Najpierw burdel, potem się zobaczy…

Polecamy14 lipca, 2015

basinski_nowe

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Apelujemy do Platformy Obywatelskiej, by odwołała nakaz molestowania dzieci oraz zakaz przeprowadzania staruszków na przejściach dla pieszych. Wiedząc, jak wredna jest obecna władza, nie mamy jednak złudzeń, że nasz apel spotka się z należytym odzewem. Wrócimy do tych jakże palących spraw po wygraniu wyborów przez Prawo i Sprawiedliwość”.

Absurdów mamy ostatnio szczególny wysyp, więc nie można wykluczyć, że premier in spe Beata Szydło, wystąpi jeszcze z podobnym apelem, podobnie jak to się stało w przypadku rzekomo rychłego wstąpienia Polski do strefu euro oraz rzekomo zagrożonych lasów państwowych. Powszechnie wiadomo, że to bzdury, ale pisowscy funkcjonariusze są dobrymi uczniami gobbelsowskich zasad skutecznej propagandy i liczą, że kłamstwo powtarzane tysiąc razy stanie się prawdą.

Ukazała się książka „Wygaszanie Polski 1989 – 2005”. Jej wydawca twierdzi: „To niesamowita książka, która w sposób jasny pokazuje tragedię Polski, czyli jej powolne unicestwianie przez polskie władze”.

Kretyństwo ewidentne, klamstwo bezwstydne. Ale tysiąc razy powtarzane… Problemem jest to, że wielu zostało tym zaczadzonych. Czyżby tak rozrósł się „ciemny lud” nazwany tak przez Jacka Kurskiego?

Psychoterapeuta Wojciech Eichelberger wypowiada się w wywiadzie na łamach „Newsweeka”:

„Elektorat PiS to w znacznej mierze dawny zabór rosyjski, który (…) jest (…) najbardziej tradycyjny, przesiąknięty nacjonalistycznymi tęsknotami i najbardziej rozmodlony. Dziś ta Polska ma w końcu swojego prezydenta, którego największym jak dotychczas sukcesem jest to, że złapał w locie spadającą hostię. Co bez trudu zrobiłaby odruchowo większość ludzi, gdyby stali na jego miejscu. Ale romantyczna potrzeba symbolizacji i sakralizacji jest tak wielka, że nikt w ogóle nie pyta, dlaczego w ogóle hostia spadła w obecności elekta, a on (…) urasta w oczach swoich zwolenników do rangi bohatera i bożego pomazańca”. W innym miejscu Eichelberger mówi: „Duda i Kukiz pozornie wydają się bohaterami z różnych bajek. Jeden pokazuje twarz rozmodlonego maminsynka, a drugi zbuntowanego rockmana w glanach, ale w koszulce z orłem na piersi”.

O Kukizie pisze też naczelny „Newsweeka” Tomasz Lis, zauważając, że „zaczyna ujawniać swój „program” trącący ksenofobią, nietolerancją i nienawiścią. Oburzony obecną władzą elektorat dostanie tego, co chce. Niestrawności dostanie dopiero potem”.

W zakończeniu felietonu tego autora czytamy:

„Nadchodzą czasy mocnych ludzi, odrobinka autorytaryzmu, szczypta nacjonalizmu z dodatkiem kołtunerii i kabotyństwa. Lepszą przyszłość będą budowali panowie Kaczyński i Kukiz, z błogosławieństwem episkopatu, z którym całkowicie – jak sam deklaruje – identyfikuje się prezydent Duda. Za plecami nowego prezydenta obok flagi biało-czerwonej nie ma już flagi europejskiej. Symboliczne. I uczciwe. Właśnie zaczynamy zmierzać w stronę przeciwną niż Europa”.

Po raz kolejny na tych łamach wyrażam zdumienie, że jest w Polsce wielu ludzi, którzy nie bacząc na księżycowe, superpopulistyczne i horrendalne z ekonomicznego punktu widzenia koszty zapowiedzi powszechnego szczęścia po oddaniu głosów na PiS, reagują: „Obecnej władzy już nie chcemy, co by pożytecznego nie robiła. Nowej jeszcze nie znamy, więc zaryzykujmy”. Wyborcy nie pamiętający Polski sprzed transformacji, nie obserwujący PiS przy władzy, którym wydaje się, że liczne zdobycze ostatniego ćwierćwiecza, za które ceni nas świat, są sprawami nie wartymi uwagi, krzyczą najgłośniej. Upadek Grecji zdaje się nie robić wrażenia, a przecież wysypanie setek miliardów na zaspokojenie pragnień nowego elektoratu, grozi zaprzepaszczeniem wszystkiego, co wypełnia narodowy skarbiec (to oczywiście przenośnia, a nie zasoby NBP). Gdyby wszystko zaczęło się walić, a bankomaty zaczęłyby wypłacać po 20 zł., być może zareagowaliby: „Sorry, PiS wpuściło nas w maliny, trudno, nic się zrobić nie da, przemęczmy się kilka lat”. Temu elektoratowi należy codziennie uświadamiać: „Masz jeszcze czas na zastanowienie, zanim przyczynisz się do nędzy swoich rodaków, którym na dodatek zafundujesz autorytaryzm, wszechwładne służby specjalne, izolację Polski i powszechny lęk, którą to orkiestrą będzie dyrygował upojony władzą prezes. Masz jeszcze czas…”.

Wojciech Młynarski, jak zwykle, trzyma rękę na pulsie narodowych idiotyzmów i szybko zareagował na pojawienie się najnowszych w utworze „Randka w ciemno”. Dedykuję go naszym oburzonym, którzy jeszcze nie bardzo wiedzą, czego chcą, oprócz zmiany.

Wskutek ważnych dość wypadków

ujmę rzecz bez zbytnich kruczków:

skończył się czas drętwych dziadków,

przyszły czasy wściekłych wnuczków.

 

Choć nikt, widząc ich na starcie,

nie znał przyczyn ich wściekłości,

już cieszyli się poparciem

znacznej części społeczności.

 

Bowiem jest w tym sensu trochę

i pora się zgodzić ze mną,

że społeczność nasza kocha

takie wściekłe randki w ciemno.

 

A na randce tej czekają

dość nieobliczalne świry

jako szansa mego kraju,

a nie temat do satyry.

 

I nietrudno dziś ustalić,

że przenika ich tęsknota,

żeby wszystkim dać popalić

i pogonić wszystkim kota.

 

I tak myślę sobie nie raz,

nim przejdą od słów do czynów,

skąd wywodzi się kariera

tych rockowych hunwejbinów.

 

Myślę, że tu się odzywa

rdzennie polski gen kretyński,

kiedy tak, jak chciał, wygrywał

z Mazowieckim żłób Tymiński.

 

A ponadto z tego kramu

wyjmę jeszcze fakt konkretny:

wnusie nie są bez programu,

oni mają program świetny.

 

A ten program wściekłych wnusiów

w takich słowach się tłumaczy –

najpierw, kurde, zróbmy burdel,

potem, kurde, się zobaczy!

Andrzej Basiński

Tagi: ,