Zgłaszam sprzeciw!

Polecamy8 grudnia, 2014

basinski_noweKontrast dwóch zdjęć na okładce „POLITYKI” (nr 46 z 12 listopada 2014) jest szokujący. Po lewej efektownie podświetlony nocą strzelisty Most Świętokrzyski w Warszawie, a po prawej – obrzydliwy zaułek z fragmentem koszmarnej kamienicy pozbawionej tynku oraz ohydnego podwórka, po którym szwenda się wyliniały pies.

Okładkowy tytuł „Ranking miast” ogłasza wiodącą publikację numeru. W podtytule: „Gdzie jest najładniej, gdzie żyje się najlepiej, a gdzie najgorzej”. Podpis do pierwszego zdjęcia: Warszawa miejsce 1, a do drugiego: Wałbrzych miejsce 66. Należałoby usiąść i z piekącym wstydem gorzko zapłakać, bowiem jest to miejsce… ostatnie. Czy Wałbrzych naprawdę na nie zasłużył?

Wewnątrz numeru podano kryteria, jakimi kierowali się autorzy publikacji. Są nimi: warunki mieszkaniowe, dochody, praca, wspólnota, edukacja, środowisko, społeczeństwo obywatelskie, zdrowie, zadowolenie z życia i bezpieczeństwo. Wybierając je, oparto się na zestawieniu pod nazwą „Better Life Index”, przygotowanym przez OECD, organizację zrzeszającą najlepiej rozwinięte państwa świata. Zestawienie to ma ilustrować różne aspekty jakości życia. Redakcja dodała jeszcze jedną kategorię: jakość samorządu. Dla każdej z nich wybrano od dwóch do czterech różnych kryteriów. Na przykład dla pracy były nimi stopa bezrobocia i wskaźnik aktywności zawodowej, a dla edukacji – wydatki na oświatę w przeliczeniu na mieszkańca, średni wynik egzaminu gimnazjalnego z języka polskiego i matematyki oraz odsetek dzieci w wieku 3-4 lat chodzących do przedszkoli.

Dalej redakcja wyjaśnia, iż w przypadku każdego kryterium miasto z najlepszym wynikiem otrzymywało 100 pkt., a to z najgorszym – 0. Dla innych miast wyliczano wartość pośrednią. W przypadku większości kryteriów (np. liczba lekarzy, frekwencja w wyborach, przeciętne wynagrodzenie) za najlepszy uznano wynik najwyższy. Jednak w przypadku liczby samobójstw, stopy bezrobocia czy masy odpadów, najlepszy był oczywiście wynik najniższy. W sprawie dokładnych danych redakcja odsyła do odpowiedniej strony internetowej, a następnie podaje sposób dokonywanych obliczeń.

Trudno wątpić w fachowość wykonanej przez redakcję pracy i posądzać ją o złą wolę oraz wytykać jej niecne intencje, posługując się stalinowską sentencją, że nieważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy. Wszelkie dostępne statystyki są jeśli nie całą prawdą, to do prawdy bardzo się zbliżają. Ale są też dane pozyskane w kontaktach z osobami, które nie zawsze prezentują pełny obiektywizm, przeciwnie – ich żale i pretensje mogą być wyolbrzymione i subiektywne, artykułowane w imię dokopania bliżej nieokreślonym „onym”. Ciągle znaczna część Polaków czuje się poszkodowana przez, najogólniej mówiąc, władzę, i nie odmówi sobie satysfakcji i złośliwej radości jej dokopania, chociaż w wielu przypadkach skarżący są sami sobie winni. Możliwość pewnej manipulacji dokonywanej przez udzielających wyjaśnień, widzę m.in. w odpowiedziach na pytania dotyczące warunków mieszkaniowych, społeczeństwa obywatelskiego, zadowolenia z życia i jakości samorządu. We wspomnianym materiale nie odnalazłem prezentacji metod badawczych, którymi posłużono się w tych dziedzinach. Dlatego pozwalam sobie na zgłoszenie sprzeciwu.

Wałbrzych w przeszłości zdecydowanie zbyt często był pokazywany, przede wszystkim w ogólnopolskich mediach, jako miasto beznadziei, upadku i degrengolady. Zbyt często też filmowcy epatowali widzów rzekomą wałbrzyską grozą, sięgając po zdjęcia miejsc, które można by z powodzeniem znaleźć w miastach zaliczanych do górnej półki. W ten sposób u wielu rodaków umacniało się przekonanie, że Wałbrzych jest symbolem wszelkiego zła. To prawda, długo nie bardzo mieliśmy czym się chwalić, ale przesada jest zwykle złym doradcą, a wypaczanie rzeczywistości może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Wielokrotnie spotykałem się z opiniami: „Mówią o was i piszą, jak to u was źle, a tymczasem widzę coś zupełnie innego”. Zwłaszcza w ostatnich kilku latach Wałbrzych dokonał ogromnego skoku, np. w budownictwie mieszkaniowym, drogownictwie i specjalistycznym (onkologia) leczeniu. Zapewniam, że nie przemawia przeze mnie tani lokalny patriotyzm, gdy stwierdzę, że podobne opracowania, jak ostatnie w „Polityce”, są niesprawiedliwe dla Wałbrzycha i czynią wiele szkody jego wizerunkowi. A to z kolei może przyczyniać się do fałszywego odbioru naszego miasta u ludzi, którzy np. nosili się z zamiarem zainwestowania i podjęcia u nas różnego rodzaju przedsięwzięć.

Co by nie powiedzieć, tego rodzaju publikacje, jak wyżej omówiona, powinny stać się dla władz po ostatnich wyborach materiałem do przemyśleń oraz do wytyczania zadań na kolejną kadencję.

Andrzej Basiński

Tagi: ,