabawę”. Armia polska, nasz gwarant bezpieczeństwa, to nie zabawa w wojsko. To z natury śmiertelnie poważna sprawa.

Związek Harcerstwa Polskiego, który w czasie okupacji przybrał nazwę Szare Szeregi, jak żadna inna organizacja wychowawcza, ma szczególne prawo do szacunku, nie tylko wśród młodzieży, ale w całym społeczeństwie polskim, który to szacunek zdobył bohaterstwem i okazanym patriotyzmem swoich członków w czasie wojny. Ten szacunek zdobył „krwią i blizną” w dosłownym  znaczeniu.

Nie ma więc nic z propagandy powierzanie zaszczytu czynnego udziału w uroczystościach państwowych przedstawicielom ZHP, które jest najlepszym wychowawcą młodzieży wielu pokoleń Polaków w duchu patriotyzmu.

Obsesyjne wpychanie przez ministra Macierewicza, na siłę, do apeli poległych, ofiar katastrofy komunikacyjnej w Smoleńsku, jest lekceważeniem śmierci i bohaterstwa żołnierzy poległych na polu walki z bronią w ręku, między innymi harcerzy Szarych Szeregów w Powstaniu Warszawskim i nie tylko. Dlatego w czasie wymieniania nazwisk wzywanych do apelu kompania honorowa Wojska Polskiego nie odpowiada „polegli na polu chwały” tylko ”cześć ich pamięci”, jak na cywilnych uroczystościach pogrzebowych z udziałem kompanii honorowej Wojska Polskiego.

Harcmistrz Jan Kołodziejczyk

logo_winieta_db2010pl_cmyk

Tagi: