Tygodnik DB2010

Karbowy i wędzone łby

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

Jestem gorącym fanem Stanisława Tyma, jego sposobu oglądu świata, zdrowej kpiny i orzeźwiającej ironii, jakże celnych, soczystych określeń nazywających ułomności świata i wypełniających go dwunożnych stworzeń homo, ale nie zawsze sapiens. Oto, co niedawno zwróciło moją uwagę, podczas lektury jego nieocenionych felietonów w „Polityce”.

„Tego wieczoru Filharmonia Narodowa była szczelnie otoczona kordonem policji. W środku wielka feta. Główny karbowy Polski zostanie za chwilę Człowiekiem Wolności. Brawa. Wszyscy wstają, twarze mają wzdęte wielkością chwili. Tylko karbowy zapadł się w tapicerkę, bo nie wie, że z szacunku dla tytułu, którym go honorują, też powinien wstać. Siedzi. Tytuł sam sobie wymyślił, sam sobie nadał – narobił się, więc teraz odpoczywa w fotelu, O, zaraz coś powie o wolności. Już mówi. Aż chce się słuchać, że dopiero ostatnio fala wolności zaczęła się przelewać przez świat. (…). Rozumiem, że karbowy na tej właśnie fali płynie, zapowiadając wybuch niezwykłej wolności w Polsce. Pierwsze eksplozje już mamy za sobą. Największa kula u nogi PiS, czyli Trybunał Konstytucyjny – wysadzony. Konstytucja, na którą przysięgał Andrzej Duda, coraz częściej okazuje się zbędnym rekwizytem. Za chwilę ordynacja wyborcza do samorządów zostanie tak uregulowana, by bokser radziecki zawsze zwyciężał, nawet jeśli nie stanie do walki. (…). Czeka nas wybuch wolności, jesteśmy coraz bliżej prawdy – powtarza radośnie karbowy. I na brzozowej gałęzi, z którą nie zderzył się samolot w Smoleńsku, nacina sobie kolejne zwycięstwo”.

Karbowy, nadzorujący dawniej chłopów, nosił ze sobą kij, na którym dokonywał nacięć, oznaczających ilość wykonanej przez podwładnych pracy. Dla karbowego, o którym powyżej, kijem jest przeświadczenie o własnej wszechwładzy. Chyba zapożyczę sobie to określenie.

A oto inne przemyślenie Tyma:

„ Kilka dni temu wysoki urzędnik administracji państwowej przewiercił na wylot naszą parlamentarną opozycję, a wynik przewiercenia ogłosił w pewnej telewizji. Okazało się, że „okupanci” sali sejmowej mieli „podnieść żagiew rebelii” i działać na wzór morderców z Czerwonych Brygad oraz grupy Baader Meinhof. Tymczasem, kontynuował funkcjonariusz publiczny, PiS wspiera Matka Boska, to jej wstawiennictwo uratowało Polskę od przemocy. Co prawda nawet najbardziej pokiereszowany umysłowo ma prawo do religijnych uniesień, ale w jakim dymie trzeba sobie łeb uwędzić, by oskarżać posłów o planowanie zbrodni? Nie pierwszy raz zresztą. To straszenie rozlewem krwi, terrorystami, ulicznymi prowokacjami opozycji, bezkarnością przestępców, zamachem stanu, czyli puczem, weszło na stałe do repertuaru rządzących. Z troski weszło, z potrzeby, aby naród cicho siedział (…). Wróćmy jednak do łbów wędzonych nienawiścią, rozsianych po całej Polsce niczym smog. Obecność Jerzego Owsiaka jest dla takich zbawieniem. Co roku można mu naurągać, opluć go, oskarżyć o nieuczciwość, dorabianie się majątku na biedzie i nieszczęściu innych. A gdy się jest wyjątkowo podłym, to można napisać jak Rafał Ziemkiewicz, że „finał WOŚP przypomina wielką hitlerowską akcję dobroczynną Pomoc Zimowa”. (…) Zadymione łby tych, którzy uwierzyli prezesowi, że będzie rządził wiecznie, pragnę zawiadomić – nie będzie. Piękniej się żyje w świecie życzliwości, dlaczego więc mamy się tego pozbawiać? Dlatego, że niektórym łatwiej się żyje w czasach nienawiści? Nie stać mnie na taki altruizm, niech im się żyje trudniej”.

Włączam telewizję. Oto ukochany i umiłowany przez lud (ciemny?, tak twierdzi Jacek Kurski) karbowy ucieka sejmowymi korytarzami przed dziennikarzami, otoczony przez sowicie opłacanych goryli, tak uwielbiany, a o tak małym poczuciu bezpieczeństwa. Nie będzie gadał. Najlepiej mu to przecież wychodzi na drabince przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie z obłędem w oczach szarpią dziennikarzy za mikrofony i walą na odlew krzyżami zaślinione ze wściekłości wędzone łby. Jakież to żałosne. Gdzie się podziałaś normalna Polsko? Od każdego z nas zależy, by przybliżyć koniec tego obciachu oraz upadku, wstydu i poniżenia. Od każdego. Nie czekajmy, aż zrobią to za nas inni. Spod omszałych kamieni i z czarnych dziur wypełzły śliskie robale, napęczniałe smrodliwym jadem oskarżeń i pomówień, buty i pogardy, bo wyczuły swój czas i klimat z charakterystycznym fetorem. Powinny wrócić tam, gdzie ich miejsce.

Andrzej Basiński

 

PS.

Podpisuję się pod wszystkim, co napisał Pan Janusz Bartkiewicz w sprawie „terrorysty” Romana Gilety. Bardzo ona pasuje do powyższych przemyśleń Tyma. Także znam Romka od dawna i życzę mu, by sąd ani przez moment nie miał wątpliwości co do jego prawdziwych zamiarów. Należy się bać, ale nasilających się objawów amoku pisowskiej władzy, która może się posunąć do czegoś, co jeszcze nam się wydaje niemożliwe i nie mieści się w głowie, ale specjalnością PiS przecież przekraczanie kolejnych granic.

A.B.

Tags: ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej