Suplikacje o normalność

Polecamy5 października, 2016

stanislaw michalik 

 

 

 

 

 

 

Mój oszczędny w komplementach kolega powiedział kiedyś: „Wszystko ma dobre strony, ale najwięcej dobrych stron mają twoje felietony, czytam je jak najlepszą książkę”. Przyjąłem to za „dobrą monetę”, bo nie ma powodów, by mój kolega mi kadził. Z tego powodu ani nie zyska, ani nie straci, moim kolegą był, jest i będzie, nawet gdyby tego nie powiedział, a mam o nim jak najlepsze zdanie, jako o koledze, który połknął znacznie więcej książek ode mnie i myślę, że zna się na pisaniu. Pomyślałem o tym w pewnym momencie, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że już od roku czasu żyję w państwie PiS. A przecież skrót nazwy „pis” wyraźnie nawiązuje do słowa „pisanie”. A ponieważ pisać jeszcze można, nie zostało zakazane, to warto z tego korzystać, choć nie wiadomo, co nas dalej czeka. Czym się jeszcze zapisze PiS w dziejach oprócz tego, że pisze nową historię i psuje zreformowaną szkołę? Mimo wszystko zaryzykuję, ale proszę bardzo pamiętać, że robię to po bożemu. Nie w formie jakieś proklamacji, ale błagalnych suplikacji.

Wiem że PiS ma teraz pełne ręce roboty, bo wziął się ostro za rozwój demograficzny kraju. Osiągnąć go można tylko drogą zwiększenia urodzin, a więc precz z aborcją i środkami antykoncepcyjnymi. Skutkiem tego, że TVP powoduje, że rośnie liczba tych, którzy gaszą telewizor o 19.30 i wcześniej idą spać, można liczyć się z tym, że coś z tego urośnie. Już to widzę jak rośnie wskaźnik urodzin, a jeśli dojdzie do tego polityczne podporządkowanie edukacji możemy liczyć, że będą to Polacy – prawdziwi patrioci.

Co jeszcze dobrze byłoby zreformować, by utrzymać ten dobrze zapowiadający się trend rozwojowy? Oto moje w tej materii spekulacje:

Po raz kolejny, niezliczony już raz, totalitarny uzurpator mojego jestestwa dyktuje mi przesuwanie zegara o godzinę, albo do przodu, albo do tyłu. Moje jestestwo buntuje się przeciw temu wszelkimi możliwymi kanałami biologicznymi. Dlaczego? Bo taka jest natura ludzka, sama reguluje biologiczne czynności rannego wstawania i wieczornego zasypiania. Nie potrafię tego wytłumaczyć, dlaczego mój organizm reaguje, tak a nie inaczej. Po prostu, jestem przyzwyczajony do budzenia się wcześnie rano, mniej więcej o tej samej godzinie, tak samo jak regularnego wcześniejszego zasypiania, skutkiem czego redaktorzy „Szkła kontaktowego” nie mogą na mnie liczyć. Oczywiście, naukowcy – badacze i znawcy przedmiotu, potrafią określić wpływ tej bezsensownej praktyki przesuwania czasu na organizm człowieka. Wielu z nich wskazuje na widoczną szkodliwość dla systemu nerwowego w związku z koniecznością dostosowywania się do nowej sytuacji. Nie powiem już o denerwującej dwa razy do roku dokonywanej czynności chodzenia po domu i przestawiania wskazówek zegarków. Ani też o niepotrzebnych perturbacjach z rozkładami jazdy na kolei. Dlaczego nie znajduje to zrozumienia u decydentów? Nie potrafię tego zrozumieć. Trudno w ogóle pojąć, komu i dlaczego na tym zależy i kto w zasadzie o tym decyduje?

Wiadomo, jak było w czasach PRL-u. Trzeba było podciągnąć zegarek o godzinę na wiosnę i cofnąć go do tyłu jesienią, bo przynosiło to korzyści energetyczne dla gospodarki socjalistycznej. Dziś o tamtej gospodarce nikomu się nie śni, ale praktyka pozostała. To nie ważne, że większość krajów na świecie nie zna tej zabawy w przesuwanie czasu lub dawno z niej zrezygnowała, ważne jest, co stwierdzili komuniści, że przynosi ona efektywne oszczędności energii elektrycznej. Oczywiście, w tamtej rzeczywistości człowiek się nie liczył. Obywatel kraju był tylko środkiem do osiągnięcia ideologicznego celu. Dziś mamy inny, nowy świat, mamy wolność, demokrację, mamy kraj, w którym – rzekomo – liczy się dobro człowieka. A może się mylę? Czy rzeczywiście w mojej ojczyźnie dobro człowieka to tylko puste, populistyczne hasło dla łatwowiernych?

Może się komuś wydawać, że przesadzam w tym przedkładaniu indywidualnych preferencji nad rzekome dobro ogółu. Nie potrafię udowodnić, że moje zdanie na temat bezsensowności przechodzenia z czasu letniego na zimowy (i odwrotnie) jest opinią większości. Potrzebne byłoby przynajmniej zbadanie opinii społecznej, jeśli już nie referendum. Ale nie wydaje mi się to konieczne, skoro pojawia się coraz więcej mądrych, bo opartych na wynikach badań naukowych opinii, że ta „zabawa” przynosi więcej szkody, niż pożytku. A przecież przy wprowadzeniu tej zmiany czasu nikt społeczeństwa o zdanie nie pytał.

Warto przy tym dostrzec wyraźną szkodliwość w wiosennym podciąganiu zegarka o godzinę do przodu jeśli zależy nam na realizacji ambitnych celów demograficznych. Idąc normalnie spać o 22.00, po przesunięciu do przodu będzie to już godzina 23.00, czyli stracimy godzinę w najlepszej wiosennej porze do rozmnażania się ku chwale ojczyzny. Wprawdzie jesienią moglibyśmy tę godzinę nadrobić, ale „jesienią gruczoły się lenią”. Myślę, że ten argument jest nie do odrzucenia.

Mamy od roku ten sam system sprawowania władzy co w PRL-u, o wszystkim decyduje I Sekretarz Partii, dziś Prezes. Wystarczy żeby kiwnął palcem, a szydło wyjdzie z worka i zrobi co trzeba. Jeśli konieczny jest do tego Sejm to byłoby dobrze, gdyby ta decyzja zapadła już. Być może nie da się uniknąć przesuwania zegarków tego roku, ale dla PiS-u nie ma rzeczy niemożliwych. Najlepiej byłoby to uchwalić w Sejmie właśnie tej nocy, kiedy jest przewidziana w tym roku zmiana czasu z 30 na 31 października. Przecież nocne obrady Sejmu są stałą praktyką PiS-u. Jest jeszcze ponad miesiąc do zrobienia czegoś mądrego w tym kraju. Byłby to piękny prezent dla żyjących z okazji Wszystkich Świętych!

Stanisław Michalik

Tagi: ,