Co się z nami stało?

Polecamy2 marca, 2016

basinski felietonZbigniew Hołdys, felietonista „Newsweeka”, muzyk i kompozytor, niegdyś lider grupy Perfect, opowiedział o swoim internetowym eksperymencie, któremu poddał hejterów kilka dni po wyborczym zwycięstwie PiS.

„(…) Na Twitterze wypuściłem kilka postów parodiujących wpisy niedawnych „niepokornych”, czyli prawicowych dziennikarzy i sekundujących im trolli, którzy z chwilą wygranych wyborów nieoczekiwanie stali się – że użyję ich języka – reżimowymi cynglami (…). W kolejnych postach odtwarzałem ich język, z jedną różnicą: nie szydziłem z nikogo personalnie jak oni, nie groziłem nikomu (bo to nie jest zabawne), nie pisałem, że go powieszę, kraty właśnie dla niego spawam, że ma wypier…do Izraela, Moskwy czy Afryki banany prostować. Nic z tych rzeczy. Po prostu pisałem ich codziennym językiem (…), że trzeba im teraz patrzeć na ręce, bo są reżimowi, że niektórzy skazani idą do Sejmu i w ten sposób unikają odsiadki, a więc są kryci przez mocodawców (…). Co kilka wpisów zadawałem im pytanie, czy dobieram stosowne słowa.

Dostali szału. Chyba nigdy nie otrzymałem tyle bluzgów w ciągu kwadransa. Jakbym ich okradł z dziedzictwa narodowego. Znaczna ilość bluzgów pochodziła od ludzi, których profile zdobiły fotografie z polskim orłem, biało-czerwoną flagą, kotwicą Polski Walczącej (…).

Pisząc próbował przekonywać, ale był to wysiłek Syzyfa. „Po paru (…) postach siła mi siadła. Mimo zachęty ze strony licznych fanów tej zabawy napisałem: „Sorry, więcej nie daję rady”. I wyjaśniłem: „Hejterzy, to było wasze lustro, zajrzeliście w nie właśnie”. Nie wiem, jaki trzeba mieć mózg, by tak jechać 24 godz., miotać wiadrami krystalicznej nienawiści, niszczyć innych ludzi, pastwić się, zastraszać i pohańbiać, bluzgać, kłamać, poniewierać, szmacić – a wszystko w imię wygrania jednych wymarzonych wyborów. Niestety, jednego jestem pewien: odwet będzie. Raz zasiana nienawiść rośnie bujniej niż dżungla”. Tyle Hołdys.

A teraz inny felietonista „Newsweeka”, Marcin Meller, który ma podobne do Hołdysowych refleksje.

„Internet puchnie od zaproszeń imigrantów do Polski, w której wystarczy tylko rozpalić piece w krematoriach i będzie po problemie (…). Żydków dorzucimy przy okazji, wytępimy lewackie szczury, spalimy śmieci napalmem. Pod nazwiskiem, ze słitfociami własnymi, uroczych żon, słodkich dzieci.

Po przełomie 1989 r. wielu sądziło, że oto po wielkiej wojnie, Hitlerze, Stalinie, komunie nastała wreszcie normalność. Nawet wojna na Bałkanach w latach 90., kilkaset kilometrów od naszej południowej granicy, nie wyrwała nas z błogostanu. Jednym się podobała III RP, innym nie, ale raczej nikt nie patrzył na swoje dzieci, zastanawiając się, co z nimi zrobi, gdy nadejdzie pożoga.

Wojna na Ukrainie była jasnym sygnałem, że „normalność” się kończy, zaś skumulowane powstanie Państwa Islamskiego, fala imigrantów i nasilenie terroru obwieściły ostateczny koniec szczęśliwej ćwiartki wieku. Dopiero teraz widać, że „normalność” była słodką nienormalnością, o której możemy już na zawsze zapomnieć. U nas jeszcze nie strzelają, ale już żyjemy w świecie kryzysu i wojny. Zawsze tak jest, że po zbyt długim czasie spokoju i dobrobytu część polityków i młodych pragnie utoczenia krwi, oczyszczającej zawieruchy i rozpierduchy. Nuda mąci umysły, wkurza. Polski internet spływa krwią i żądzą mordu. I tylko się zastanawiam, ilu spośród tych, którzy pod nazwiskami (…) piszą, że chcieliby podsypywać węgiel pod piece komór gazowych, kopać masowe groby, rozstrzeliwać seriami – w razie czego przeszłoby od słów do czynów”. Tyle Meller, syn Stefana Mellera, przez pół roku ministra spraw zagranicznych w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, a więc PiS.

Do powyższych słów nie dodam własnego, szerszego komentarza. Po prostu, nic dodać, nic ująć. Napiszę tylko, że w Polsce postępuje zdziczenie, a wielu spośród tych, którym nowe okoliczności i nowa władza do reszty wyprostowały mózgowe zwoje (co pokazują sondaże), gotowych jest wytępić resztę rodaków i kogoś jeszcze. W imię dobrej zmiany.

Andrzej Basiński

Tagi: ,