Niepodległość przyszła do nas sama

Polecamy16 listopada, 2018

 

 

 

 

11 listopada nie poszedłem na żadną organizowaną w Wałbrzychu manifestację i to nie tylko dlatego, że akurat była dosyć paskudna pogoda, ale – nie będę tego owijał w bawełnę – wcale to mnie jakoś nie kręciło. Wiem, że tymi słowami narażam się bardzo mocno różnego rodzaju „patriotom, szczerym i prawdziwym Polakom”, ale nie po drodze mi z tymi, którzy patriotyzm swój wyrażają zdzierającym gardło krzykiem „Polska, Polska” i noszeniem szalików o barwach narodowych. Tych, którzy na pytanie dlaczego tę Polskę kochają, nie potrafią powiedzieć czegokolwiek sensownego, ale kochają ją tak mocno, że z tej miłości do niej nienawidzą różnych „ciapatych”, gejów czy komuchów i tym swój patriotyzm właśnie wyrażają. Dla mnie patriotyzm to szacunek dla wszystkich współobywateli, czyli traktowanie ich jak jednej wielkiej rodziny, szacunek dla polskiego prawa, płacenie obowiązujących podatków i alimentów, szacunek dla środowiska przyrodniczego, a także szanowania mowy polskiej oraz polskiej historii. Niestety, zdecydowana większość z tych, którzy tak dumnie chodzą na rożnego rodzaju patriotyczne marsze, nie ma o tej historii zielonego pojęcia, poprzestając na propagandowej i – niemającej nic wspólnego z historyczną prawdą – papce propagandowej. Przedstawię więc kilka podstawowych faktów powodujących, że dzień 11 listopada nie wzbudza we mnie jakichś wielkich patriotycznych uniesień, albowiem chłodna analiza następujących po sobie wydarzeń nakazuje mi uznać, że setna rocznica odzyskania niepodległości miała miejsce 6 listopada.

Kiedy Rosja zaczęła przegrywać na swoich wojennych frontach, latem 1915 roku na tereny Królestwa Polskiego, będącego częścią rosyjskiego imperium, weszły okupacyjne wojska Niemiec i Austro-Węgier, w tym Legiony Polskie walczące u ich boku. W efekcie tych walk w szeregach armii tych państw zabrakło ponad miliona żołnierzy, więc Niemcom i Austriakom zależało na szybkim i znacznym zasileniu swych armii. Dlatego 5 listopada 1916 roku, podczas konferencji w Pszczynie, państwa te zapowiedziały utworzenie w przyszłości samodzielnego (nie niepodległego, ale samodzielnego właśnie) państwa polskiego, obejmującego jednak tylko tereny Królestwa Polskiego, będącego częścią rosyjskiego imperium. Miało to zachęcić Polaków z okupowanych terenów rosyjskiego zaboru do zgłaszania się w szeregi armii Niemiec i Austro-Węgier. Następnie, 6 grudnia 1916 roku, okupacyjne władze Królestwa Polskiego w osobach niemieckiego generalnego gubernatora w Warszawie gen. Hansa Beselera i gen. Karla Kuka, generalnego gubernatora austro-węgierskiego w Lublinie, wydały rozporządzenia powołujące Tymczasową Radę Stanu, czyli polski obywatelski organ emancypacyjny, mający być zalążkiem przyszłej samodzielnej władzy. Inauguracja działalności tej rady odbyła się w zamku warszawskim 14 stycznia 1917 r., kiedy gubernatorzy z Warszawy i Lublina wręczyli członkom rady dekrety nominacyjne. Przypomnę, że działo się to w czasie, kiedy trwały jeszcze działania wojenne, w trakcie których Polacy musieli strzelać do siebie, ponieważ nosili mundury różnych państw zaborczych. Niech mnie „patrioci, szczerzy i prawdziwi Polacy” nazywają jak zechcą, ale uważam, że przyjmowanie tego rodzaju nominacji z rąk władz okupacyjnych, dla mnie osobiście ma znamiona kolaboracji, której braku tak bardzo się szczycimy w okresie II wojny światowej (bo podczas jej trwania w Europie, tylko w Polsce żaden kolaboracyjny rząd nie powstał). Zaraz po 5 listopada 1916 roku Hans Beseler zaczął tworzyć Polskie Siły Zbrojne (Polnische Wehrmacht), w skład których włączyć chciał Legiony Polskie Józefa Piłsudskiego, czemu lojalna wobec okupanta Tymczasowa Rada Stanu się nie sprzeciwiała. Zupełnie inaczej postąpili legioniści, którzy w zdecydowanej większości w dniach 9 i 11 lipca 1917 roku odmówili złożenia przysięgi wierności. Wszyscy oni zostali rozbrojeni i internowani, a w nocy z 21 na 22 lipca 1917 internowano również Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego, których umieszczono w twierdzy w Magdeburgu. Po tym wydarzeniu, 25 lipca 1917 r., Tymczasowa Rada Stanu powołała Radę Regencyjną, której przekazała pełnię władzy, ale jej skład osobowy nie został przez Niemców uznany. Kolejną – całkowicie niesuwerenną – Radę Regencyjną Niemcy powołali 12 września 1917 r. Wcześniej, bo 3 marca tego roku w Brześciu, Niemcy i Austro-Węgry podpisały z bolszewicką Rosją separatystyczny traktat pokojowy, w efekcie którego 28.03. Królestwo Polskie uzyskało formalną niezależność od Rosji. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że Królestwo Polskie nadal pozostawało jednak pod niemiecką i austriacką okupacją. Realizując postanowienia Traktatu Brzeskiego, rząd bolszewickiej Rosji (Rada Komisarzy Ludowych) pod przewodnictwem Włodzimierza Lenina, 28 sierpnia 1918 roku anulował akty rozbiorowe Polski z 1795 roku, czym spowodował, że niemiecko-austriacka okupacja Królestwa Polskiego jako części Rosji, w wyniku tego aktu, stała się okupacją formalnie niepodległego już w istocie kawałka terytorium Polski. Kolejnym ważnym wydarzeniem, będącym efektem anulowania przez Lenina traktatów rozbiorowych, było powołanie w nocy z 6 na 7 listopada pierwszego polskiego rządu, który powstał suwerennie, bez żadnej obcej ingerencji i politycznego i wojskowego parasola zaborców i okupantów. Był to rząd stworzony przez polskich patriotów, na czele którego stał znany działacz Polskiej Partii Socjalistycznej Ignacy Daszyński. Rząd ten podjął energiczne działania, mające na celu odtworzenie władz państwa polskiego i ustanowienie w nim demokratycznych, sprawiedliwych dla wszystkich zasad ustrojowych, które później znalazły się w pierwszej demokratycznej polskiej konstytucji, uchwalonej 17.03.1921 roku. Oczywiście ten tzw. Rząd Ludowy nie uznawał władzy Rady Regencyjnej, jako organu niesuwerennego, działającego z nadania niemieckich i austriackich zaborców i okupantów. Po powrocie Józefa Piłsudskiego do Warszawy, co miało miejsce 11 listopada 1918 r., jeszcze w tym samym dniu Ignacy Daszyński złożył na jego ręce dymisję swego rządu, która została przyjęta. Fakt ten świadczy bez żadnej wątpliwości o tym, że Józef Piłsudski uznał rząd Ignacego Daszyńskiego, za legalny organ władzy odradzającego się państwa polskiego, bo przecież od „jakichś samozwańców” dymisji by nie przyjmował. I aby to potwierdzić, 14 listopada 1918 roku zlecił mu powołanie nowego rządu. W tym samym dniu Rada Regencyjna, powołana na mocy decyzji okupantów, rozwiązała się. Uczyniła tak, mając pełną świadomość tego, że nie miała żadnego wsparcia ze strony polskiego społeczeństwa.

I z tych właśnie powodów, dniem który ma dla mnie wymiar symboliczny, jest właśnie 6 listopada i to w tym dniu 2018 roku minęła 100 rocznica odrodzenia się państwa polskiego. Jednakże z uwagi na to, że Rząd Ludowy stworzyli socjaliści, prawica polska stara się datę tę wymazać z historycznej narodowej pamięci. Dlatego 11 listopada pozostałem w domu.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,