Zacznijmy od Wilka

Polecamy22 września, 2015

stanislaw michalikJak dobrze się stało, że sensacyjna informacja o „złotym pociągu” w sezonie ogórkowym poruszyła cały medialny świat tak mocno, że dziś nie da się już odłożyć planów odsłonięcia prawdy o Wałbrzychu. A potwierdzi ona w całej rozciągłości, że jest to miasto wyjątkowe i dotąd zupełnie niedoceniane, a jak sądzę m.in. dlatego, że położone na peryferiach zdominowanego przez Wrocław – Dolnego Śląska i zapatrzonej w siebie Warszawę – stolicę Rzeczpospolitej.

Pisząc o ślepej uliczce, w jakiej znalazła się idea odsłonięcia tajnej części podziemi Książa, wspomniałem o interesującej sugestii wrocławskiego eksploratora, który zwrócił uwagę na pozostawionych przez Niemców dwóch obiektach budowlanych i szybie wentylacyjnym prowadzącym w głąb ziemi na zboczach niewielkiego wzniesienia o nazwie Wilk.

Tenże właśnie Wilk, zwany też Wilczą Górą, po niemiecku Wulsfberg lub Wolfs Berg, to niewielkie wzniesienie liczące sobie 409 m. npm. na Pogórzu Wałbrzyskim w obrębie Książańskiego Parku Krajobrazowego. Wyrasta na terenie zespołu parkowego zamku Książ, oddzielony stylowymi zabudowaniami Stadniny Ogierów, spełniając pożyteczną role jako pastwiska stadniny, gdzieniegdzie porośnięte kępami drzew i krzewów. Z drugiej strony w kierunku Świebodzic, opada stromo do doliny Pełcznicy, gdzie ciągną się łańcuchowo zabudowania włączonych do Świebodzic wiosek: Wilczej Góry, a nieco niżej Pełcznicy. W latach osiemdziesiątych istniał na Wilku narciarski wyciąg zaczepowy.

Jadąc samochodem do Książa bocznym odgałęzieniem głównej drogi z Wałbrzycha do Świebodzic, w pobliżu hipodromu, po prawej stronie dostrzegamy bez trudu rozległe zbocza Wilka. Nie budzą one szczególnego zainteresowania i takimi pozostawałyby nadal, gdyby nie te właśnie intrygujące pozostałości z czasów wojennych. Komu zależało i dlaczego, by wydrążyć tu, w miejscu odludnym, głęboki szyb wentylacyjny? Jaką funkcję miały do spełnienia postawione obok betonowe obiekty? Co się kryje na dnie tego właśnie szybu wentylacyjnego? Podobny szyb zbudowany został na Osówce w Głuszycy i prowadzi on z wierzchołka góry wprost do dolnych korytarzy Osówki, pełniąc ważną rolę wentylacyjną.

Wydaje się rzeczą oczywistą, że najwyższy już czas, by poszukać odpowiedzi na te pytania. Czy szyb na Wilku miał do spełnienia podobną funkcję, co szyb na Osówce? A jeśli tak, to jest sprawą otwartą dotarcie tym szybem do ukrytej części podziemi Książa.

A oto, co napisał do mnie anonimowy Wałbrzyszanin: „A najprostsze dojście do nieudostępnionych podziemi zamku Książ znajdowało się od strony wałbrzyskich kopalń. Jeden z tuneli prowadził od strony Wałbrzycha upadową w kierunku zamku Książ. Niemcy też korzystali z sejsmografów, ale mieli je umieszczone we Wrocławiu w nieistniejącym już budynku”.

W ten sposób mój interlokutor odniósł się również sceptycznie do sprawy umieszczenia obserwatorium akurat w podziemiach Książa.

Kwestii podziemnych labiryntów kopalnianych pod Wałbrzychem poświecił dużo miejsca Jerzy Rostkowski w swej rewelacyjnej książce „Podziemia III Rzeszy. Tajemnice Książa, Wałbrzycha i Szczawna Zdroju”. Jerzy Rostkowski przytacza w swej książce informację otrzymaną od wałbrzyskiego eksploratora, pasjonata wojennych tajemnic III Rzeszy, Tomasza Jurka:

„Rüdiger… położony w odległych podziemnych wyrobiskach pokopalnianych, miał się stać podziemnym laboratorium jądrowym. Do obiektu, który był samowystarczalny, wyposażony we wszystkie agregaty prądotwórcze, ogrzewanie olejowe, własne ujęcie wody, doprowadzono pod ziemią kilkanaście kilometrów sieci energetycznej dużej mocy z elektrowni Wałbrzych. Obiekt również posiadał podziemną kolej łączącą go z Wałbrzychem. Poszczególne pomieszczenia oddzielały stalowe śluzy, otwierane za pomocą specjalnych kodowanych przepustek. Rüdiger posiadał bezpośrednią łączność telewizyjną ze wszystkimi instytucjami III Rzeszy oraz Führerhuptquartieren (FHQ), realizowaną poprzez centralę w podziemiach Fürstenstein…”

Powstają więc teraz kolejne pytania. Czy rzeczywiście ten gigantyczny projekt został przez Niemców zrealizowany, a jeśli tak, to gdzie się znajduje w Wałbrzychu, gdzie jest to tajemne miejsce, czy zostało odkryte?

W dwóch rozdziałach (15 i 16) książki Jerzego Rostkowskiego znajdziemy mnóstwo szczegółów ilustrujących niezwykle żmudne i uciążliwe dochodzenie do sedna sprawy. Finał dociekań teoretyczno-doświadczalnych autora książki jest dla nas zaskakujący. Dlaczego tak zaskakujący? Bo dotyczy nie tego, co znajduje się na powierzchni, ale tego, co pod ziemią. W Wałbrzychu mamy do czynienia nie z jedną fabryką zbrojeniową w wyrobiskach kopalnianych, lecz z całym podziemnym kompleksem fabryk, połączonych podziemnym systemem komunikacyjnym. Najważniejszą rolę w tym systemie odgrywała właśnie Lisia Sztolnia, łącząca centrum kompleksu z rozsianymi po wszystkich szybach kopalnianych Wałbrzycha tajnymi fabrykami. Pod miastem mamy na określonym poziomie 410 m w dół zdumiewający labirynt podziemnych sztolni i hal fabrycznych, nie mający nic wspólnego z wydobyciem węgla. Wybiegają one daleko poza administracyjne granice miasta, m. in. do Książa. I jeszcze rzecz najważniejsza – centrum tego podziemnego miasta znajduje się, co wydawać by się mogło najmniej prawdopodobne, też w środku Wałbrzycha – właśnie pod Parkową Górą i Harcówką, miejscem spacerów dorosłych i zabaw dzieci i młodzieży. Tu mogą znajdować się do dziś nietknięte ludzką ręką ślady laboratorium zbrojeniowego, które udało się w ostatniej chwili zablokować i zamaskować, ale na pewno nie zniszczyć, bo przecież wciąż tliła się w świadomości Niemców iskra nadziei, że Adolf Hitler odwróci losy wojny, a nawet jeśli nie, to i tak będzie można tu jeszcze powrócić. Drugie takie ważne miejsce doświadczalne związane z produkcją najnowocześniejszej broni znajduje się pod ziemią na samym początku Sobięcina, tam gdzie dziś króluje galeria handlowa, a skąd dość blisko podziemnymi chodnikami zarówno do centrum jak i do szybów dawnej kopalni Victoria.

To co powiedziałem wyżej, to zaledwie skrót, zwięzła komasacja obszernych dociekań autora, udokumentowanych interesującymi rozmowami z wałbrzyskimi inżynierami górnictwa i świadkami różnych zdarzeń powojennych, wskazujących na istnienie „drugiego, podziemnego Wałbrzycha”, o którym do dziś niewiele wiedzieliśmy. Takie książki jak „Podziemia III Rzeszy” Jerzego Rostkowskiego rzucają wiązkę światła na mroczne tajemnice niemieckiej Wunderwaffen (cudownej broni) w Wałbrzychu. To fascynująca historia, tak samo jak fascynująca jest książka, najważniejsza jak sądzę, w całej twórczości Jerzego Rostkowskiego, może być najważniejsza także dla Wałbrzycha.

Okazuje się, że możliwości dotarcia do ukrytych sztolni jest więcej. Tylko kto powinien się tym zająć? Otóż to. Zainteresowanych instytucji jest wiele, poczynając od władz samorządowych Wałbrzycha, na Zarządzie Spółki Zamek Książ kończąc. Ale problem tkwi w braku determinacji i konsekwencji oraz opieszałości w działaniach naszej biurokracji. Sądzę więc, że tą sprawą powinna się zająć odrębna, społeczna organizacja lub instytucja, znajdująca akceptację i wsparcie ze strony władz, elit społecznych i organizacji turystycznych.

Na zamku powstała, odnosząc duże sukcesy, Fundacja Księżnej Daisy. Równie ważną mogłaby się stać Fundacja Odkrycia Tajemnic Podziemi Zamkowych, gdyby taką udało się utworzyć. Dziś można przecież skorzystać ze środków unijnych. Potrzeba więc inicjatywy i gotowych do poświęceń ludzi. Wciąż wierzę w to, że tak się niebawem stanie.

Dziś, kiedy tak głośną na cały świat stała się możliwość odkrycia pancernego pociągu w podziemiach bliskich Książu, nie można będzie pozostawić tunele zamkowe „ na bocznym torze”. Wszystko przemawia za tym, by zacząć od Wilka!

Stanisław Michalik

Tagi: ,