Tombe la neige, czyli pada śnieg

Polecamy8 lutego, 2018

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Pada śnieg, co w lutym nie powinno budzić żadnego zdziwienia, a jednak wzbudziło do tego stopnia, że słyszałem i czytałem w mediach o nagłym ataku zimy. Przed laty, kiedy byłem 16-letnim młodzieńcem, śnieg z reguły padał od końca listopada do początków marca i w nikim nie wywoływało to jakiegokolwiek zdziwienia lub zaskoczenia. Pamiętam, że wówczas na organizowanych prywatkach wielkim hitem była romantyczna piosenka zatytułowana „Tombe la neige” (Pada śnieg), śpiewana przez francuskiego piosenkarza Salwatore Adamo, która wówczas umożliwiała nam przytulanie się do dziewczyn, z którymi tańczyliśmy w celowo przyciemnionych pokojach. Poddawały się tym naszym zabiegom bez oporu, ponieważ niewątpliwie i na nie działał niesamowicie romantyczny klimat melodii i głosy wykonawcy. Mógłbym napisać więcej, ale nie dam się ponieść wspomnieniom z obawy, aby którejś z wówczas adorowanych nie przyszedł do głowy pomysł i w ramach durnowatej akcji #MeToo nie zechciała oskarżyć któregoś z nas o molestowanie, co przecież w istocie było tylko niewinnym, ale jednocześnie obopólnym, flirtem. Uciekam jednak od tych sentymentalnych wspomnień, bo przywołuje mnie brutalna rzeczywistość…
Kilka dni temu w Wałbrzychu też padał śnieg, czego efektem było przykrycie białym puchem wałbrzyskich chodników, które – jak powszechnie wiadomo – przeznaczone są dla ruchu pieszych, który w takich warunkach bywa niekiedy szczególnie utrudniony, a nawet zdarza się, że niebezpieczny dla zdrowia. Dlatego też już wiele lat temu wymyślono, aby ten z pozoru niewinny puch usuwać i dodatkowo chodniki posypywać piaskiem, by użytkowników tych ciągów pieszych nie narażać na stres lub uszczerbek na zdrowiu. Mając to na uwadze, a nie mając własnych służb dbających o zimowy stan chodników (kiedyś były, ale widać przeszkadzały), władze miasta ogłaszają przetargi, które z reguły wygrywają firmy „zimowego utrzymania dróg”, oferujące swe usługi w najbardziej korzystnej dla miasta cenie. I fajnie jest, a w zasadzie być powinno. Bo jak jest, przekonałem się kiedy – jak każdego ranka od 12 lat – wyszedłem z domu, aby sobie raźno pomaszerować tzw. obwodnicą Podzamcza, czyli aleją Podwale i ulicą Wieniawskiego w Wałbrzychu. Już po pierwszych krokach zauważyłem ślady protektorów ciągnika, który prawdopodobnie miał odśnieżyć chodniki, ale z uwagi na naprawdę cieniutką raczej warstwę śniegu, wcale go nie usunął, tylko ubił powodując tym samym, że stał się on niesamowicie śliski, efektem czego było, co najmniej, 8 moich pociesznych wygibasów, ratujących mnie przed upadkiem. Tylko dzięki temu, że – mimo swych lat – zachowuję w miarę wysoką sprawność fizyczną, nie zaliczyłem tak zwanej gleby i czegoś sobie nie połamałem. A stało się tak dlatego, że na tym ubitym przez ciągnik śniegu nie było ani jednego ziarnka piasku, co dowodnie świadczyło o tym, że ciągnik z pługiem przejechał, ale piaskiem nie posypał. Działo się to w poniedziałek (05.02.2018 r. o godz. 9.20). Następnego dnia znów na te swoje marszobiegi wyszedłem i tym razem zauważyłem, że chodnik jest piaskiem posypany. Moja radość trwała jednak sekundy, albowiem od razu rzuciło mi się w oczy, że ktoś kto ten chodnik (na całej długości marszu: Forteczna, Wieniawskiego, al. Podwale, Forteczna) piaskiem posypywał, czynił to w zadziwiający sposób, a konkretnie tak, że średnio co 2 metry rzucił kupkę piasku. Nie chce mi się wierzyć, że robił to ktoś, kto jest zdolny stawiać dwumetrowe kroki, przez co zdawało mu się, iż sypiąc piachem w ten sposób, robi to jak najbardziej właściwie. Mnie się jednak wydaje, że musiał to być jakiś wyjątkowy tuman, albo ktoś bardzo oszczędny, bo wiedzący, że oszczędność jest istotnym elementem zysku. Stawiam dolary przeciw orzechom na to drugie. Chociaż z drugiej strony zauważyłem też elementy bezmyślności w postępowaniu tego kogoś, ponieważ przy każdej wiacie przystankowej piasek sypał nie tam gdzie chodzą ludzie, ale na ścieżce rowerowej przechodzącej za wiatą. Przyznać muszę, że nie wiadomo dlaczego, ale w tych właśnie miejscach czynił to nader obficie, przez co te niewielkie fragmenty ścieżki rowerowej posypane były tak, jak powinne być posypane chodniki. Z rozmyślenia nad tym dziwnym stanem rzeczy wyrwał mnie dźwięk silnika dużego traktora z pługiem, który z szybkością pomiędzy 10 a 20 km/h przemieszczał się po chodniku ul. Wieniawskiego z kierunku od Piaskowej Góry do skrzyżowania ulic Gagarina, de Gaulle’a i al. Podwale. Pług był oczywiście opuszczony, ale ponieważ śnieg był już wcześniej odgarnięty, to pojazd ten ubijał dodatkowo to, co na chodniku pozostało, przez co darmowe lodowisko miałem jak nic zapewnione.
Mówiąc szczerze zagotowałem się i zadzwoniłem do Straży Miejskiej w Wałbrzychu by zapytać, czy jako organ prezydenta miasta monitoruje jak firma, która podpisała umowę o odśnieżanie wałbrzyskich ciągów komunikacyjnych, wypełnia swoje zobowiązania, za które przecież miasto jej płaci i to chyba niemałe pieniądze. Zresztą pochodzące także i z moich podatków. Niestety, nie mogłem dogadać się z dyżurnym straży miejskiej, ponieważ nie słyszał, co do niego mówię z powodu jakichś trzasków w słuchawkach telefonu… Miałem – na jego prośbę – zadzwonić później, ale odpuściłem, dochodząc do przekonania, że jeżeli patrole straży miejskiej (a chyba takie po Podzamczu chodzą) nie widzą tego co ja, to nie ma sensu, aby tam do nich dzwonić i informować o tym, co winni widzieć z obowiązku. To, co tu opisałem nie jest czymś przypadkowym, albowiem na początku zimy, kiedy śnieg sypnął raczej obficie, było również ślisko i bez piachu. Zadzwoniłem wówczas do urzędnika odpowiedzialnego za stan wałbrzyskich ulic i dowiedziałem się, że za odśnieżanie odpowiada zakontraktowana firma zewnętrzna, ale on podejmie interwencję w zgłoszonej przeze mnie sprawie. Na drugi dzień miałem okazję oglądać akcję odśnieżania tego samego ciągu ulic na Podzamczu, w wykonaniu operatora małego ciągnika z pługiem, który dzielnie przemieszał się po odśnieżonym już wcześniej chodniku, z tym, że z umieszczonej z tyłu skrzyni na piach nie wysypało się chociażby ziarenko. Ktoś tu kogoś robi w przysłowiowe bambuko i oszczędzając na paliwie (odśnieżanie odśnieżonych chodników powoduje zmniejszone spalanie benzyny) i piachu, na co służby podległe prezydentowi Wałbrzycha absolutnie nie zwracają uwagi. Mam zatem dla niego propozycję, aby swych urzędników wygonił z taczkami zza biurek do odśnieżania. Taniej i bardziej skutecznie będzie.
Janusz Bartkiewicz
www.janusz-bartkiewicz.eu

PS.
A gdyby Pan Prezydent zechciał, to mogę mu zaprezentować bogatą filmową i fotograficzną dokumentację opisanej przeze mnie historii.

Tagi: ,