Być internautą!

Polecamy11 października, 2017

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Przeglądam codziennie portale internetowe, bądź też korzystam z dobrodziejstwa niczym nieskrępowanej wymiany myśli i poglądów na Facebooku. Wiem, że jestem już nałogowcem, działa to na mnie jak narkotyk. Nie potrafię wyzwolić się od nawyku rannego wstawania i pierwsze co robię, to otwieram internet.

A w internecie prawdziwy raj na ziemi. Wszystko co dusza zapragnie do wyboru, do koloru. Czuję się jak boss firmy naftowej lub turystycznej, albo „ojciec chrzestny” włoskiej mafii. Mogę podróżować najlepszymi liniami lotniczymi, gościć w najlepszych hotelach, zabawiać się w lokalach nocnych. Mogę podróżować do woli po kraju i po całym świecie. Mało tego, mogę zastępować szefów każdego rządu, bądź czuć się partnerem wszystkich najważniejszych potentatów tego świata. Mogę wyrażać swoje poglądy i opinie, udzielać rad i uwag, bądź też strofować, zbesztać, wyśmiać i zohydzić kogo mi się dowolnie podoba. Bliskimi mi osobami są możni tego świata, ale też najzwyklejsi „zjadacze chleba”. Nie obce mi życie osobiste celebrytów, od plotek na ich temat głowa boli. Oglądam aktorki filmu i teatru, najczęściej w dezabilu lub bez, jestem na bieżąco zorientowany w życiu osobistym moich znajomych.

Ja, szary robaczek, na tej miniaturowej planecie kosmicznej, zwanej ziemią, zawieszonej w genialnej konstrukcji ogromnego wszechświata, mam coś do powiedzenia, liczy się mój głos, mogę wypowiadać wszystko co mi ślina na język przyniesie, nie muszę, zanim coś powiem upewniać się, czy język jest podłączony do mózgu.

Korzystam więc pełną garścią z tej zdobyczy techniki i nie powiem, żeby mi to nie sprawiało przyjemności. Spróbuję na paru przykładach pokazać jak mądre i interesujące mogą być linki zamieszczane na forum facebooku, jak trafnie i sensownie opisują zjawiska naszego bieżącego życia internetowi komentatorzy.

Któryś komentator zgorszony debatą poselską w naszym Sejmie napisał: każdy człowiek ma prawo być głupi, ale niektórzy posłowie nadużywają tego przywileju. Niestety, jedyne co na świecie nie ma granic, to ludzka głupota – dodaje inny. Okazuje się, że zbyt często, zwłaszcza w tej kadencji sejmowej znajdujemy potwierdzenie tych lapidarnych sentencji.

Czytam mądrą maksymę nieznanego mi bliźniego internauty: byś zupełnie był mądrym – trzeba sprawdzić, czy nalałeś do pełna rozumu do głowy. Inny zaś internauta przestrzega: cymbał im bardziej pusty w środku, tym głośniej dzwoni, albo też: człowiek jest wielki nie przez to co mówi, ale przez to kim jest. No więc sprawa jest jasna jak słońce w zenicie nie zasnute czeluścią czarnych obłoków na niebie. We własnym przekonaniu jest się zawsze kimś, a więc jest się wielkim, możemy więc mówić i pisać co nam się podoba.

Jak to możliwe – pyta wnikliwy komentator – żeby tak gorliwie praktykujący katolicy, za jakich podają się PiS-owcy, potrafili tak bezczelnie kłamać, a chodziło o TVP Info. W swoich wiadomościach obwieściła sukces opolskiego festiwalu. Być może w uszach Jacka Kurskiego, który zresztą nie dotrwał do końca występu „artysty” Jana Pietrzaka, nawet puste ławki klaskały. Okazuje się, że twórca Kabaretu Pod Egidą błyszczał jak gwiazda na kremlowskiej wieży dowcipami powojennego aktywisty partyjnego z czasów Bieruta, a jego koncert oglądała garstka załogi opolskich wodociągów, obdarowana bezpłatnymi biletami.

Był już taki polityk, który głosił, że każde kłamstwo jest dobre, nawet to najbardziej nieprawdopodobne, bo zawsze jakiś ślad po nim zostaje. Ten polityk nazywał się Josepf Goebbels.

W internecie można się dowiedzieć, że polityka obecnego rządu przypomina utwór Mikołaja Reja z Nagłowic, „Krótką rozprawę pomiędzy trzema osobami panem, wójtem, a plebanem” (pan z Żoliborza, wójt z Brzeszcz, pleban z Torunia). Przy następnych wyborach parlamentarnych głosujmy na Ali Babę, przynajmniej będziemy mieli pewność, że rozbójników będzie tylko 40.

Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski ratuje świat – ogłosiły prawicowe gazety po tym jak oświadczył publicznie w Telewizji „Trwam”: Wstaliśmy z kolan! Udało się! I to jest jedyna prawda, którą usłyszeliśmy z jego ust. Ale zapomniano dodać, że stało się to po wspólnej z rządem modlitwie na klęczkach w kolegiacie ojca Rydzyka.

Moją uwagę zwróciło też pismo – podobno podpisane przez doktorów psychiatrów – następującej treści:

„Szanowna Redakcjo TVP Info!

Proszę bardzo abyście Państwo przestali wysyłać zaproszenia do udziału w programach publicystycznych dla naszych pacjentów. Z powodu takich działań pacjenci opuszczają zajęcia. A dzieje się to ze szkodą dla nich i dla tych, co Was oglądają w Telewizji”.

List mieli podpisać: dr Jerzy Targalski i dr Rafał Chwedoruk.

Pod koniec lata prezes zachorował. Cieszący się aplauzem milionów widzów kabaret „Ucho prezesa” przerwał nadawanie. Wścibscy dziennikarze donieśli, że widzieli prezesa w towarzystwie rosłych ochraniarzy w jednej z warszawskich klinik. Odkryli nawet chorobę, która go dopadała, to dna moczowa. Znalazł się od razu dowcipny komentator, który napisał, że: „obserwując zachowanie prezesa na sali sejmowej, widać że jest to odziedziczona po rodzicach dna moczarowa”. Ale prezes jest stale pod skrzydłami opiekuńczymi „łaski pańskiej”, która na pstrym koniu jeździ, a jest on uosobieniem sentencji filozoficznej Kanta: „prawo moralne we mnie, niebo gwiaździste nade mną”. Powrócił więc czym prędzej na Nowogrodzkią. I do kraju wróciło normalne życie. Widać to zresztą po „Uchu prezesa”. Dojrzało ono już do tego, by nie pokazywać się za darmo.

Ale w internetowej gazeciepl. pojawiła się silna konkurencja, o której już wspominałem na łamach Tygodnika DB 2010. To cotygodniowe wiadomości z kraju i ze świata dwójki spikerów Makle Poland Great Afgan. Można nie tylko boki zrywać, ale pokusić się o mądrą refleksję.

Przejdę teraz na podwórko lokalne. Odkąd zaczął swych gości z niemieckiej rodziny Hohbergów wozić rikszą po Parku Książańskim Prezes Fundacji Księżnej Daisy, Mateusz Mykytyszyn, życie pałacowe na zamku Książ nabrało orientalnych rumieńców. W ten oto sposób inspirujący Wałbrzych zamienił „złoty pociąg” na nie mniej intrygujący środek lokomocji. Ale to tylko na chwilę. Wciąż trwają prace w poszukiwaniu pociągu, który daje z podziemi sygnały, że jednak istnieje i czeka na swego odkrywcę. Zawsze mówiłem, że to wszystko co najlepsze, to właśnie pod Wałbrzychem.

Na koniec lata błękitne niebo nad Wałbrzychem zalało się rzęsistymi łzami. To chyba skutkiem tego, że nasz „szalejący reporter” i odkrywca, Łukasz Kazek, przeniósł się ze swym filmem z Walimia do Cannes i poprosił, aby uszanować jego absencję i nie atakować go internetowymi mailami. Teraz, kiedy już przywieziono stamtąd atrakcyjną nagrodę, będzie gotów ponownie przeszukiwać strychy lub piwnice poniemieckich domów, bo wiadomo, gdzie powinno się liczyć na odkrycie prawdziwych skarbów.

I to byłoby na tyle. Myślę, że udało mi się przekonać moich Czytelników, że to właśnie internet jest prawdziwą skarbnicą wiedzy o świecie i jego tajemnicach.

Stanisław Michalik

Tagi: ,