Tygodnik DB2010

Cesarski romans w Książu

SONY DSC

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opowiem dzisiaj o romantycznej historii, jaka miała miejsce na zamku Książ, choć nie kończy się ona – niestety – znanym z amerykańskich filmów, klasycznym happy endem.

To nie jest nic nadzwyczajnego, że piękne pałace i zamki mają swoje romantyczne sekrety, że ich masywne mury są świadkami dramatycznych scen miłości, wiarołomstwa, zdrady. Wiele z nich znajduje artystyczne odbicie w literaturze lub filmie z powodu aury tajemniczości i sensacji. W obecnych czasach, jeśli wątek romansowy dotyczy osób z wyższych sfer, to jego medialny oddźwięk przerasta nasze wyobrażenia. Jesteśmy świadkami tego wszystkiego, co się działo w środkach masowego przekazu nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale na całym świecie, gdy nastąpił moment zaślubin urodziwej Kate Middleton – z Wilhelmem, starszym synem księcia Walii Karola i jego tragicznie zmarłej żony Diany. A przecież to był dopiero początek współczesnej bajki z tysiąca i jednej nocy, bo wątek romansowy wciąż trwa, pojawiają się kolejni potomkowie monarszego rodu, a zainteresowanie medialne rodziną królewską w Anglii i na świecie wcale nie maleje.

Romans, o którym chcę dziś opowiedzieć, mógłby wywołać niemniejsze poruszenie światowych agencji prasowych, gdyby nie to, że dział się w I połowie XIX wieku, a więc w czasach, gdy nikomu się jeszcze nie śniło o telewizji, internecie i elektronicznej komunikacji. A szkoda, bo zarówno miejsce, gdzie rozgrywa się akcja jak i postaci w niej uczestniczące zasługują na szczególne zainteresowanie. Już sam wymyślony przeze mnie tytuł tej opowieści – „Cesarski romans w Książu”, może budzić emocje.

Jeszcze przed powstaniem listopadowym po utworzeniu na Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku marionetkowego Królestwa Polskiego, którego królem był car rosyjski, ówczesny Salzbrunn (dzisiejsze Szczawno-Zdrój) stał się Mekką dla potrzebujących kuracji zniewolonych Polaków. Wojażowano do jego wód całymi rodzinami. Przebywała tu m. in. generałowa Dąbrowska z Winnogóry, żona znanego z naszego hymnu narodowego Henryka Dąbrowskiego, słynnego twórcy Legionów Polskich we Włoszech. Towarzyszyła jej hrabina Mielżyńska z Miłosławca, a także pułkownikowa Ponińska z pobliskiej Wrześni. Wymienione trzy panie zajmowały pokoje „Pod Złotym Lwem” i „Złotym Słońcem”, a bawił je gawędami na spacerach znajomy proboszcz z Żerkowa, Bentkowski – bo jak widać całe towarzystwo to geograficzni sąsiedzi nieomal z jednej wielkopolskiej gminy.

To jest oczywiście zaledwie początek listy Polaków przybywających na kurację w te strony, a więc i do Starego Zdroju w samym Wałbrzychu, i do śmiało konkurującego z nim Szczawna-Zdroju. Dziś skoncentruję się na niezwykle ważnej personie, której przybycie do szczawieńskiego zdroju już samo w sobie było ogromną promocją tego młodego uzdrowiska. Mam tu na uwadze kolejnego gościa z obszaru Wielkopolski, a mianowicie księżną Luizę Radziwiłłową, żonę jednego z najwybitniejszych ówczesnych polskich możnowładców i polityków, Antoniego Radziwiłła, namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Ta dostojna dama przybyła tu na kurację w 1820 roku wraz z synem Ferdynandem i dwiema córkami, Elizą i Wandą, ale zamieszkała w gościnnie otwartym dla osób tak wysokiego urodzenia zamku Książ. Zarówno zamek Fürstenstein jak i uzdrowisko Salzbrunn były własnością rodziny von Hochbergów, zaprzyjaźnionej i skoligaconej z najzacniejszymi rodami ówczesnych Prus i ziem ościennych. Należeli do nich Radziwiłłowie, zwłaszcza, że żona namiestnika Antoniego, Luiza pochodziła z królewskiego rodu Hohenzollernów. Księżna aktywnie uczestniczyła w zaproponowanym podupadającemu na zdrowiu synowi programie leczenia, a także w życiu kulturalnym uzdrowiska. Dla Szczawna zasłużyła się słynnym listem dziękczynnym do doktora Zemplina, twórcy miejscowego lecznictwa, sławiąc piękno kurortu, znakomitą opiekę medyczną i pozytywne efekty leczenia pacjentów. List ten starannie wydany w dużym nakładzie był rozpowszechniany wśród kuracjuszy przez parę kolejnych lat i stanowił bezcenną reklamę uzdrowiska.

To bardzo ważne dla Szczawna-Zdroju wydarzenie, więc warto było o nim przypomnieć, ale nie księżna Luiza jest bohaterem literackim tej opowieści. Jest nią jej córka, Eliza Fryderyka Luiza Marta Radziwiłłówna (ur. 28 października 1803 r. – zm. 27 września 1834 r.), starsza córka Antoniego Henryka Radziwiłła i wspomnianej wyżej księżniczki pruskiej Ludwiki „Luizy” Hohenzollern. To właśnie ona, „Czarująca Eliza”, „Anioł z Ciszycy”, jak ją komplementowała berlińska prasa, stała się podmiotem niezwykle pięknego i wzruszającego romansu.
Eliza okazała się dziewczyną niepospolicie piękną, o urodzie skandynawskiej i litewskim temperamencie. Po przybyciu na zamek Książ liczyła sobie 17 lat, była więc w kwiecie wieku. Trudno więc dziwić się, że zwróciła na siebie uwagę goszczącego w zamku młodego Wilhelma Hohenzollerna, drugiego syna króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III. Nie potrzeba było wiele czasu, by zawarta już wcześniej znajomość dwojga młodych i spowinowaconych przekształciła się tu właśnie na zamku Książ w gorące uczucie.

Cudownie położony zamek, bujna przyroda wokół, słoneczne dni wśród fontann tarasowych i różnobarwnych klombów sprawiły, że zaloty późniejszego cesarza niemieckiego Wilhelma I stały się całkiem na serio. Dla obojga była to pierwsza miłość, tym mocniejsza, że obopólna. Wspólne spacery ścieżkami wokół zamku i w alejach parkowych uzdrowiska umocniły wzajemną więź i gotowość zawarcia związku małżeńskiego. Dla potwierdzenia tej decyzji odbyły się zgodnie z dworskim konwenansem uroczyste zaręczyny i młodzi kochankowie snuli plany małżeńskie. Sytuacja nie była jednak taka prosta, a w miarę upływu czasu stawała się coraz bardziej skomplikowana. Co stało na przeszkodzie, co powodowało, że kochająca się para nie mogła się doczekać spełnienia swych zamierzeń?

Niestety, nie po raz pierwszy spotykamy się z sytuacją potwierdzającą tezę, że życie na dworach monarszych nie jest wcale usłane różami. Potencjalny związek następcy tronu z rodu Hohenzollernów, z księżniczką, ale nieczystej krwi niemieckiej, boć przecież ojcem jej był Radziwiłł z pochodzenia litewskiego, jak się okazało mógł spowodować utratę przez Wilhelma praw do tronu. Radziwiłłowie wynajęli prawnika K.F. Eichhorna, którego zadaniem było opracowanie historii rodu, świadczącej o jego równości z suwerennymi książętami Rzeszy. Wysunięto nawet projekt adopcji Elizy przez cara rosyjskiego Aleksandra I. Pomysł ten jednak wywołał wahanie cara, poza tym adopcja nie rozwiązałaby problemu, gdyż o równości rodowej decydowała krew, a nie nazwisko. Wobec sprzeciwu części rodziny i pruskich polityków Wilhelm porzucił swe zamiary i po sześciu latach wahań zdecydował się poślubić wskazaną mu przez rodzinę Augustę, księżniczkę von Sachsen-Weimar. Wprawdzie nie zapomniał o swej młodzieńczej namiętności i na swoim biurku postawił jej wizerunek, ale nie zapobiegło to załamaniu psychicznemu wiernej mu do końca życia Elizy.
Eliza nie wyszła nigdy za mąż. Zmarła po ostatecznym rozstaniu z Wilhelmem, w wieku 31 lat na gruźlicę. Pochowana została w dworku rodzinnym Antoninie. Ten piękny pałacyk w gminie Przygodzice, w dorzeczu Baryczy, dawnej posiadłości bojarskiego rodu Radziwiłłów, niedaleko Ostrowa Wielkopolskiego zyskał sobie opinię centrum życia kulturalnego ówczesnej Wielkopolski. Tu, w Przygodzicach rezydowała rodzina Antoniego i Luizy Radziwiłłów w czasie pełnienia przez niego funkcji namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego, utworzonego w 1815 roku mocą postanowień Kongresu Wiedeńskiego.

Miłość Elizy Fryderyki Luizy Marty Radziwiłłówny i Wilhelma Hohenzollerna (drugiego syna króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III) była słodką udręką, której nie dozwolono ziścić się mimo obopólnej zgody młodej pary. Górę nad nią wzięła tzw. racja stanu, pretekstem stała się rzekoma różnica urodzenia, a rodzice i krewni zrobili wszystko, aby powstrzymać wyimaginowany mariaż. Eliza Radziwiłł, córka namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego, księcia Antoniego Radziwiłła i Luizy z domu Hohenzollern oraz jej daleki kuzyn książę Wilhelm Hohenzollern, przyszły cesarz Wilhelm I, nie doczekali się spełnienia swoich młodzieńczych marzeń. Po 6 latach od zaręczyn z Elizą Wilhelm poślubił narzuconą mu księżniczkę Augustę von Sachsem-Weimar, Eliza zaś – zdradzona przez ukochanego – w kilka lat po jego ślubie zmarła.

Ta historia przylgnęła także jak złota klamra do pałacu w Ciszycy, leżącej u podnóża góry Radziwiłłówki (465 m n.p.m.) w północno-zachodniej części Kowar, letniej rezydencji Radziwiłłów. To w tym pałacu bowiem, latem przebywała z rodziną Eliza, wspomniany wyżej „Anioł z Ciszycy”, to tutaj częstym gościem był książę Wilhelm, którego królewska familia spędzała wakacje w pobliskich Mysłakowicach, Karpnikach lub Wojanowie. Karkonoska Ciszyca z widokiem na Śnieżkę przeszła niebawem na własność Wandy i Adama Czartoryskich po ich ślubie i przetrwała jako posiadłość tej rodziny długie lata (do 1926 roku).

Księżniczkę Elizę poznajemy z jeszcze innej strony; obok urody wzbudzała podziw pięknym głosem i talentem malarskim, odziedziczonym po ojcu. Znane były jej sympatie do dekabrystów i powstańców listopadowych. To właśnie ona jest autorką znakomitych portretów rysunkowych Fryderyka Chopina, który bywał gościem i dawał koncerty w Antoninie, wielkopolskiej rezydencji Radziwiłłów. Wyrazem wdzięczności Chopina za gościnność, a być może także hołdu dla urody i inteligencji młodszej z córek gospodarzy – Wandy, przyszłej małżonki księcia Adama Czartoryskiego, był skomponowany na miejscu Polonez na wiolonczelę i fortepian oraz Trio g-moll z dedykacją dla rodziny Antoniego i Luizy Radziwiłłów. Scenę koncertu Chopina w Antoninie uwiecznił na płótnie nie kto inny, jak sam Henryk Siemiradzki.

Nie mogę sobie nie pozwolić na to, by przy tej okazji nie powiedzieć parę słów o rodzicach Elizy. Namiestnikowski tryb życia księcia Antoniego, zmuszał Radziwiłłów do ciągłych podróży i zmian miejsca zamieszkania. Głównymi ich kwaterami były berliński pałac przy Wilhelmstrasse 77 i nie mniejszy w Poznaniu przy placu Kolegiackim. Wędrówki te były podzielone na etapy według pór roku. Czas zimowo-wiosenny najczęściej spędzali w Poznaniu. Natomiast na letnio-jesienny wypoczynek udawali się w Sudety. Tam, w Lądku Zdroju, w miejscowym „Hotelu de Pologne”, będącym własnością Radziwiłłów, ich córka Eliza założyła bibliotekę z polskim księgozbiorem, mając na uwadze rodaków przybywających do lądeckich wód. Stąd równie chętnie przemieszczali się do Ciszycy (Ruhberg) koło Kowar – letniej rezydencji, którą nabyli na własność w 1824 roku.

Myślę, że jest to fakt zapisany złotymi zgłoskami w historii Lądka Zdroju, właśnie ta polska książnica, założona przez Elizę, a warto to wydarzenie przypomnieć właśnie teraz, gdy obchodzimy uroczyście Dzień Bibliotekarza, a nasz dolnośląski Wrocław stał się na ten rok europejską stolicą książki.

Nieszczęśliwy splot tragicznych wydarzeń wysypał się, jak z puszki Pandory, na rodzinę Radziwiłłów. Śmierć synów, synowej i wnuczki oraz sercowy dramat córki Elizy sprawiły, że czarne chmury spowiły radosne dotąd oblicze książęcej rodziny. Dołączyły do tego coraz chłodniejsze stosunki z Berlinem, co książę odczuwał niezwykle dotkliwie. Zwłaszcza po upadku planów małżeńskich Elizy Radziwiłłówny i Wilhelma Hohenzollerna. Wykorzystując to, Baumann, nowy prezes Wielkiego Księstwa Poznańskiego, wręcz otwarcie zajmował nieprzychylne stanowisko wobec księcia Radziwiłła. Zaniepokojony tymi działaniami książę Antoni, w grudniu 1830 roku udał się do Berlina. Tu jednak czekała na niego przykra niespodzianka – zawieszenie go w obowiązkach namiestnika. Ten niespodziewany cios zadany rękami tych, z którymi przez całe lata służby publicznej i życia towarzyskiego starał się kroczyć drogą kompromisu, uległości i zgody, bardzo mocno wstrząsnął psychicznie także głową rodziny Radziwiłłów. Nie pomogły próby ratowania podupadającego na zdrowiu księcia, mimo troskliwej opieki żony i starań lekarzy, załamany psychicznie zmarł w Berlinie w 1833 roku w wieku 58 lat.

Radziwiłłowie parokrotnie leczyli się w Szczawnie-Zdroju, mianem Luizy i Elizy ochrzczono obiekty zdrojowe. W całym rejonie Karkonoszy pozostała po Radziwiłłach legenda, jako że była to rodzina prawdziwie artystyczna. Goethe nazwał Antoniego, muzyka, śpiewaka i malarza, pierwszym prawdziwym trubadurem, jakiego poznał i poświęcił mu dwa wiersze, zaś wielki Beethoven – Uwerturę opus 115. Matka i obie córki rozwijały w okolicy Kowar działalność charytatywną. Nic więc dziwnego, że ich tutejsza aktywność stała się legendarna.
Nad litewskim rodem z Nieświeża ciąży odium „Potopu” Henryka Sienkiewicza, w którym obaj Radziwiłłowie, Janusz i Bogusław, pokazani zostali jako oligarchowie magnaccy żądni władzy i zaszczytów, zdrajcy króla i ojczyzny. Oceny historyków nie są tak jednoznaczne, a dalsze koleje losów rodu Radziwiłłów rzucają korzystne światło na ich rolę w podtrzymywaniu i utrwalaniu tożsamości narodowej, polskiej.

Warto jak sądzę, wskrzeszać pamięć o tych wszystkich wydarzeniach z przeszłości nie tylko z powodu ich dramatyzmu, ale także by uświadomić sobie jak ważną rolę odgrywali Polacy i w Wielkopolsce, i na Dolnym Śląsku, i w byłym niemieckim uzdrowisku Bad Salzbrunn, które dziś tak wydatnie zdobi karty polskiej historii Dolnego Śląska.

Stanisław Michalik

 

Tags: ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej