Inne czasy, inne granie

Polecamy1 października, 2014

Rozmowa z Ireneuszem „Irasem” Jeżem, liderem legendarnego wałbrzyskiego zespołu rockowego Defekt Muzgó.

 

ANIOLOWIE- druga strona

 

 

 

 

 

 

Czy ostatnia płyta zespołu Defekt Muzgó „Aniołowie” to zwiastun zmian?

Ireneusz „Iras” Jeż: – Tak!

 

Jakie to są zmiany?

– Przede wszystkim jest to pierwsza płyta, nagrana po 17 latach przerwy. W jej tworzeniu udział wzięli muzycy, którzy tworzyli Defekt Muzgó w ostatnich 30 latach. Usłyszymy zatem: Tomasza Wojnara – Siwego, Krzysztofa Migdała – Hebana, Bogdana Kocika – Wkitora, Dawida Szydełko – Świętego, Dariusza Konkela, Jana Siepielę – Młodego oraz gościnnie Grzegorza Salomona. I mnie. Poza nowymi muzykami mamy także nowe brzmienia. Są na tej płycie utwory rockowe, reggae, punkowe, i ballady rockowe. Większość z domieszką hard rocka, który wprowadzam do naszego brzmienia od 2011 r, Płyta jest do kupienia za pośrednictwem naszego profilu na Facebooku i strony internetowej http://www.defektmuzgo.pl/.

 

Są to trochę zaskakujące brzmienia, jak na Defekt Muzgó…

– Chcę urozmaicić naszą muzykę, by nie była monotonna. Wprowadzam bardziej ambitną muzykę, elementy hard rocka i inne brzmienia, co jest bardzo dobrze odbierane, zwłaszcza przez młodych. Dowodzi tego utwór „Aniołowie”, który wygrał konkurs słuchaczy w łódzkim Radiu Parada. Płyta „Aniołowie” pokazuje, że Defekt Muzgó może zagrać wszystko, bo nie jesteśmy zaszufladkowani. Cechuje nas otwartość, nie tylko ortodoksyjny punk rock.

 

Jak te zmiany przyjmują wasi fani?

– Generalnie fani do nas piszą, że są zadowoleni z nowego brzmienia i że wprowadzamy te zmiany. Ale zdarzają się także osoby niezadowolone, jak to bywa w życiu… Jednak z rozmów z fanami po koncertach wynika, że oni nie chcą w kółko słuchać przeróbek z pierwszej płyty Defektu Muzgó. Trzeba pamiętać, że to, co było 30 lat temu, to były całkiem inne czasy, inna technika, inne granie, inne przesłanie dla odbiorców, bo żyliśmy w państwie totalitarnym. Wtedy trzeba było przemycać slogany w piosenkach i trzeba było kołować cenzurę. Tylko podczas festiwalu w Jarocinie można było wyśpiewać co się chciało.

 

A co ma wspólnego Defekt Muzgó z legendarnym brytyjskim zespołem Joy Division?

– Dramatyczną historię. Joy Division, po samobójczej śmierci Iana Curtisa, zmienił nazwę na New Order i podobnie było w naszym przypadku.

 

Niewiele osób jednak wie, skąd wzięła się nazwa Defekt Muzgó.

– Fredek Wójcik był świetnym gitarzystą. W swoje 18 urodziny jadł obiad z siostrą, po czym wstał od stołu i… wyskoczył z okna mieszkania na wałbrzyskim Podzamczu. Podczas stypy na cmentarzu, suto zakrapianej wódką, przy jego grobie Heban powiedział: „Fredek, coś ty na robił w swoje 18 urodziny?! Ty chyba miałeś defekt mózgu!” I tak właśnie doszło do zmiany nazwy zespołu z Bunt na Defekt Muzgó.

 

Z zespołem pożegnał się „Siwy”, co dla wielu fanów oznaczało koniec starego Defektu Muzgó. Jak to wygląda z waszej perspektywy?

– O rozstaniu zadecydowały osobiste problemy Siwego. Mamy wielki szacunek dla niego i jego wkładu w historię zespołu, ale – jak powiedział Heban – „Siwy zwolnił się na własne życzenie”…

 

Co na to tak zwani starzy fani?

– Są podzieleni. Ale powiedzmy, że 80 procent starych fanów akceptuje zmiany. Tym bardziej, że nie odcięliśmy się od korzeni, bo na koncertach wciąż gramy stare kawałki: Jolka, Wałbrzych, Wojna światów, Obcy, Norma, Szklana róża i nasz „hymn narodowy”: Wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Zatem wciąż jesteśmy bardzo dobrze odbierani. I jestem zaskoczony, że na nasze koncerty przychodzą młodzi ludzie. To jest już trzecie pokolenie, które przychodzi z rodzicami. Rodzice słuchają, podpowiadają, pokazują kasety, płyty i mówią im: „tego właśnie słuchaliśmy w waszym wieku”. A nasze utwory nie starzeją się, bo mają przesłanie.

 

Jakiś przykład?

– Proszę: Wojna światów – jak najbardziej aktualny.

 

Jak to się stało, że pół miliona ludzi na raz, z jednego miejsca, pozdrawiało Wałbrzych?

– W 2013 roku zagraliśmy na Przystanku Woodstock. W pewnym momencie dołączył do nas Jurek Owsiak i razem zaśpiewaliśmy „Wszyscy jedziemy na tym samym wózku”, wraz z widownią liczącą jakieś… pół miliona. Potem Jurek krzyknął: „Pozdrawiamy Defekt Muzgó i pozdrawiamy Wałbrzych”. I te pół miliona ludzi pozdrawiało. Jak widać nie jesteśmy jakimś lokalnym zespołem. Polonia prosi nas o koncerty, a potęga internetu daje nam teraz kontakt z całym światem. Dzięki Defektowi Muzgó i Wałbrzych jest promowany w świecie.

 

W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć o najnowszym waszym teledysku „Wolfsberg”.

– Latem tego roku była premiera. Jest on do zobaczenia na naszej stronie internetowej czy na Youtube. Tam też Monika Brodka napisała: „Jestem zaskoczona. Super! Pozdrawiam z Las Vegas.” Klip ten został nakręcony w lutym tego roku, gdy nikt z nas nie przypuszczał, że wybuchnie wojna na Ukrainie. A teledysk „Wolfsberg” jest właśnie przesłaniem przeciwko wojnie.

 

 

Pracujecie nad nową płytą?

– Oczywiście! W przyszłym roku ukaże się płyta „Progress”. Już mamy 80 proc. materiału.

 

Kiedy i gdzie można was zobaczyć i usłyszeć na żywo?

– Na wiosnę planujemy trasę koncertową z Odziałem Zamkniętym, Frogg and Dog, w naszymregionie i w Polsce.

Rozmawiał Robert Radczak

Tagi: , , , ,