Środkowy palec

Polecamy10 sierpnia, 2016

basinski felieton

 

 

 

 

 

 

 

 

Pokazanie komuś wyprostowanego środkowego palca (tzw. fucka, po polsku: faka), jest wyrazem pogardy jego właściciela dla tego, któremu ten widoczek jest przeznaczony. Środkowy palec ma go poniżyć i pognębić, ale gest jego autorowi chluby nie przynosi. Świadczy po prostu o chamstwie.

Fucka pokazał na sali sejmowej poseł PiS Piotr Pyzik, adresując gest posłom PO. W Polsce po 1989 r. kultura naszych parlamentarzystów systematycznie się obniża, owocując różnymi ekscesami. Wątpliwym pocieszeniem jest, że w innych parlamentach nawet dają sobie ostro po pyskach z tzw. liścia lub piąchy. Ale jesteśmy na dobrej (?) drodze do takiego traktowania przeciwników politycznych i mających inne zdanie na sali plenarnej. Chamstwo ponad wszystko. Jeżeli PiS przymierza się do długiego rządzenia, o czym ma zadecydować zawstydzający Biało-Czerwoną elektorat, przygotujmy się na nieustanne awantury i festiwale rodem zza obory. Wyznawcy oberprezesa są przeszczęśliwi, że w końcu koryto należy do nich, ciągle nie wierzą w to, co zesłał im los i wyborcy, dlatego pogardę dla sąsiadów z poselskich (i senatorskich) ław będą eskalować z wiarą, że wdepczą ich w ziemię. Do władzy doszli ludzie w znacznej części nieodpowiedzialni, zawzięci, bezczelni, o zatrważającym morale i kompetencjach, zatem wyprostowany palec stanowi groźne memento. Fuck to dla nich sposób na zarządzanie państwem.

Często zastanawiam się nad ambicjami i celami oberprezesa. Chce za wszelką cenę wejść do hallu ojczyźnianej sławy i chwały, znaleźć się na poczesnym miejscu na kartach naszej historii. Nie wiem, jak człowiek uważający się za nieprzeciętnie inteligentnego, wręcz męża opatrznościowego, może nie wiedzieć, że posiadając tyle (zakulisowej) władzy w swoich rękach, mógłby zasłynąć po wsze czasy jako skuteczny polityk skłonny do kompromisów, szukający porozumienia z politycznymi rywalami w imię lepszej przyszłości WSZYSTKICH obywateli, skłaniający swoich wyborców do naśladownictwa. Człowiek, który w trudnych czasach użyłby swoich szerokich wpływów, by dążyć do zlikwidowania podziałów wśród Polaków, niechybnie obwołany byłby wielkim. Ale oberprezes, chętnie odwołujący się do chrześcijańskich tradycji i zasad, ma taką wielkość w nosie. Gdy na sali sejmowej posłowie opozycji apelują do jego rozsądku, rechocze i obmyśla ponure scenariusze, by ich upokorzyć i zniszczyć. Oby historia potraktowała go tak, jak na to zasługuje ten symbol pogardy.

Prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog, niegdyś wspierająca we wszystkim oberprezesa, powiedziała niedawno, że „wydobywa z ludzi najgorsze cechy, zmienia Polskę na gorsze i ośmiela lumpów”. Lech Wałęsa, niegdyś popierany przez braci Kaczyńskich, na pytanie (oba źródła „Newsweek”): „Jaki on (Jarosław Kaczyński) jest?”, odpowiada: „Taki jak widać – mały, złośliwy, zakompleksiony, a przy tym bardzo inteligentny i sprytny. Ale do kości niedobry człowiek”. I wreszcie Adam Michnik: „Jarek, przecież ty nie będziesz wiecznie żył, dlaczego ty chcesz przejść do historii jako niszczyciel? Miałeś przyzwoitego brata, przyzwoitą mamę – dlaczego robisz to wszystko?”

Zapewne nigdy się nie dowiemy. A oberprezes zawsze może pokazać środkowy palec.

Andrzej Basiński

Tagi: ,