Orły Temidy made in Poland

Polecamy21 kwietnia, 2015

bohun bartkiewiczPoprzednio pisałem o przeszczepieniu na polski grunt amerykańskiego wzoru policji federalnej, a więc tworu, który w polskich warunkach nie ma, moim zdaniem, racji bytu. Przypomnę tylko, że od samego początku uważałem, i uważam nadal, że to co robi Centralne Biuro Śledcze, mogłyby z takim samym powodzeniem robić tradycyjne wydziały kryminalne, gdyby im przyznano takie same kompetencje, pieniądze i sprzęt. Jednak moda na amerykańskie wzorce przeważyła nad logiką i ekonomią. A przecież jeszcze przed powstaniem CBŚ, jeden amerykański obywatel prowadził swoją wyborczą kampanię prezydencką, pod wiele mówiącym hasłem „ekonomia, głupcze”. W III RP jednak takie myślenie nie miało i nie ma powodzenia.

Aktualnie w naszym życiu społecznym znów pojawia się amerykańska szczepionka. Tym razem na gruncie prawa karnego, w postaci wielkiej nowelizacji przepisów procesowych, czyli kodeksu postępowania karnego. Nowelizacja owa wchodzi w życie 1 lipca br., a od dania uchwalenia ustawy została przez niektórych okrzyknięta jako rewolucyjna. Faktycznie, można ją tak nazwać, ale ja (zresztą nie tylko ja) mam do niej mocno ambiwalentny stosunek i – mówiąc prawdę – wiele rzeczy mi się podoba, a wiele całkiem nie. Przede wszystkim nie podoba mi się to, że jest ona kolejnym przykładem inkorporowania na polski grunt amerykańskich rozwiązań. Nie chcę się stroić w piórka prawniczych autorytetów, więc powołam się na mojego ulubionego profesora prawa Jana Widackiego, świetnego karnistę i adwokata, który wyraził przekonanie, iż wygląda na to, że reforma została wprowadzona przez prawników, którzy projektowali ją zapatrzeni w amerykańskie filmy kryminalne. Według prof. Widackiego twórcy wprowadzanych w życie zmian działali tak, jakby nie zdawali sobie jakby sprawy, że anglosaski system wyrasta z innej kultury prawnej i funkcjonuje w innych realiach społecznych. Konkretnie w atmosferze zaufania obywateli do państwa i państwa do obywateli. A tego akurat u nas, jak na lekarstwo. Nie mam tu miejsca, aby bardziej szczegółowo opisać wszystkie zmiany, więc pozwolę sobie na podkreślenie tylko kilku z nich, a zwłaszcza te, które faktycznie – w polskich warunkach – uznać należy za rewolucyjne.

Najważniejsza ze zmian dotyczy sposobu prowadzenia procesu, a więc usytuowania w nim sędziego, prokuratora i obrońcy. Według nowych przepisów, rola sędziego ograniczy się jedynie do arbitra wysłuchującego racji stron, a cały ciężar dowodu spoczywać będzie na prokuratorze, który – chcąc uzyskać skazanie – będzie musiał doskonale znać całą zawartość materiałów śledztwa. A to wymusi, aby na każdej rozprawie obecny był ten sam prokurator. Ciekawe zatem, skąd prokuratura weźmie tylu prokuratorów, aby wszystkie posiedzenia sądowe w sprawach karnych obsadzić. Prokuratorowi będzie utrudniał życie adwokat, który będzie miał prawo do dokładnego maglowania świadków, aby sędzia słuchający toczącego się sporu, mógł wyrobić sobie odpowiednie zdanie i wydać wyrok. I tu może pojawić się problem, albowiem sąd z urzędu nie będzie mógł sam przeprowadzać dowodów i powoływać biegłych, a więc podejmować własne działania pozwalające mu na samodzielnie ustalanie tzw. prawdy materialnej. Ustawa przewiduje jednak sytuację, kiedy wyjątkowo sędzia będzie mógł w taką dawną rolę wejść, ale ustawa nie precyzuje tych przypadków, stawiając znów na dowolność i wielość interpretacji. Ponieważ cały proces dowodowy odbywać będzie się na rozprawie, słabi adwokaci, nie dający sobie rady z „oporem materii” wypadną szybko z gry, bo nikt nie będzie ryzykował przegranej. Tym bardziej, że ustawa nie wyposaża adwokata w stosowny – równy prokuratorowi – oręż. Na rzecz oskarżenia pracować będzie policja i inne służby, zbierające dowody na jego poparcie. Dowodów na obronę zbierać nie będą, a adwokat nie ma podobnego aparatu, aby podobnie postępować. Jego jedyną bronią będzie zatem umiejętność wyłapywania wszelkich luk lub sprzeczności w dowodach, a do tego trzeba mieć nie tylko sporą wiedzę, ale i specjalne predyspozycje. Spowoduje to, że pozostali na rynku „spece” szybciutko podniosą ceny i obrona będzie słono kosztować. Aby sobie z tym poradzić, wprowadzono zmianę, polegającą na tym, że każdy będzie mógł wystąpić o adwokata z urzędu, niezależnie od tego ile zarabia i na ten cel przeznaczono w budżecie państwa na rok bieżący kwotę 200 mln zł.

Inna istotna zmiana dotyczy radców prawnych, którzy od 1 lipca będą mogli występować w procesach karnych, jako obrońcy, ale zdaje się, że przynajmniej w pierwszym okresie, mogą uczynić więcej krzywdy niż pożytku. Wszak spotkają się z innym rodzajem procesu, zupełnie obcymi dla nich przepisami prawa i to nie tylko procesowego, ale z dziesiątkami ustaw i rozporządzeń regulujących np. funkcjonowanie policji i służb specjalnych. A bez doskonalej znajomości tych przepisów, skuteczną obronę trudno sobie wyobrazić.

Zmieni się nie tylko rola sędziego, prokuratora, ale także i policji. Nowe przepisy stanowią, że w trakcie prowadzonych czynności w ramach postępowania przygotowawczego, policjanci będą mogli sporządzać tylko tzw. protokoły uproszczone, zawierające jedynie podstawowe dane o świadku i o tym, co widział lub słyszał. Właściwe przesłuchanie świadków i biegłych będzie miało miejsce dopiero na sali sadowej. I tu czyha spore zagrożenie, bo pamięć ludzka jest ułomna i być może przed sądem świadek nie będzie mówił o tym, co widział, tylko o tym, czego się w międzyczasie o sprawie dowiedział (z różnych źródeł i różnych przyczyn), co może spowodować, że ta „nowa sprawiedliwość” będzie jeszcze bardziej ułomna.

Myślę, że dlatego też wprowadzono możliwość zawarcia ugody pomiędzy stronami, której przyjęcie całkowicie wyeliminuje konieczność prowadzenia procesu. Zmiany te spowodują zapewne spore skrócenie czasu sądowego procedowania. Sędzia nie będzie miał na stole dziesiątek tomów akt (które i tak rzadko czyta w całości, bo nawet „cienkich” akt często nie chce się mu czytać przed rozprawą), prokurator będzie się spieszył, bo czekać będą inne procesy, a oskarżony będzie chciał się dogadać, jeżeli poczuje, że sprawę ma i tak ma przegraną. Najgorzej mogą wypaść na tym policjanci z dochodzeniówek, których funkcjonowanie stanie się problematyczne. Bo przecież już nie będą musieli prowadzić długaśnych i szczegółowych przesłuchań, gdyż protokoły uproszczone z powodzeniem wypełnią, a dowody zabezpieczą, policjanci z kryminalnego, którzy i tak zawsze pierwsi są na miejscu zdarzenia. Być może dzięki temu więcej policjantów pojawi się na ulicach, bo jak dotąd są na nich kiepsko widzialni. Więcej o różnych aspektach tej reformy piszę na swojej stronie.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,