Rozmowa z Kamilem Jasińskim, trenerem piłkarek nożnych AZS PWSZ Wałbrzych.

Jak czujesz się w nowej roli, czyli pierwszego trenera AZS PWSZ Wałbrzych?
Kamil Jasiński: – Trzeba było sobie wysoko zawiesić poprzeczkę, bo interesowały nas zwycięstwa – najpierw na inaugurację sezonu w Łodzi, a następnie w pierwszym spotkaniu na własnym stadionie z Mitechem. Teraz naszym następnym rywalem będzie Olimpia w Szczecinie, gdzie także będziemy chcieli wygrać. Nowa rola – jako pierwszego trenera w AZS PWSZ – jest nowym doświadczeniem, bo dotąd prowadziłem inne zespoły męskie, a także rezerwy ekstraligowego zespołu kobiet. Ale to był niższy poziom, a wyjazdy także nie były bliskie, bo był Chorzów, Żywiec czy Bielsko-Biała, więc wiedziałem, jak się zachować jako pierwszy trener lub asystent. Dostałem tę nominację, byłem bardzo szczęśliwy i teraz muszę robić wszystko, by było jak najlepiej.
Już pod koniec poprzedniego sezonu byłeś wpisany w protokole meczowym jako pierwszy trener w Łęcznej w meczu z Górnikiem, gdy Marcin Gryka pojechał z juniorkami AZS PWSZ na Coca-Cola Cup do Gdańska. Spodziewałeś się, że możesz wkrótce zostać pierwszym szkoleniowcem?
– Wtedy jeszcze nie było oficjalnej informacji w mediach, że Marcin Gryka zrezygnuje ze stanowiska, ale ja już wtedy wiedziałem i rozmawialiśmy o tym wcześniej. Na pewno na to liczyłem, bo często pierwszy wybór pada na drugiego trenera. Byłem najbliżej tej drużyny, wiedziałem, że będę gdzieś w kręgu zainteresowań, choć przewijały się inne nazwiska, w tym byłego selekcjonera reprezentacji. Czekałem na decyzję klubu i gdzieś z tyłu głowy miałem to, że od nowego sezonu mogę być pierwszym szkoleniowcem zespołu.
Jaki cel postawiłeś drużynie na nowy sezon? Poprzedni zakończyliście – jako beniaminek – na 5. miejscu w grupie mistrzowskiej.
– Interesuje nas każde następne spotkanie. Nie chcę się zasłaniać, czy wybielać – chcemy grać lepiej niż w poprzednim sezonie, zdobyć wyższe miejsce w tabeli na koniec sezonu. Przyznaję, że chodzi mi po głowie medal mistrzostw Polski, a po to się gra, by wygrywać i żeby być coraz lepszym. Nie lubię być minimalistą i stawiać sobie celu typu utrzymanie. Dlatego chcemy zakończyć sezon na co najmniej piątym miejscu.
Doszło w przerwie między sezonami do przebudowy zespołu. Odeszła między innymi Agata Sobkowicz, a przyszły m. in. Emilia Bezdziecka i Oliwia Maciukiewicz. Czy – Twoim zdaniem – drużyna jest mocniejsza niż w ubiegłym roku?
– Trudno jest porównać oba zespoły. Na pewno każda zawodniczka, która przyszła, wnosi coś nowego. Są to ograne piłkarki na poziomie ekstraligi, a wcześniej mieliśmy takie, które dopiero poznawały razem z trenerami ten poziom i nieraz trudno było rywalizować z mocniejszymi przeciwniczkami. Na przykład Agata Sobkowicz miała swoje atuty. Strzeliła 15 goli w poprzednim sezonie i przydałyby się jej trafienia w nowym sezonie. Ale nie uważam, że wyglądamy słabiej niż w sezonie 2015/16, a zespół wydaje się naprawdę mocny.
Czego można życzyć Kamilowi Jasińskiemu w nowym sezonie?
– Zwycięstw i zdrowia dziewczyn, bo to jest najważniejsze.
To ja Tobie życzę, żebyś w przyszłości został selekcjonerem reprezentacji Polski kobiet.
– Dziękuję bardzo (śmiech), mam nadzieję, że może się sprawdzi.
Rozmawiał Radosław Radczak