Pasją dr Krzysztofa Mazura są biegi długodystansowe. – Często wspominam Antarktydę, gdzie w ubiegłym roku odbył się XV Antarctica Marathon, w którym uczestniczyłem dla uczczenia swojej 50. rocznicy urodzin. Tęsknię za nią. Ale w moich planach jest teraz Polar Circle Marathon na Grenlandii – mówi lekarz ze Szczawna Zdroju.

Przed startem na największej wyspie na świecie, zamierza wykorzystać doświadczenia z wyprawy na Antarktydę.
– Spodziewam się podobnych warunków atmosferycznych i wiem, jak się na nie przygotować, by wszystko doprowadzić do pomyślnego końca – zaznaczył.
Krzysztof Mazur jest lekarzem chorób wewnętrznych i zajmuje się rehabilitacją medyczną w Szczawnie-Zdroju.
Maraton na Antarktydzie ukończył na 13. miejscu i trzecim w swojej kategorii wiekowej w czasie 4:50.50. Sklasyfikowano 129 zawodników z 25 krajów.
– To była moja największa dotychczasowa maratońska przygoda. Marzyłem o niej od dawna. Teraz tęsknie za Antarktydą. W tym roku wybiera się tam trzech Polaków i spotkałem się z nimi w celu przekazania rad i wskazówek – poinformował.
Lekarz z podwałbrzyskiego kurortu jest oczarowany surowym pięknem tej części globu. – Na rosyjskim statku „Akademik Wawiłow”, którym podróżowaliśmy, wywieszono plakat w języku angielskim z przymiotnikami opisującymi Antarktydę. Gdy opuszczałem statek, było na nim około 40 określeń.
– Magnificent, wonderful, phenomenal, supreme, great, fantastic, impressive, formidable – to niektóre z nich – wyliczył.
Teraz wszystko podporządkowuje wyprawie na Grenlandię.
– Podróż tam od dawna chodzi mi po głowie. Bieg odbywa się w pobliżu małej miejscowości Kangerlussuaq, na północ od koła podbiegunowego. Część trasy prowadzi lodową pokrywą wśród tundry – opisał.
W przygotowaniach do kolejnych startów wykorzystuje swoje zawodowe i zawodnicze doświadczenia.
– Niektórzy zbyt nieroztropnie i zbyt szybko decydują się startować, niejako w ciemno. Ryzyko incydentu krążeniowego lub dysfunkcji ruchowej jest wtedy spore – wyjaśnił.
Zdaje sobie sprawę z ograniczeń i bierze je pod uwagę planując takie eskapady, jak wyprawa na Antarktydę lub na Grenlandię.
– Przykład motocyklisty Michała Hernika z Rajdu Dakar, jest przestrogą, aby nie przesadzać z eksperymentami na swoim organizmie w pewnym wieku – stwierdził.
Jaki jest jego sportowy wzór?
– Jako młody chłopak miałem wielu idoli, z wiekiem moja perspektywa oceny sukcesów się zmieniła. Wiele z nich osiąga się nie tylko nadludzkim wysiłkiem, ale również kosztem innych osób, w tym najbliższych. Dlatego jestem bardzo ostrożny w wyrażaniu opinii, kto jest moim idolem, bo nie jestem pewien, czy chciałbym takim być.
Ma też inne przemyślenia związane ze swoją karierą biegacza.
– Prawdziwy podziw rezerwuję dla tych, którym udało się nie zatracić w gonitwie po sukces. Kogo powinienem darzyć większym szacunkiem: himalaistę, który zawrócił z drogi, bo w domu czekały żona i córka, a ryzyko tragedii było zbyt duże, czy tego, który zdobył szczyt i zginął, osierocając rodzinę dla swoich ambicji? Bieganie jest dla mnie bardzo ważne, są jednak rzeczy ważniejsze – dodał.
Zanim wybierze się na Grenlandię, planuje jeszcze sporo biegów.
– Myślę m.in. o Nocnym Półmaratonie Wrocławskim i Wrocław Maratonie. To kolejne schody, które muszę pokonać przed ekstremalnym wysiłkiem za kołem podbiegunowym.
Trenuje pięć razy w tygodniu. Trzykrotnie w dni powszednie, najczęściej późnym wieczorem, nawet po godz. 23 i przez weekend, kiedy ćwiczy rano.
Z uznaniem obserwuje wzrost popularności biegania w swojej okolicy.
– Kilka lat temu jadąc z grupą przyjaciół i znajomych na wakacje, byłem jedyną osoba biegającą w tym gronie. Mówili wtedy, że bieganie jest nudne i mało atrakcyjne. Dziś w tej grupie biegają wszyscy – podkreślił.
Jak mówi, wielu tworzy sobie nowe wzorce życia po zachłyśnięciu się nowoczesnymi gadżetami, np. komputerami. W jego miejscowości dr Hanna Kowalska utworzyła grupę biegową SzczawnoRun, która zadebiutowała w Biegu Mikołajkowym w Legnicy 6 grudnia ubiegłego roku.
Mazur przebiegł dotychczas 35 maratonów, a rekord życiowy, 3:55.47, ustanowił w Monachium w 2012 roku.
Zaczął od IV Maratonu Pokoju w Warszawie w 1998 roku. W dorobku ma m.in. Koronę Maratonów Polskich w 2009 roku, przebiegając dystans 42 km 195 m w Dębnie, Krakowie, Wrocławiu, Warszawie i Poznaniu. Uczestniczył też w maratonach zagranicznych, np. w Tokio, Amsterdamie, Paryżu, Rzymie, Atenach i Florencji.
Poza tym zaliczył 37 półmaratonów i 74 biegi na 10 km. W sumie startował w ok. 200 zawodach.
– Wyjątkowo mile wspominam Zamość i czteroetapowy Bieg Pamięci Dzieci Zamojszczyzny na 100 km. Każdemu biegającemu polecam tę imprezę, przepiękną, patriotyczną i w przyjacielskiej atmosferze – zakończył.
Andrzej Basiński